,
Obserwuj
Polska

"360 przyjęć w rok. To absurd". Co jeszcze pokazał spór o zarobki lekarzy?

3 min. czytania
06.07.2026 11:04

Jak najbardziej kibicuję rządowi, żeby wprowadzili maksymalny górny limit, który idzie na wynagrodzenie całego personelu - deklarował w TOK FM reumatolog i popularyzator wiedzy medycznej Bartosz Fiałek. Ale stanowisko Naczelnej Izby Lekarskiej jest nieco inne. 

Czy przepisy dot. jawności lekarzy wejdą w życie?
Czy przepisy dot. jawności lekarzy wejdą w życie?
fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER
  • Naczelna Izba Lekarska apeluje o weto prezydenta wobec ustawy o jawności zarobków lekarzy; 
  • "Nie jestem za tym, żeby ją blokować, ale... doskonale rozumiem kolegów" - mówi w TOK FM lekarz Bartosz Fiałek; 
  • Jakie są argumenty lekarzy, którzy krytykują nowe przepisy? 

Naczelna Izba Lekarska zapowiada, że będzie apelować do prezydenta Karola Nawrockiego, by zawetować ustawę, która pozwala na zbieranie danych o zarobkach lekarzy. 

O to dlaczego lekarzom tak bardzo na tym zależy, pytany był w "Poranku TOK FM" reumatolog i popularyzator wiedzy medycznej z Pomorskiego Centrum Reumatologicznego w Sopocie Bartosz Fiałek. 

- Nie jestem za tym, żeby ją blokować, ale doskonale rozumiem kolegów, dlaczego chcą apelować do prezydenta o weto - mówił. Przyznał też, że sam jest za transparentnością, jeśli "wszystkie publiczne pieniądze, czy to w wymiarze sprawiedliwości czy edukacji również były wykazane, kto, jak, gdzie i w jaki sposób zarabia". - Wtedy jak najbardziej - podkreślił. 

"To absurd"

Gość TOK FM zastrzegł przy tym, że nie chodzi o to, by każdy obywatel miał dostęp do siatki płac lekarzy, tylko prawo to należy wyłącznie do instytucji państwowych. - Jak najbardziej jestem za tym, żeby był to dostęp dla AOTMIT-u (Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji - przypis red.). Dlaczego? Powinniśmy transparentnie ustalać procedury, bo dzięki temu będziemy mogli też uniknąć kominów płacowych - dopowiedział w rozmowie z Dominiką Wielowieyską.

Jakie widzi zagrożenie? Rozmówca Dominiki Wielowieyskiej wskazał, że "Naczelna Izba Lekarska boi się, że zarobki lekarzy mogą być wykorzystane przez instytucje medyczne". - Były rzecznik NIL-u pisał nawet wprost: "faktury będą latały w internecie". Czy to brak wiary i zaufania w kontekście polityków? - Najprawdopodobniej - powiedział Bartosz Fiałek.

- A Łukasz Jankowski, szef Naczelnej Izby lekarskiej, jest teraz swego rodzaju organizacją opozycyjną wobec rządu? - dopytywała prowadząca "Poranek TOK FM". I przypomniała  wpisy Jankowskiego, jakie pojawiły się na Facebooku. Padły tam hasła typu: "Żaden rząd nie wygrał z lekarzami", "Już zaczyna brakować pieniędzy w ochronie zdrowia", "Na jesieni będzie Armagedon". 

- Niefortunne stwierdzenie. Rzeczywiście może wyglądać tak, jakby lekarze chcieli iść na wojnę z rządem. Ale nie chcemy tego robić - odpowiedział Bartosz Fiałek. 

Jak dodał, sytuacja w służbie zdrowia jest trudna, bo już w pierwszym kwartale mowa była o ewentualnym braku pieniędzy na funkcjonowanie lecznic i realizację procedur dla pacjentów. Przekonywał też, że nie powinno być tak, iż "wszystkie pieniądze, które są w budżecie placówki, trafiają na wynagrodzenia". - To sytuacja absurdalna. Stąd jak najbardziej kibicuję rządowi, żeby wprowadzili maksymalny górny limit, który idzie na wynagrodzenie całego personelu. 60-70 proc. to średnie dane krajów OECD. Przecież jeżeli ktoś przekracza 100 proc., wiem, że jest jeden taki szpital to, to gdzie mówimy o bezpieczeństwie pacjentów, o inwestycjach?! - pytał retorycznie. 

Redakcja poleca

Na uwagę, że Naczelna Izba Lekarska proponuje też teraz limit pracy, który w praktyce oznacza 11 godzin pracy siedem dni w tygodniu, odpowiedział krótko: "Mój postulat to maksymalnie 208 godzin miesięcznie". - Wynika on z tego, co już obowiązuje w wielu krajach Unii Europejskiej, czyli z dyrektywy, która została wprowadzona w 2003 roku, a została ominięta przez kontrakty lekarskie - podkreślił Fiałek. 

Przekonywał, że to liczba, który pozwoli też na dalsze zmiany w szpitalach, w tym likwidację niepotrzebnych oddziałów i restrukturyzację niektórych placówek. - Chociażby w jednym z oddziałów pediatrycznych w Polsce było średnio jedno przyjęcie dziecka na dobę, czyli 360 przyjęć w ciągu roku. To absurd, żeby taki oddział w ogóle funkcjonował. A  takich oddziałów jest bardzo dużo - podsumował gość "Poranka TOK FM". 

Źródło: TOK FM 

Redakcja poleca