Putin wraca z nową ofertą, wcale nie chodzi o Ukrainę. Trump wpadnie w pułapkę?
- Stany Zjednoczone przygotowały projekt rezolucji ONZ w związku z 3. rocznicą rozpoczęcia pełnowymiarowej agresji Rosji na Ukrainę;
- Zdaniem dr Agnieszki Bryc, 'mamy rozmowy pseudopokojowe, o czymś, co nie będzie pokojem, ale pauzą taktyczną, czyli zamrożeniem frontu';
- W ocenie ekspertki z Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu Rosji zależy teraz przede wszystkim na tym, by związać ze sobą prezydenta USA oraz jego administrację 'w sposób emocjonalny i polityczny'. - To znaczy doprowadzić do sytuacji, w której Trump będzie wiedział, że ma w Moskwie swojego sojusznika, przydatnego partnera do rozwiązywania ważnych dla siebie spraw międzynarodowych - podkreśliła;
- A na co liczy Trump? W grę, zdaniem gościni TOK FM, wchodzi rozgrywka z Chinami. - I tu znowu wraca Rosja ze swoją ofertą: To my wam nieoficjalnie pomożemy, bo w konfrontacji waszej, to znaczy amerykańskiej z Chinami, jesteśmy wartościowym partnerem. Wystarczy nas przyciągnąć na swoją stronę". To jest to, co intuicyjnie być może czuje Trump - wskazała.
Reuters podał, że Stany Zjednoczone przygotowały projekt rezolucji ONZ w związku z trzecią rocznicą rozpoczęcia pełnowymiarowej agresji Rosji na Ukrainę, który może konkurować z tekstem zaproponowanym przez Ukrainę i jej europejskich sojuszników. Rezolucja ma "wzywać do szybkiego zakończenia konfliktu i dodatkowo apeluje o ustanowienie trwałego pokoju między Ukrainą a Rosją". Rosja zaproponowała poprawkę, by ten fragment brzmiał "wzywa do szybkiego zakończenia konfliktu, w tym poprzez wyeliminowanie jego pierwotnych przyczyn, i dalej apeluje o trwały pokój między Ukrainą a Rosją". Władze Rosji określiły projekt rezolucji USA jako "dobry krok" i zapowiedziały, że jeśli rosyjska poprawka zostanie przyjęta przez Zgromadzenie Ogólne, Moskwa zagłosuje za rezolucją USA.
- Mamy rozmowy pseudopokojowe, o czymś, co nie będzie pokojem, ale pauzą taktyczną, czyli zamrożeniem frontu. Bo perspektywa czasowa jest taka, że do 2050 roku - Rosjanie tego nie ukrywają - są w stanie przekształcić Ukrainę w państwo kadłubkowe albo państwo nieistniejące. Rosja ma świadomość, że ma czas - bez względu na to, jakie są wyniki całego szeregu rozmów, które Moskwa prowadzi; od Monachium po Rijad - skomentowała w rozmowie z TOK FM dr Agnieszka Bryc z Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Zwróciła przy tym uwagę, że prezydent Rosji doskonale wie, jak ważna jest cierpliwość i ma świadomość, że warto czekać. I to co najmniej z dwóch powodów. - Polityczny cykl w państwach jego wrogów, czyli w krajach europejskich, jest krótki. Zawsze jest więc szansa, że karta się odmieni. Po drugie, warto czekać, bo Kreml liczy na tzw. racjonalizm, czyli powrót państw europejskich i państw na Zachodzie do zdrowego rozsądku. Dokładnie do tego, żeby zrozumieć, że z Rosją nie warto walczyć, że lepiej się z nią porozumieć, uznając stan faktyczny. To takie ładne określenie do zaboru terytorium i uznania Ukrainy jako państwa kontrolowanego przez Rosję - wyliczyła.
Jednocześnie, jak zastrzegła, Putin ma plan rozpisany jest na dekadę. Ten zakłada, dodała, nie tylko pozbawienie Ukrainy (części) terytorium i państwowości, ale też rozbicia spójności krajów na Zachodzie. - To nie jest kwestia doraźna. Putin realizuje to - bardzo oszczędnie licząc - od 2007 roku. To wtedy na słynnej konferencji w Monachium powiedział, że oto właśnie Rosja przestała być partnerem Zachodu, a dzisiaj jest konkurentem i adwersarzem. Zachód wtedy nie uwierzył, nie zrozumiał, co Putin miał na myśli - podkreśliła w rozmowie z Anną Gmiterek-Zabłocką.
Ukraina to nie wszystko. "Tu znowu Rosja wraca ze swoją ofertą"
W ocenie gościni TOK FM Rosji zależy jednak teraz przede wszystkim na tym, by związać ze sobą prezydenta USA oraz jego administrację "w sposób emocjonalny i polityczny". - To znaczy doprowadzić do sytuacji, w której Trump będzie wiedział, że ma w Moskwie swojego sojusznika, przydatnego partnera do rozwiązywania ważnych dla siebie spraw międzynarodowych. Począwszy od Chin i zbliżającej się konfrontacji - po Iran i inne problemy, zwłaszcza z państwami europejskimi - zapewniła.
Innymi słowy: Rosjanie liczą nie tyle na sojusz, o ile na zbliżenie, normalizację, reset w relacjach rosyjsko-amerykańskich.
- A w co gra Trump? - dociekała prowadząca.
- Musi potwierdzić swoją sprawczość na potrzeby polityki wewnątrzamerykańskiej, czyli postawić na pierwszym miejscu przede wszystkim sprawy amerykańskie, a na drugim miejscu - w sprawach międzynarodowych - wygasić trwające kryzysy i wyciszyć fronty wojenne - odpowiedziała. Jak wskazała przy tym, dziś dla Trumpa liczą się dwa: front w Gazie, czyli kwestia Izraela i Palestyny oraz kwestią Ukrainy. Przy czym, tłumaczyła, Izraelczycy przekonują Trumpa do tego, że należy wręcz front poszerzyć, Zełenski z kolei jako znacznie słabszy lider kraju wschodnioeuropejskiego jest bardzo zależny od administracji amerykańskiej. - Wystarczy porozumieć się z Rosją, bo interes amerykańsko-rosyjski w tym względzie jest większy i bardziej dalekosiężny. A jednym z aspektów, czyli kart, które będą wykładane na stole będzie właśnie Ukraina. Trump wie więc, co chce zrobić - podkreśliła.
Przekonywała przy tym, że w dalszej perspektywie chodzi o to, by móc przekierować zasoby na zbliżającą się rozgrywkę polityczną i handlową z Chinami. - I tu znowu wraca Rosja ze swoją ofertą: To my wam nieoficjalnie pomożemy, bo w konfrontacji waszej, to znaczy amerykańskiej z Chinami, jesteśmy wartościowym partnerem. Wystarczy nas przyciągnąć na swoją stronę". To jest to co intuicyjnie być może czuje Trump - wskazała dr Agnieszka Bryc.
Dodała przy tym, że to tzw. manewr odwróconego Kissingera, czyli w tym przypadku przeciągnięcia Rosję, przeciwko Chinom, na swoją stronę. - Tylko pytanie, czy Trump wie, że Chiny nie odpuszczą Rosji? Zobaczymy, czy to będzie bardzo ciekawa rozgrywka - oceniła przy tym.
Tak rosyjskie media mówią o negocjacjach z Trumpem. 'Propaganda nie nadąża za wydarzeniami'
Jakie jeszcze są jeszcze inne możliwe scenariusze? Zdaniem ekspertki Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, Rosjanie, czując się silniejsi, mogą jednak popełnić błąd i doprowadzić do sytuacji, w której Trump poczuje się obrażony, oszukany czy np. zmanipulowany. - Tak Rosjanie popełniają błędy. Jeżeli popełnią błąd w relacjach z Trumpem, wówczas może powstać sytuacja, na którą liczą Ukraińcy: Trump będąc pamiętliwy i mściwy politycznie, bo wiemy, że potrafi po wielu latach się rewanżować, będzie skłonny bardziej dociskać partnera, który go rozczarował - skwitowała w TOK FM.