,
Obserwuj
Zachodniopomorskie

Prokuratura milczy, a lekarz "siedzi". "Bardzo dziwna sprawa"

7 min. czytania
10.05.2024 11:13
27-letni Andrij K. nie będzie dobrze wspominał pracy w polskim szpitalu. Po "donosie" kolegi siedzi w areszcie i grozi mu co najmniej 10 lat więzienia. Środowisko lekarskie jest zaskoczone i staje w obronie ukraińskiego rezydenta. Prokuratura uporczywie milczy, a cała sprawa jest bardzo tajemnicza.
|
|
fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.pl

9 stycznia w Wielospecjalistycznym Szpitalu Wojewódzkim w Gorzowie Wielkopolskim operowany był 86-letni pacjent. Operacja była bardzo poważna, a jego stan ciężki. Lekarze musieli mu usunąć jelito cienkie. 27-letni Andrij K., rezydent anestezjologii w tym szpitalu, był w tym czasie na dyżurze, miał przewieźć chorego z sali wybudzeń na oddział intensywnej terapii. Pacjent się "zatrzymał" - nie było oznak życia. Lekarz sprawdził parametry życiowe i uznał, że chory nie żyje, dlatego odłączył go od aparatury. Donos do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa zgłosił inny rezydent, z tego samego oddziału. Sprawę jako pierwsza opisała 'Polityka'.

Lekarz z oddziału trafił do aresztu

Rezydent z Ukrainy ma zarzut zabójstwa i siedzi za kratami - co wiemy tylko nieoficjalnie, bo rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gorzowie w rozmowie z TOK FM nie chciał zdradzić, jakie zarzuty mu postawiono ani czy jest to jeden zarzut, czy więcej. Chcieliśmy również wiedzieć, czy ktoś jeszcze w tym postępowaniu ma status podejrzanego i w jakim kierunku jest prowadzone to śledztwo. Prokuratura nie podaje jednak żadnych, nawet szczątkowych informacji. Jedynie taką, że postępowanie zostało przejęte z Prokuratury Rejonowej w Gorzowie przez Prokuraturę Okręgową.

W piątek, 10 maja apel do prokuratora generalnego, Adama Bodnara wystosowała Okręgowa Rada Lekarska w Gorzowie Wielkopolskim. Zaapelowała m.in. o nadzór nad śledztwem w tej sprawie. "Zwracamy się z wnioskiem (...) o przejęcie nadzoru nad postępowaniem przygotowawczym" - piszą lekarze.

Ich oświadczenie jest mocne i stanowcze. "Nie jest rolą Okręgowej Rady Lekarskiej ferowanie osądu w tej sprawie. Uważamy jednak, że nawet postawienie zarzutu o popełnienie błędu medycznego jest akceptowalne dopiero po uzyskaniu negatywnej opinii zespołu biegłych, dotyczącej postępowania medycznego. Natomiast kwalifikacja tego ewentualnego czynu jako zabójstwo w opinii Okręgowej Rady Lekarskiej świadczy o dezynwolturze prawnej prokuratora (...) i podważa wiarę w obiektywne prowadzenie postępowania przygotowawczego przez tę jednostkę organizacyjną prokuratury" - napisano w apelu do Adama Bodnara.

W obronie lekarza stają też doświadczeni anestezjolodzy z różnych ośrodków. Jak mówią, nie rozstrzygają sprawy, ale nie rozumieją, jak można było postawić zarzut zabójstwa.

'Ma boleć, jak urodzi pani dziecko, to minie'. Podstępna choroba kobiet

- Zarzut prokuratury jest dla mnie trudny do zrozumienia, żeby nie powiedzieć absurdalny. Bo lekarz przybył na salę wybudzeń nie po to, aby kogokolwiek zamordować, tylko po to, aby - w miarę możliwości - leczyć, kwalifikować, robić wszystko jak najlepiej, żeby pomóc pacjentowi, o ile byłaby taka możliwość. O ile w kwestiach medycznych możemy się spierać, czy można było coś w tej sprawie zrobić inaczej, o tyle sam zarzut jest dla mnie kompletnie niezrozumiały i nigdy się z czymś takim nie spotkałem - mówi anestezjolog, prof. Maciej Żukowsi z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego.

Profesor przewodniczył pięcioosobowej komisji, która przeprowadziła kontrolę w szpitalu w Gorzowie i badała zdarzenie ze stycznia.

- Ustalenia naszego zespołu są takie, że gdy u pacjenta z takimi schorzeniami doszło do zatrzymania krążenia, jego szanse były właściwie żadne i podejmowanie czynności oraz dalsze leczenie nosiłoby znamiona uporczywej terapii. Na oddziale intensywnej terapii zawsze musimy ocenić, czy jesteśmy w stanie pomóc. Dlatego że leczenie w naszych oddziałach nie jest leczeniem zachowawczym, gdzie podajemy choremu leki i czekamy, co się stanie. Nie, nasze działania są w większości skrajnie agresywne i bolesne - wprowadzamy rurki do dróg oddechowych, cewnikujemy, kaniulujemy różne naczynia, co wiąże się z dużą dawką bólu i dyskomfortu dla pacjenta. Po zbadaniu tej konkretnej sprawy uznaliśmy, że postępowanie doktora Andrija było jak najbardziej prawidłowe - tłumaczy prof. Żukowski. Przyznaje, że można mieć zastrzeżenia do prowadzonej na oddziale dokumentacji, ale - jak mówi - nie stawia się za to zarzutu zabójstwa.

Decydują o amputacjach, a na medycynie siń nie ma. 'Nikt nie może mnie skontrolować'

- Sprawa jest mocno tajemnicza i dziwna. Po pierwsze dlatego, że lekarzowi - co wiemy z doniesień medialnych - zarzuca się zbrodnię, a po drugie, że śledczy nie informują o zarzutach. Nie spotkałem się z tym, by zarzuty ukrywać. Rozumiem, że śledztwo trwa i wykonywane są czynności, ale zarzuty są już postawione, a lekarz jest w areszcie. To dość zaskakujące - mówi nam doświadczony prokurator z innej prokuratury. Sprawą zainteresowaliśmy też Prokuraturę Krajową.

Lekarz rezydent jest w areszcie - trafił tam na trzy miesiące. Wiemy, że złożone zostało zażalenie na areszt, ale sąd go nie uwzględnił. Zapytaliśmy sąd, jakie były powody takiego rozstrzygnięcia. Początkowo i tutaj prezes sądu nie chciała nam udzielić żadnych informacji, odsyłając do prokuratury (która milczy). Ale ostatecznie dostaliśmy kilka istotnych szczegółów. Jak wskazał nam rzecznik sądu w Gorzowie, Roman Makowski, " Sąd Okręgowy zaakceptował stanowisko sądu rejonowego, że zgromadzone dowody - zwłaszcza w postaci zeznań świadków - wskazują na duże prawdopodobieństwo, że podejrzany popełnił zarzucane mu przestępstwo''. Nie wiemy jednak, o czyje zeznania - poza lekarzem, który złożył zawiadomienie - chodzi.

Sąd uznał też, że istnieje obawa ukrywania się i matactwa oraz groźba orzeczenia surowej kary. Jak wskazuje rzecznik, najniższy wymiar kary grożącej za to przestępstwo to 10 lat więzienia (tak właśnie jest w przypadku zabójstwa). "To może skłaniać podejrzanego do podejmowania działań zakłócających prawidłowy tok procesu karnego albo unikania kontaktu z organami wymiaru sprawiedliwości" - napisał Roman Makowski w udzielonej nam odpowiedzi. Zdaniem sądu to, że lekarz do tej pory nie mataczył, nie oznacza, że nie mógłby zrobić tego w przyszłości - np. wpłynąć na zeznania tych świadków, którzy widzieli całą sytuację.

To może spowodować nagminne stosowanie terapii daremnej

Swoje stanowisko w tej sprawie wydało Polskie Towarzystwo Anestezjologii i Intensywnej Terapii, razem z konsultantem krajowym w tej dziedzinie. "Po zapoznaniu się z ustaleniami komisji powołanej przez szpital (w których nie stwierdzono popełnienia błędu w postępowaniu medycznym), wysłuchaniu ordynatora Oddziału Anestezjologii oraz konsultanta wojewódzkiego dla województwa lubuskiego stwierdzamy, że brak wyjaśnień ze strony organów wymiaru sprawiedliwości uzasadniających zastosowanie najostrzejszego środka zapobiegawczego może prowadzić do nadszarpnięcia zaufania pacjentów do lekarzy i spowodować nagminne stosowanie terapii daremnej w celu uniknięcia odpowiedzialności karnej'' - napisali specjaliści w swoim oświadczeniu.

Podpisał się pod nim m.in. anestezjolog, biegły sądowy, prof. Mirosław Czuczwar. - Ta sprawa podważa fundamentalne zaufanie pacjentów do lekarzy. Bo co my wiemy? Co wie opinia publiczna? Że lekarz został oskarżony o zabójstwo i siedzi w więzieniu. Opinia publiczna może mieć przeświadczenie, że rzeczywiście w szpitalu w Gorzowie doszło do morderstwa. Tylko problem w tym, że my tak naprawdę nic nie wiemy. Wiemy jedynie, że przeprowadzona kontrola nie wykazała błędu medycznego, a jedynie niedociągnięcia organizacyjno-formalne. Ja jako lekarz, ordynator, ale też obywatel, chciałbym wiedzieć, co takiego się stało, że po raz pierwszy od nie wiem ilu lat lekarzowi postawiono najcięższy z możliwych zarzutów - mówi profesor Czuczwar w rozmowie z TOK FM.

Jak dodaje, sprawa powinna być w pełni transparentna, bo jej tajemniczość tylko szkodzi całej tej historii. Profesor podkreśla, że od lat anestezjolodzy mierzą się z tematem tzw. terapii daremnej, czyli pytaniem o to, w którym momencie pacjenta na OIOM-ie można odłączyć od aparatury podtrzymującej życie.

Sztuczna inteligencja w koszu na śmieci? Tak, a także w pralce i szczoteczce do zębów

Stosowanie terapii daremnej tylko wydłuża cierpienie pacjenta

- Jeżeli dopuścimy do tego, że pacjenci, rodziny pacjentów czy lekarze zaczną uważać, że terapia jest daremna, szkodliwa, nieetyczna i nie powinna być stosowana, jest jednak działaniem koniecznym, to mamy tak naprawdę sytuację dramatyczną. Za taką interpretację zapłacą pacjenci. Terapia daremna - o czym się nie mówi - to przede wszystkim cierpienie dla pacjentów. Przy takiej terapii mamy do czynienia z sytuacją, w której działania podejmowane przez lekarza nie mają szans przynieść pacjentowi korzyści, a co najwyżej przedłużają cierpienie i proces umierania. I jeśli opinia publiczna dostaje od wymiaru sprawiedliwości przekaz, że lepiej stosować taką terapię daremną, bo inaczej lekarzowi grozi więzienie, to przepraszam bardzo, nic gorszego stać się nie może - tłumaczy profesor Czuczwar.

- Zawsze najważniejsza jest rozmowa lekarza z pacjentem czy jego rodziną, wytłumaczenie, że szans na wyleczenie nie ma, a stosowanie terapii daremnej tylko wydłuży jego cierpienie. Wtedy taka rozmowa może się skupić na tym, co pacjent chciałby jeszcze w swoim życiu zrobić. Pacjent - na takim etapie choroby - nie powinien być karmiony fałszywą nadzieją, że jeszcze coś może się udać, kiedy wszyscy z personelu medycznego wiedzą, że tak nie jest. Każdy specjalista anestezjologii i intensywnej terapii powinien wiedzieć, kiedy wdrożenie intensywnego, obciążającego leczenia ma szansę pomóc pacjentowi, a kiedy nie - dodaje gość TOK FM. Jak podkreśla, nie powinno się stosować terapii uporczywej (daremnej) również w myśl Przysięgi Hipokratesa.

Jak ustaliliśmy, w sprawę zaangażowała się Naczelna Izba Lekarska. Jak przekazał nam jej rzecznik, dr Jakub Kosikowski, rzecznik praw lekarza przy NIL wystąpi do prokuratury w Gorzowie o udostępnienie wszelkich informacji na temat przedstawionych rezydentowi zarzutów, ale też powodów, dla których zastosowano najsurowszy środek zapobiegawczy, czyli areszt.

Diagności z 'podziemia': jeden zawieszony, drugi musi się tłumaczyć. Nowe reakcje na serial

- Bardzo rzadko zdarza się, by za postępowanie w szpitalu zastosowano wobec lekarza areszt tymczasowy. Trudno nam tutaj zająć jakieś jednoznaczne stanowisko, bo nie mamy pełnego wglądu w dokumentację. Czekamy na ustalenia prokuratury, działa rzecznik odpowiedzialności zawodowej, ale też rzecznik praw lekarza - dodaje Kosikowski. Tyle że postępowanie w prokuraturze może trwać miesiącami, jeśli śledczy wystąpią o opinię do biegłych (bo na takie opinie czeka się bardzo długo). Czy samorząd lekarski będzie chciał jakoś lekarzowi w tym czasie pomóc? - Jeśli chodzi o pomoc prawną, mamy jako Izba taką możliwość, ale nie jestem upoważniony do tego, by informować, co się w tym aspekcie dzieje - mówi Jakub Kosikowski.

Z naszych informacji wynika, że do sprawy przyłączył się konsul honorowy Ukrainy w Szczecinie. Jednocześnie wiemy też nieoficjalnie, że eksperci anestezjologii zamierzają zawiadomić Naczelną Izbę Lekarską w sprawie możliwości naruszenia zasad etyki lekarskiej czy prawa przez lekarza, od którego wszystko się zaczęło, czyli tego, który złożył zawiadomienie na kolegę - rezydenta do gorzowskiej prokuratury.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>