,
Obserwuj
Świat

Wejście Ukrainy do NATO? To zdecyduje "kto wygrał lub przegrał strategiczny cel wojny"

Kamil Śmiałkowski
4 min. czytania
16.10.2024 20:00
W 2025 r. może dojść do rozmów między Ukrainą i Rosją. - Nie będą się toczyły wprost między Putinem a Zełenskim. Będą się odbywały wieloetapowo, poczynając od rozmów o marginalnych sprawach, potem poważnych, ale nie tych, które są celem głównym, czyli zakończenie wojny - mówił w TOK FM Michał Kacewicz.
|
|
fot. Jacek Dominski/REPORTER/ EAST NEWS

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przedstawił w środę w Radzie Najwyższej plan zwycięstwa, który składa się z pięciu punktów i trzech niejawnych załączników. - Pierwszym punktem i to bardzo ważnym, jest zaproszenie Ukrainy do członkostwa w NATO. - oznajmił. Michał Kacewicz z telewizji "Biełsat" przyznał w TOK FM, że wielu ekspertów przewidywało, że to właśnie będzie kluczowym elementem planu. - Ja też uważałem, że ten warunek będzie kluczowy, ważniejszy niż chociażby kwestie odzyskania całości terytorium Ukrainy - mówił w audycji "A teraz na poważnie". Kacewicz zauważył przy tym, że ten powrót do granic z 2014 r. nie był postawiony w sposób zdecydowany.

Plan zwycięstwa według Zełenskiego

W planie prezydenta Ukrainy ważne jest nie tylko samo zaproszenie do NATO, ale też jak ten punkt został sformułowany. - Co istotne Zełenski nie mówi, w jakiej formie, kiedy to ma się stać. On mówi o przyszłości. To jest bardzo realistyczne założenie - zauważył rozmówca Mikołaja Lizuta.

Jego zdaniem nie chodzi o to, żeby stało się to prędko, ale by sama idea wybrzmiała na forum międzynarodowym. - Głównym celem rosyjskiej agresji było wypchnięcie Zachodu z terenu Ukrainy, z terytorium byłego Związku Radzieckiego, a może nawet całej Europy Środkowo-Wschodniej, więc kwestia wejścia Ukrainy do NATO jest fundamentalna, jeśli chodzi o ocenę tego, kto wygrał lub przegrał strategiczny cel całej wojny - stwierdził.

W Polsce powstaje Legion Ukraiński. Można zarobić nawet 4,5 tys. dolarów

Kacewicz przekonywał, że Zełenski i Kijów zdają sobie sprawę ze skomplikowania całego procesu, ale też wagi dla przyszłości Sojuszu i przyszłości działań związanych z rosyjską agresją. Jego zdaniem pozostałe punkty są "troszkę mniej ważne i mniej realistyczne".Posłuchaj:

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Gość TOK FM skupił się też na drugim punkcie, w którym była mowa o wzmocnienie ukraińskiej obrony i odwrócenie wojny w kierunku Rosji. Tłumaczył, że nie chodzi tu tylko o operację kurską. Ona miała na celu "uświadomienie Zachodowi, że te takie osławione czerwone linie Putina, po których będzie miażdżąca odpowiedź" są całkowicie niewiarygodne. Że straszeniem atakiem jądrowym jest tylko straszeniem. - W punkcie o przeniesieniu działań na terytorium Rosji raczej nie chodzi o konieczność przeprowadzenia kolejnych operacji ofensywnych w Rosji, co o uderzanie za pomocą broni dalekiego zasięgu - wyjaśnił. O taką właśnie zgodę chodzi Zełenskiemu.

Zakamuflowany plan USA

- Tej zgody nie ma i pewnie nie będzie do wyborów w Stanach Zjednoczonych, a potem nie wiadomo - przyznał Kacewicz, podkreślając wagę pozytywnej decyzji. - Ukraina chce rozpocząć ataki na obiekty infrastruktury w samej Rosji za pomocą tego uzbrojenia. Zapewne nie tylko na cele czysto wojskowe, ale właśnie na takie, powiedzmy, gospodarcze, po to, żeby rozpocząć jakiekolwiek negocjacje z Rosją o powstrzymaniu wzajemnych uderzeń na obiekty infrastruktury - tłumaczył. Chodzi o to by wreszcie ustały ataki, które Rosja przeprowadza niemal codziennie przy pomocy dronów i rakiet.

Putin chce pomocy z Korei Północnej. Proponuje traktat

Tymczasem Rosja cały czas przedstawia bardzo twarde stanowisko, które sprzeciwia się obecności NATO w Ukrainie czy oddaniu jakichkolwiek dotychczasowych zdobyczy terytorialnych. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow już zareagował na ogłoszenie planu Zełenskiego. - Ukraiński plan zwycięstwa

to prawdopodobnie zakamuflowany plan USA, aby wykorzystać Kijów do walki z Rosją

do ostatniego Ukraińca - oświadczył. Pieskow dodał, że plan strony ukraińskiej jest "jakimś ulotnym planem pokojowym" a "jedynym (realnym) planem pokojowym jest to, by Kijów uświadomił sobie daremność kierunku, w którym podąża i zrozumiał, że musi otrzeźwieć".

Wojna Rosji z Ukrainą. Kolejna ciężka zima

Gość TOK FM przekonywał, że wysyp rozmaitych koncepcji negocjacyjnych, który pojawił się w trakcie tego roku to powolne przygotowanie pod możliwe rozmowy w przyszłym roku. Przypomniał, że plany jak zakończyć tę wojnę miały Turcja, Chiny, Indie, kraje Zachodu czy sama Rosja, a teraz Ukraina. Dlatego w ocenie dziennikarza "Biełsatu", pewnie więc w 2025 r. faktycznie do czegoś dojdzie.

- Oczywiście rozmowy nie będą się toczyły tak od razu wprost między Putinem a Zełenskim. Będą się odbywały wieloetapowo, poczynając od rozmów o całkiem marginalnych sprawach albo poważnych, ale nie tych, które są celem głównym, czyli zakończenie wojny - przewidywał. Jego zdaniem może zacząć się właśnie od rozmów o wstrzymaniu ataków rakietowych, które pewnie będą odbywać się na terytorium neutralnym, w Turcji, państwach Zatoki Arabskiej, albo gdzieś w Europie.

Wiele zależy od nowej architektury świata. Kacewicz zauważył, że Rosja też czeka na wybory w Stanach Zjednoczonych. Wtedy oceni, w jakim stopniu Zachód i Ukraina będą gotowi na ustępstwa i przyjęcie rosyjskich warunków.

Konflikt na Bliskim Wschodzie odbije nam się czkawką? 'Ukraina ma słabsze papiery niż Izrael'

- To wszystko kwestia przyszłego roku i momentu, gdy ukształtuje się nowa, jakakolwiek ona będzie, administracja amerykańska. I tego, jak przez ten czas zmieni się sytuacja na froncie - stwierdził. Jego zdaniem nie zmieni się diametralnie, ale Ukrainę czeka kolejna ciężka zima. Wymienił zapaść energetyki, ale też problemy z mobilizacją i braki osobowe w siłach zbrojnych. - Już teraz widzimy, że w zasadzie pododdziały, bataliony są przesuwane z poszczególnych brygad. Na front trafiają mało doświadczeni żołnierze mieszani z tymi doświadczonymi. Efekty są raczej niedobre dla Ukraińców i ten brak ludzi. Zwłaszcza po prostu w piechocie, w tych jednostkach, które ponoszą największe straty, jest bardzo widoczny - podsumował gość TOK FM.