,
Obserwuj
Świat

Majorka protestuje przeciwko turystom? "Te nagłówki są przekręcone"

6 min. czytania
15.06.2025 07:08
Polskie media donoszą, że "Majorka ma dość turystów", więc 15 czerwca odbywają się tam "manifestacje mieszkańców". - Nic bardziej mylnego. Bez turystów wyspa by nie przetrwała -zapewnia w tokfm.pl Michalina Młyńska, która mieszka na Majorce od 2014 roku. O co więc chodzi? Kto i po co protestuje?
|
|
fot. LUKASZ OSTALSKI/REPORTER
  • 15 czerwca w Palma de Mallorca (stolicy wyspy) odbędzie się "manifestacja mieszkańców zmęczonych masową turystyką", donoszą polskie media;
  • Jak mówi w rozmowie z tokfm.pl Michalina Młyńska, manifestacje wymierzone są nie tyle w turystów, ile w tamtejsze władze. Wbrew medialnym doniesieniom, jak podkreśla, główne hasło tych akcji brzmi: "Dla godnego życia/dla godnych warunków do życia i do mieszkania";
  • Inna rzecz, jak wskazuje Polka, która na Majorce mieszka od 2014 roku, że w tym roku Baleary ma odwiedzić 2 mln więcej turystów niż w 2024 r.
  • To może z punktu widzenia turysty, lepiej sobie Majorkę darować?

- A skąd! Nigdzie się nie wybieram. A tym bardziej na żaden protest - mówi nam stanowczo Michalina Młyńska. Na Majorce mieszka od 2014 roku i od ponad 10 lat pracuje w turystyce. Najpierw w hotelu, a od 2017 roku jako przewodniczka po wyspie. Co ciekawe - o tym, że 15 czerwca w Palma de Mallorca (stolicy wyspy) odbędzie się "manifestacja mieszkańców zmęczonych masową turystyką" - dowiedziała się z... polskich mediów.

Bo w Polsce - zwłaszcza przed wakacjami - temat protestów przewija się często. W rozmowie ze mną kobieta przytacza kilka nagłówków: "Majorka ma dość turystów, będzie protest", "Mówią stop masowej turystyce. 'Osiągnęliśmy szczyt'", "Turyści. Jesteście źródłem naszych problemów", "Turyści - trzymajcie się daleka". - Te nagłówki są przekręcone, a mieszkańców Majorki przedstawiają tak, jakby nie potrzebowali turystów - zauważa. - Nic bardziej mylnego. Bez turystów wyspa by nie przetrwała, co zresztą bardzo dobrze pokazała pandemia. Podczas COVID-19, kiedy ruch lotniczy był zawieszony, mieszkańcy wystawiali w oknach transparenty: "SOS turystyka" i "Przyjeżdżajcie, przyjeżdżajcie" - wspomina.

W jej ocenie temat wielkich protestów przeciwko turystom na Majorce jest podgrzewany przez polskie media, podczas gdy na Majorce nikt tym specjalnie nie żyje. W tym kontekście przypomina historię sprzed roku, gdy na jednym z marszów pojawiły się osoby z zabawkowymi pistoletami na wodę. Tymczasem, jak dodaje moja rozmówczyni, przeczytała nagłówek o tym, że na zgromadzeniu strzelano do turystów.

"10 osób w kawalerce"

To wszystko nie oznacza jednak, że mieszkańcy Majorki nie protestują - protestują. Ale, jak zauważa Michalina Młyńska, wbrew medialnym doniesieniom główne hasło tych akcji brzmi: "Dla godnego życia/dla godnych warunków do życia i do mieszkania".

Przekonuje przy tym, że manifestacje wymierzone są nie tyle w turystów, ile w tamtejsze władze. Zarzuca się im przede wszystkim brak reakcji i systemowych działań na kryzys na rynku nieruchomości, w tym m.in. brak tanich mieszkań na wynajem i skokowy wzrost cen.

- Chodzi przede wszystkim o wykluczanie mieszkańców-Hiszpanów z ich własnej wyspy. Lokalsi już zaczęli stąd uciekać ze względu na wysokie ceny [mieszkań] i napływ ludzi z zewnątrz, których stać na zakup domu lub mieszkania na wyspie. Albo na własny użytek, albo na wynajem. Przy czym koniec końców przez większość roku taki lokal i tak stoi pusty - punktuje Młyńska.

To tym większy problem - jak dodaje - że wyspa jest mała, a mieszkań co do zasady się tu nie kupuje. Tymczasem ceny najmu sięgają teraz 1,5 tys. euro miesięcznie, bez opłat. Dla porównania Michalina Młyńska wskazuje, że w sektorze turystycznym zarabia się 1,2-1,3 tys. euro miesięcznie. Do tego znaczna część społeczeństwa ma pracę tylko przez sześć miesięcy w roku. - A co z resztą? Gdzie wyżywienie, inne rachunki, wizyty u lekarza itd.? - pyta retorycznie.

Przypomina też, że kiedy w 2014 roku wynajmowała pierwsze mieszkanie, to za kawalerkę o powierzchni 40 mkw. z tarasem płaciła 350 euro (ze wszystkimi opłatami). Teraz, jak wskazuje, za to samo mieszkanie zapłaciłaby ok. 1,5 tys. euro.

Efekt? Ostatnio coraz więcej Hiszpanów śpi pod hotelem. - Najpewniej przyjechali do pracy z części kontynentalnej, nie znaleźli mieszkania ani pokoju do wynajęcia, więc nocują w samochodach czy np. przyczepach campingowych. Choć bywa też, że dochodzi do skrajnych sytuacji, gdy 10 osób wynajmuje jedną kawalerkę - opowiada.

Polka podkreśla przy tym, że w protestach biorą udział przede wszystkim osoby niezwiązane bezpośrednio z turystyką, a z takich sektorów jak administracja publiczna, służba zdrowia czy np. edukacja. Dodatkowo jak mówi, także ci, którzy nie zawsze zdają sobie w pełni sprawę, jak funkcjonuje tutejsza gospodarka i jak ogromne znaczenie ma dla niej turystyka. - Niektórzy również nie zdają sobie sprawy, że brak turystów nie rozwiąże problemów, a jedynie je pogłębi. Przynajmniej na ten moment i przy obecnym modelu gospodarki - podkreśla moja rozmówczyni.

"Kawiarnia Europy"

Oczywiście kwestia turystyki - choć nie jest głównym punktem - podczas tych manifestacji również wybrzmiewa. Jednym z postulatów - jak mówi Michalina Młyńska - jest sprzeciw wobec faworyzowaniu tej grupy, co tamtejsza władza ewidentnie robi.

Niektórzy punktują też zatłoczone przez turystów drogi czy plaże. Choć jak podkreśla, z tym mieszkańcy potrafią sobie radzić. Znają i wybierają inne, mniej uczęszczane części wyspy, gdzie goście z zagranicy po prostu nie docierają.

Na końcu listy wskazywanej przez strajkujących wymienia się też m.in. negatywne skutki środowiskowe, w tym zabudowywanie luksusowymi willami terenów, które powinny być pod ochroną. - Betonu z tygodnia na tydzień jest więcej. Przy czym, jeśli buduje się coś nowego, to jednak nie dla mieszkańców, ale po to, by sprzedać za grube miliony - przyznaje moja rozmówczyni.

Na koniec zwraca uwagę, że - oprócz kwestii materialnych - mieszkańcy walczą też o tożsamość wyspy. Tym bardziej, jak mówi, że im więcej osób napływa z zewnątrz, tym trudniej znaleźć rdzennych Majorkańczyków. - Problem może się jeszcze pogłębiać, bo w tym roku Baleary ma odwiedzić 2 mln więcej turystów niż w 2024 r. Przy czym stolica archipelagu, nazywana już teraz kawiarnią Europy, ma być po Paryżu najczęściej odwiedzanym miastem Europy - dopowiada przewodniczka, powołując się na raport "Travel Report 2025".

Statystyki pokazują też, że tylko w zeszłym roku Majorkę odwiedziło 14 mln turystów, podczas gdy ma ona nie więcej niż 1 mln mieszkańców.

- To może z punktu widzenia turysty, lepiej sobie Majorkę darować? - pytam.

- Absolutnie nie! Polecam, żeby tu przylecieć, ale nie w najbardziej intensywnych miesiącach, gdzie wyspa jest rzeczywiście zatłoczona, a ceny najwyższe. Po sezonie jest pusto, można odsapnąć. Taniej można też zarezerwować lot i nocleg, czy np. wypożyczyć samochód. Ceny spadają wtedy nawet o 50 proc. - odpowiada Młyńska.

Moja rozmówczyni przy okazji zwraca uwagę, że choć Majorka zawsze była raczej droższym kierunkiem, to w tym roku ceny - o dziwo - są niższe niż w 2024 r. - Dla przykładu w polskim biurze podróży można teraz znaleźć tygodniowe wakacje, z przelotem, w hotelu czterogwiazdkowym, z opcją all-inclusive za ok. 3,5 tys. zł. W przypadku hotelu trzygwiazdkowego, cena spada nawet do 3 tys. zł - wskazuje.

"Jest sezon, trzeba przeczekać"

Michalina Młyńska podkreśla też, że mieszkańcy wyspy chcieliby poszukać złotego środka. Najlepiej tak, by ruch turystyczny rozkładał się na cały rok. - Są otwarci i jak najbardziej chcą, żeby turyści tu byli, bo chcą też mieć pracę. Ale nie tylko od maja do września - mówi.

Jednocześnie zastrzega, że nawet w sezonie nie spotyka się z niechęcią mieszkańców do gości z zagranicy. Choć bywa, że w centrum stolicy ktoś wzruszy ramionami na widok kolejnej grupy. Przypomina też w tym kontekście, że kilka lat temu pojawił się na jednym z murów napis: "Tourist go home". Ale, jak od razu dodaje, szybko zniknął.

Dopytywana o codzienne życie na wyspie, odpowiada krótko: "Nie ma dużej różnicy". - Problemem nie jest nawet większy ruch samochodowy. Jak widzę auto z nalepką z wypożyczalni, to oczywiście biorę poprawkę [że to turysta - red.], ale Hiszpanie też nie są mistrzami kierownicy i na nich również trzeba uważać. Czy turysta, czy Hiszpan, to zagrożenie podobne - przyznaje.

Dodaje, że można się przyzwyczaić nawet do mieszkania obok domu wynajmowanego turystom. Tym bardziej, że Hiszpanie sami są imprezowi i wieczorami w barach też jest głośno. - Zgoda, jak wracam po godz. 23 i nadal jest ok. 40 stopni, to chciałabym odpocząć, a nie zawsze mogę nawet otworzyć okna, bo mam pod domem imprezę. Ktoś akurat robi sobie do godz. 3-4 nad ranem pool-party. Słyszałam, że niektórzy wzywali nawet policję w środku nocy, ale to jednak wyjątek - zapewnia. Sama w takich sytuacjach albo wychodzi, albo zamyka okno i włącza klimatyzację. - Jest sezon, trzeba przeczekać. Przecież gdyby nie turyści, nie byłoby pieniędzy - kwituje w rozmowie z tokfm.pl.