,
Obserwuj
Polityka

100 dol. za dwie godziny. Tak Rosja mąci i otwiera "kolejny front"

3 min. czytania
08.07.2026 06:55

Mamy do czynienia z otwarciem kolejnego frontu w tym, co określamy mianem konfliktu hybrydowego - mówiła w TOK FM dr Paulina Piasecka. Dyrektorka Centrum Badań nad Terroryzmem Uniwersytetu Civitas komentowała akcję ABW i wydalenie z Polski dziewięciu obywateli Ukrainy i dwóch Białorusinów. Chodzi o organizowanie manifestacji za pieniądze z Rosji. 

Władimir Putin
Władimir Putin
fot. ANASTASIA BARASHKOVA/AFP/East News
  • ABW zatrzymała Ukraińców i Białorusinów, którzy opłacali uczestników demonstracji; 
  • "Wykorzystanie obywateli Ukrainy zarówno po stronie organizatorów protestu, jak i po stronie uczestników prowadzi do narracji pt. przyjechali tutaj i jeszcze robią zamieszanie. Na dodatek wysługują się Rosjanom" - mówiła w TOK FM dr Paulina Piasecka z Uniwersytetu Civitas; 
  • Na co ekspertka zwróciła szczególną uwagę? Przed czym ostrzegała i dlaczego? 

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego wydaliła z Polski dziewięciu obywateli Ukrainy i dwóch obywateli Białorusi. "Od jesieni 2025 osoby te rekrutowały i opłacały uczestników demonstracji organizowanych wśród ukraińskich uchodźców przebywających w Polsce. Według ustaleń ABW inspiracja i środki na ten cel pochodziły z Rosji i kwalifikują się jako próba operacji wpływu na ukraińskich migrantów w Polsce" - napisał na platformie X minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak.

Z ustaleń ABW wynika, że zatrzymane osoby miały powiązania w Rosji i Białorusi. Ich celem miało być stopniowe wpływanie na środowisko ukraińskich uchodźców w Polsce i wykorzystywanie tej grupy do promowania haseł o charakterze politycznym.

O to, czy to wierzchołek góry lodowej, Cezary Łasiczka pytał dyrektorkę Centrum Badań nad Terroryzmem Uniwersytetu Civitas dr Paulinę Piasecką. 

-  Mamy do czynienia z otwarciem kolejnego frontu w tym co określamy mianem konfliktu hybrydowego. Jednocześnie nie jest to dla nas specjalną niespodzianką. I nie powinno to być zaskoczeniem już od czasu opublikowania rosyjskiej doktryny wojennej w 2014 roku. Napisano w niej, że jednym z narzędzi we współczesnych konfliktach zbrojnych jest "wykorzystanie finansowanych i kierowanych z zewnątrz politycznych sił i ruchów społecznych - mówiła. 

Jak rekrutowano uczestników? W ogłoszeniu mowa była o 100 dol. za dwie godziny stania na wiecu i np. darmowym transporcie. Dziennikarz TOK FM podkreślił, że wszystko przypominało ogłoszenie w sprawie pracy dorywczej.

- Jesteśmy przyzwyczajeni, że każda siła polityczna mobilizuje swoich wyborców, a jak się do tego dołoży argumentację, że trzeba zaprotestować przeciwko złym rzeczom, które się dzieją w Ukrainie i pokazać Unii Europejskiej, że kraj trzeba naprawić, to zyskuje to jeszcze wymiar działania propaństwowego. Dlatego angażujemy się tego rodzaju protesty - mówiła  dyrektorka Centrum Badań nad Terroryzmem Uniwersytetu Civitas

"Bardzo stary przepis na dobre kłamstwo"

W ocenie ekspertki tego typu rekrutacje pokazują jeszcze jedną rzecz: jak skutecznie tworzyć akcje dezinformacyjne. - To prawda z "twistem" albo prawda zmieszana z kłamstwem. Bardzo stary przepis na dobre kłamstwo. (...) Dlaczego? Bo dodanie jakiegokolwiek prawdy, zwłaszcza w sporej ilości powoduje, że jeżeli ktoś zaczyna weryfikować tego rodzaju przekaz, istnieje szansa dwa do jednego, że trafi akurat na fragment, który jest prawdziwy - podkreśliła dr Piasecka. 

Tego typu działania mają też służyć do budowania napięć nie tylko wewnątrz społeczeństwa ukraińskiego, ale również pomiędzy społeczeństwem polskim i ukraińskim. - Wykorzystanie obywateli Ukrainy - zarówno po stronie organizatorów protestu, jak i po stronie uczestników - prowadzi też do narracji pod tytułem: "Przyjechali tutaj i jeszcze robią zamieszanie. Na dodatek wysługują się Rosjanom" - mówiła. 

Gościni TOK FM podkreśliła, że ujawnione przez ABW zatrzymania nie powinny doprowadzić do pomysłów związanych z ograniczaniem wolności zgromadzeń ze strachu, że ktoś przejmie tę czy inną organizację. - To by było niedopuszczalne i wtedy poddalibyśmy się narracji, która jest bardzo często przez naszych przeciwników siana, że demokracja nie ma sensu, jest skorumpowana - wyjaśniła. 

Dziennikarze szacują koszt jednej demonstracji na 30-60 tys. dolarów. Według ekspertki Uniwersytetu Civitas "to się bardzo opłaca, jeśli weźmie się pod uwagę koszt jakichkolwiek działań o charakterze kinetycznym". Przypomniała też w tym kontekście, że Rosja tylko w 2025 roku na działania o charakterze dezinformacyjnym i manipulacyjnym wydała ponad 1 mld USD. 

Źródło: TOK FM, PAP 

Redakcja poleca