Kupiłeś bilet na wakacje? To wcale nie oznacza, że na nie polecisz
Źródło tego problemu tkwi w Seattle, w fabryce światowego potentata branży lotniczej, a więc Boeinga. Chodzi o najnowszy model 737MAX - to miała być nowa jakość w najbardziej popularnych na świecie połączeniach krótko- i średniodystansowych. Maszyna, według zapewnień producenta, jest lżejsza, ma nowe silniki i trochę zmienioną konstrukcję, więc spala mniej paliwa - a paliwo to kluczowy koszt dla przewoźników, zmiany mieli odczuć też pasażerowie, dzięki wygodniejszej kabinie. Ale - niestety - zemściła się seria błędów przy projektowaniu i w produkcji. W 2018 i 2019 roku te błędy kosztowały życie blisko 350 osób, które zginęły w dwóch katastrofach MAX-ów, nowy cios przyszedł w tym roku i to już prawdziwa czarna seria incydentów z odpadającymi fragmentami kadłuba. W tej sytuacji Boeing musiał wstrzymać taśmy produkcyjne. A linie lotnicze, które liczyły na taśmowe dostawy samolotów w tym roku zostały na lodzie. W tym - znany nam świetnie Ryanair.
Nie tylko Boeing ma kłopoty
Ale nie tylko Boeing - kłopoty ma też jego największy konkurent, europejski Airbus. Kłopoty dotyczą silników montowanych w jego maszynach, uziemionych z tego powodu może zostać ponad 600 superpopularnych samolotów, musi to zrobić również znany nam świetnie Wizzair - ponad 40 samolotów ze swojej floty wysyła na przeglądy. Airbus, podobnie jak Boeing, ma trudności ze zwiększeniem produkcji, a efekt łatwo przewidzieć - dostępnych samolotów jest niewiele, przewoźnicy dostaną o jedną piątą mniej maszyn niż oczekiwali. Ruszyli więc na desperackie poszukiwania samolotów leasingowanych – zwłaszcza tych najpopularniejszych, największych wąskokadłubowych odrzutowców, które przewożą więcej pasażerów.
'Podnosi ciśnienie'. Po pracy w Biedronce idą na kozetki do 'zetek'. Wiemy, co słyszę
Kiedy jest popyt, rosną ceny leasingu samolotów. W tej chwili są najwyższe od 4-5 lat, a niektórych modeli - od szesnastu lat! Ostatnie dane pokazują, że 3-letni Boeing 737 Max 9, największy wąskokadłubowiec produkowany w Boeingu, to miesięczny koszt rzędu 315 tysięcy dolarów. Miesięczna rata leasingu popularnego Airbusa 321-200 wynosi 335 000 dolarów - w obu przypadkach to najwięcej od stycznia 2020 roku. Przeciętnie, bo stawki sięgają już nawet 400 tysięcy dolarów, a to najwięcej od 2008 roku! Co więcej, leasingodawcy zwietrzyli interes i są skłonni przenosić samoloty od tych, którzy płacą mniej do tych, którzy są skłonni zapłacić więcej.
Tanie bilety na wakacje? Na to nie warto liczyć, może być nawet drożej
W tej sytuacji linie lotnicze muszą sobie jakoś radzić. I robią to na dwa sposoby. Po pierwsze - ostrożnie podchodzą do wycofywania ze swojej floty starszych samolotów, których okres użytkowania już minął, ale takie maszyny wymagają poważnych prac konserwacyjnych, a to zajmuje nawet kilka miesięcy. Najwięksi amerykańcy przewoźnicy na serwis samolotów wydają teraz o 40 procent więcej niż przed pandemią. A po drugie - amerykańscy i europejscy giganci, tacy jak Delta, United, Ryanair i Wizzair tną siatki połączeń już nie precyzyjnym skalpelem, ale toporem. W efekcie pasażerowie, którzy kupili bilety na wakacje wcale nie mogą być pewni, że na nie polecą. To wszystko dzieje się w momencie, w którym branża spodziewa się rekordowego roku, na pokłady samolotów ma wsiąść 4 miliardy 700 milionów ludzi, a więc więcej niż przed pandemią. EasyJet podaje, że w szczytach rezerwacji zapełnia dwa 180-miejscowe samoloty w minutę, latać więc chcemy, tylko nie za bardzo będzie czym.
Mniej tras, koszmarnie drogi leasing, ogromny popyt - to wszystko dla nas, pasażerów oznaczać będzie jedno. Na tańsze bilety nie ma co liczyć, a może być nawet drożej - z czym przewoźnicy nawet niespecjalnie się kryją.