Reforma PIP wchodzi w życie. "Pracodawcy nie mają się czego bać"
W środę wchodzą nowe przepisy, które pozwolą Państwowej Inspekcji Pracy kontrolować, czy pracownicy są zatrudnieni na podstawie odpowiedniej umowy. - Jeżeli rzeczywiście skargi osób na umowach cywilnoprawnych czy kontraktach b2b inspekcję zaleją, to nie ma bata. Są ograniczenia osobowe i finansowe - mówił dziennikarz TOK FM Wojciech Kowalik.
W środę wchodzi w życie reforma Państwowej Inspekcji Pracy, wedle której sąd będzie decydował, kiedy należy zmienić umowę cywilnoprawną albo kontrakt b2b w etat. W pierwszej wersji sama PIP mogła to nakazać pracodawcy, ale Donald Tusk uznał ją za "zbyt restrykcyjną".
- Autorzy ustawy spodziewają się w sądach około dwóch tysięcy spraw o ustalenie stosunku pracy, wynikających z tych przepisów. To by było całkiem sporo - oceniał w "TOK 360" Wojciech Kowalik z "EKG".
Co ciekawe, jak wskazał dziennikarz TOK FM, to pracodawcy są bardziej zadowoleni ze zmian niż związkowcy. - Związkowcy mówią, że przepisy są tak rozwodnione w porównaniu do pierwszej wersji, że tak naprawdę pracodawcy nie za bardzo mają się czego bać - relacjonował.
PIP początkowo ma tylko reagować na zgłoszone do nich nieprawidłowości. Ale nowe przepisy mają dać izbie więcej pieniędzy na działania inspektorów. - Będzie w stanie przeprowadzać te kontrole - mówił Kowalik.
- Natomiast jeżeli rzeczywiście skargi osób na umowach cywilnoprawnych czy kontraktach b2b inspekcję zaleją, to nie ma bata. Są ograniczenia osobowe i finansowe. Tak mi coś mówi, że skoncentrują się w pierwszym etapie na większych firmach, bo kontrola jest tam łatwiejsza - stwierdził gość Adama Ozgi.
Źródło: TOK FM