advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Zachodniopomorskie

"Nie da się go uratować. Ale nie można też go uśmiercić". Dramat pod Czaplinkiem

oprac. Katarzyna Rogowska tokfm.pl, PAP
4 min. czytania
21.01.2026 10:51

Potrącony wilk z paraliżem tylnych kończyn przez wiele godzin leżał nocą przy drodze w okolicach Czaplinka, przy mrozie sięgającym -12 st. C. Policja zabezpieczała miejsce, jednak brak weterynarza i niejasne procedury uniemożliwiły szybką reakcję służb.

Policja (zdjęcie ilustracyjne)
Policja (zdjęcie ilustracyjne)
fot. NewsLubuski-East News/Stowarzyszenie dla Natury "Wilk"
  • Nocna interwencja ws. rannego wilka ujawniła chaos kompetencyjny - powiatowy lekarz weterynarii kwestionował diagnozę i nie wskazał odpowiedzialnego za podjęcie decyzji;
  • Policja i straż pożarna pozostawały jedynymi służbami realnie działającymi na miejscu, jednak nie miały one uprawnień do oceny stanu zwierzęcia ani do skrócenia jego cierpienia;
  • Nie wiadomo, czy chore zwierzę doczekało się pomocy.

W nocy z wtorku na środę, przez wiele godzin, na poboczu jednej z dróg w okolicach Czaplinka (woj. zachodniopomorskie) konał młody wilk - zwierzę objęte w Polsce ścisłą ochroną gatunkową. Został on potrącony przez samochód i doznał ciężkich obrażeń, w tym - jak wynikało z dokumentacji wideo - złamania kręgosłupa i całkowitego paraliżu tylnych kończyn.

Na miejscu przez kilka godzin obecni byli funkcjonariusze policji, którzy - zgodnie z otrzymanymi poleceniami - zabezpieczali zwierzę, pilnując, by nie wyszło na jezdnię i nie spowodowało kolejnego zagrożenia. Temperatura w nocy spadła do około -12 stopni Celsjusza.

O dramatycznej sytuacji poinformowała PAP dr hab. Sabina Nowak, prof. Uniwersytetu Warszawskiego, badaczka i ekspertka od ochrony wilków, związana z organizacjami zajmującymi się ochroną tego gatunku.

"Jest godz. 1:20 w nocy. Od dwóch godzin próbuję z policjantami z Czaplinka pomóc młodemu wilkowi potrąconemu przez samochód. Wilk ma złamany kręgosłup i totalnie bezwładne tylne kończyny" - napisała w mailu przesłanym do redakcji.

Jak zrelacjonowała prof. Nowak, filmy nagrane przez policjantów zostały skonsultowane z lekarzem weterynarii z Bielska-Białej.

Policja pilnowała konacjącego wilka całą noc. Weterynarz: Ja znam swoje kompetencje

"Nie da się go uratować. Ale nie można też go uśmiercić, bo żaden lekarz weterynarii z Czaplinka nie odbiera telefonu i nie wiadomo, z kim gmina Czaplinek ma podpisaną umowę" - podkreśliła.

Według jej relacji Powiatowy Lekarz Weterynarii w Drawsku Pomorskim, Tadeusz Klima, miał stwierdzić, że sprawa nie leży w jego kompetencjach, ponieważ nie otrzymał od gminy informacji o zawartej umowie z lekarzem weterynarii.

"Wilk czołga się po poboczu przy minus 12 stopniach, a patrol policji go pilnuje, bo taki dostał rozkaz. Dyżurny policjant w Drawsku Pomorskim wydzwania do lekarzy weterynarii w całej okolicy - bezskutecznie. A ja nic nie mogę zrobić, bo jestem 720 km od tego wilka" - napisała prof. Nowak.

Redakcja poleca

Po otrzymaniu tej informacji Polska Agencja Prasowa podjęła próbę interwencji.

W rozmowie telefonicznej z PAP Powiatowy Lekarz Weterynarii w Drawsku Pomorskim Tadeusz Klima zakwestionował jednoznaczność diagnozy stawianej przez osobę z organizacji zajmującej się ochroną wilków.

"Być może ten wilk jest do wyleczenia" - stwierdził, jednocześnie podkreślając, że osoba zgłaszająca sprawę "nie jest weterynarzem".

Na sugestię, że to właśnie powiatowy lekarz weterynarii powinien wskazać lekarza, który niezwłocznie uda się na miejsce, odpowiedział: "Ja znam swoje kompetencje i wiem, kto od czego jest".

Dopytywany wprost, czy odcina się od sprawy, nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi, po czym zakończył rozmowę.

Z relacji rozmów prowadzonych w nocy wynika, że funkcjonariusze policji byli w tej sytuacji jedyną służbą, która faktycznie pozostawała na miejscu zdarzenia i próbowała działać.

"Jeżeli zwierzę jest pod ścisłą ochroną, to musi przyjechać lekarz weterynarii, który stwierdzi, czy się nadaje do leczenia, czy nie" - powiedział dyżurny policji w rozmowie z dziennikarką PAP.

Redakcja poleca

"Nie jesteśmy weterynarzami"

Policjant podkreślił, że jego formacja nie ma kompetencji do oceny stanu zwierzęcia ani do podejmowania decyzji o ewentualnym skróceniu jego cierpienia.

"My nie jesteśmy weterynarzami. Nie możemy na podstawie spojrzenia czy filmiku decydować, czy zwierzę ma szanse przeżyć" - zrelacjonował dyżurny.

Z nocnych rozmów z przedstawicielami różnych instytucji - policji, straży pożarnej, lekarzy weterynarii oraz samorządów - wyłania się obraz braku jasnych procedur, szczególnie w sytuacjach nocnych, dotyczących dzikich zwierząt objętych ochroną gatunkową.

Straż pożarna w Drawsku Pomorskim, choć formalnie nieodpowiedzialna za takie przypadki, podjęła próbę pomocy, przekazując numery telefonów do lekarzy weterynarii z okolicznych miejscowości, w tym z Połczyna-Zdroju, Czaplinka, Świdwina i innych powiatów.

"Powinienem wykonać jeden albo dwa telefony i ta sprawa powinna się skończyć. Tak jest z żubrami - dzwonimy i przyjeżdżają. A tu - nic" - wskazał dyżurny straży pożarnej, który wykazał ogromne zaangażowanie i bardzo chciał pomóc.

Eksperci zajmujący się ochroną dzikich zwierząt wskazują, że sytuacja z Czaplinka nie jest odosobniona.

Brak całodobowych dyżurów weterynaryjnych, niejasne umowy między gminami a lekarzami, przerzucanie odpowiedzialności między powiatem, gminą, policją i służbami weterynaryjnymi - wszystko to sprawia, że w praktyce cierpienie chronionych zwierząt może trwać godzinami, bez możliwości podjęcia decyzji zgodnej z prawem i zasadami humanitaryzmu.

Do momentu zakończenia nocnych rozmów nie było jasne, czy któremukolwiek z lekarzy udało się dotrzeć na miejsce przed świtem. I nie wiadomo jest także, czy młody wilk doczekał się pomocy, cokolwiek by ona nie oznaczała.

Posłuchaj:

Źródło: PAP