"Wielkopolska Ibiza" wysycha. "To jedna wielka katastrofa"
- Systematycznie spada poziom wód w wielkopolskich jeziorach;
- Problem odczuwają mieszkańcy, władze gminy oraz lokalni przedsiębiorcy ze Skorzęcina, gdzie znajduje się jeden z większych ośrodków wypoczynkowych, nazywanych 'wielkopolską Ibizą';
- 'Kiedyś to było pięknie. Zawsze dużo turystów i wody, a teraz to jest jedna wielka katastrofa' - mówią mieszkańcy gminy;
- By nie dopuścić do dalszego wysychania jezior, podpisano specjalne porozumienie z władzami pobliskiej kopalni.
Tuż przed majówką szlabany na wjeździe do Skorzęcina były otwarte, a opłat jeszcze nikt nie pobierał. Dla wielu osób, które przyjadą tu w sezonie, może być więc zaskoczeniem, że za wjazd na teren ośrodka trzeba sporo zapłacić.
A chodzi o ośrodek wypoczynkowy, którego historia sięga lat powojennych. To kurort w Skorzęcinie - jeden z największych kompleksów rekreacyjnych w Polsce. Znajduje się w Wielkopolsce, między jeziorami Niedzięgiel i Białym. To pierwsze jest większe i to nad nim jest główna plaża oraz molo. Ta plaża systematycznie się powiększa, bo wody w akwenie ubywa.
- Kiedyś to było pięknie. Zawsze dużo turystów i wody, a teraz to jedna wielka katastrofa - mówi mi pani Anna, mieszkanka wsi Skorzęcin.
Pan Marcin, który zagląda do kurortu regularnie (choć głównie poza sezonem), potwierdza, że widok jest coraz bardziej dramatyczny. - Trochę to wszystko przypomina Jezioro Aralskie, ale na mniejszą skalę. Wie pan, woda nikogo nie interesuje, a to takie samo bogactwo jak ropa czy gaz - ocenia.
Skorzęcin, Przyjezierze, Witkowo czy Powidz - to wielkopolskie miejscowości nad jeziorami, w których każdego roku - zarówno w majówkę, jak i w wakacje - wypoczywają tysiące turystów. Od lat poziom wody w czystych jeziorach systematycznie opada. W Jeziorze Wilczyńskim lustro wody obniżyło się o ponad 6 metrów, w Jeziorze Ostrowskim o ponad 4 metry, a w Jeziorze Powidzkim o około 1 metr.
- Ludzie przyjeżdżają i widzą, że wody jest mniej, ale nie jest to jeszcze krytyczna sytuacja. Stanowczo mówię, że woda wciąż jest bardzo czysta i przyjemna. Mamy większą plażę, choć w tym kontekście to akurat nie cieszy - przyznaje Mirosław Klimas, przedsiębiorca ze Skorzęcina. - Ale warto tu przyjechać i warto też pracować, i myśleć o pokoleniach naszych dzieci i wnuków - dodaje.
Dlaczego poziom wody spada?
Obniżający się poziom wody jest skutkiem działalności nieodległej kopalni. Pod koniec w kwietnia lokalni samorządowcy podpisali list intencyjny z jej zarządem. Dotyczy on m.in. budowy sieci kanałów i rurociągów prowadzących nadwyżki wody z Warty do zalewanych odkrywek, co miałoby się przełożyć na poprawę stosunków wodnych w całym regionie. Cel główny to praca na rzecz ochrony jezior.
- Bez wody nie ma życia, nie ma też naszych lokalnych gospodarek i cennych zasobów przyrodniczych. Od wieków nasze małe ojczyzny rozwijały się dzięki położeniu nad pięknymi i dużymi jeziorami. My jesteśmy z tego regionu. Chcemy działać, nie mamy już na co czekać. Projekt, nad którym chcemy współpracować z leśnikami, ekspertami, instytucjami ma w pierwszej kolejności znaczenie retencyjne - mówi wójt gminy Powidz i prezes Stowarzyszenia Powidzkiego Parku Krajobrazowego Jakub Gwit.
- Ten układ, który zbudujemy, pozwoli na akumulację nadwyżek wody w naszych zbiornikach, ale będą to też obiekty, które pozwolą na przerzut tej wody dalej, w obszar jeziora Wilczyńskiego czy Budzisławskiego - ocenia z kolei dyrektor Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin Paweł Szadek.
Jak to miałoby działać? Zgodnie z założeniami woda z rzeki miałaby być przechwytywana tylko w momencie występowania w Warcie wysokich stanów, a następnie - systemem przepompowni i rurociągów - dostarczana do zbiorników, w tym - zalewanego wciąż - największego w regionie zbiornika "Jóźwin IIB". Według planu, najdłuższy, 9,5-kilometrowy rurociąg połączy Jezioro Gosławskie z wypełnionym już wodą zbiornikiem "Kleczew".
'Wielkopolska Ibiza' wysycha. 'Sytuacja jest wręcz dramatyczna'
W ocenie prof. Jana Przybyłka z Instytutu Geologii Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, naturalne wypełnianie leja depresji spowodowanego działalnością kopalni zajęłoby 55 lat. W przypadku dopompowania nadmiarów wody z Warty może się to skrócić do 10 lat. - Jeziora to następny etap planu naprawczego. Na razie mówmy o wypełnianiu odkrywek, które swoją objętością stworzyły wielkie leje depresji i doprowadziły do wyciągnięcia olbrzymiej ilości wody - podaje profesor.
List intencyjny podpisany przez lokalnych samorządowców, leśników i władze kopalni to pierwszy krok, aby uratować tutejsze jeziora. - Krok w stronę opanowania trudnej sytuacji - mówi pełnomocnik zarządu województwa ds. restrukturyzacji wielkopolski wschodniej Maciej Sytek. - Zbiorniki na południu kraju kosztują miliardy. Tu możemy za 100 czy 150 milionów złotych przyczynić się do przywrócenia równowagi hydrologicznej. Oczywiście niezbędne są pozwolenia i to zajmie trochę czasu, ale wszystko musi być wykonane zgodnie z prawem - dodaje.