,
Obserwuj
Ludzie

"112 dla zwierząt" na krawędzi. "Walczymy o przetrwanie"

4 min. czytania
15.10.2025 15:24

Pseudohodowle, znęcanie się nad zwierzętami, zaniedbania. Ofiary wypadków, błąkające się psy i koty. To wszystko można zgłaszać w aplikacji Animal Helper, numerze alarmowym dla zwierząt. Ale środków wystarczy jeszcze na miesiąc działalności. - Liczymy się z tym, że kiedy się skończą, Animal Helper będzie musiał przestać pomagać - mówi Magdalena Matelska.

fot. NewsLubuski/East News
  • Pseudohodowle, ranne zwierzęta (dzikie i udomowione), znęcanie się, zaniedbania - z tym wszystkim mierzą się na co dzień operatorzy aplikacji Animal Helper;
  • Działają także jako telefon zaufania, w którym zgłaszający mogą się np. dowiedzieć, co zrobić, jeśli sąsiad znęca się nad zwierzakiem;
  • Aplikacja działająca w 10 województwach przyjęła już ponad 17 tys. zgłoszeń w niecałe dwa lata, ale grozi jej zamknięcie z powodu braku środków na funkcjonowanie;
  • Fundacja Psia Krew prowadzi zbiórkę, by utrzymać aplikację przez kolejne miesiące i zapewniać pomoc potrzebującym.

Na początek kilka obrazków. Sześćdziesiąt sześć psów poukrywanych w piekarnikach, szafkach, klatkach. Nigdy nie widziały nieba czy trawy. Szczenne suki traktowane jak maszynki do zarabiania pieniędzy - to pseudohodowla w Gdańsku. Inny obrazek: prawie tydzień bez wody i jedzenia w kennelowej klatce, odchody i zdarty nos od prób wydostania się. Tak swojego psa na czas wyjazdu na wakacje urządziła właścicielka. Kolejne: chory kotek znaleziony w śmietniku, suka rodząca w pustym pniu drzewa, wiewiórka, która spadła z drzewa i złamała kość udową. Pies na krótkim łańcuchu, zamknięty w szopie. Inny w zagrodzie, spędzający dnie i noce we własnych odchodach.

Wszystkie te historie skończyły się szczęśliwie dzięki zgłoszeniom na aplikację Animal Helper. To numer alarmowy 112 dla zwierząt - nie tylko domowych, ale także dzikich i gospodarskich (zgłoszeń można też dokonywać poprzez formularz). Operatorzy powiadamiają o zgłoszonych przypadkach odpowiednie służby, urzędy lub organizacje. Za projekt odpowiada Fundacja Psia Krew.

Stanowisko numeru alarmowego 112 dla zwierząt
fot.

Stanowisko numeru alarmowego 112 dla zwierząt

Animal Helper to także swoisty telefon zaufania. - Udzielamy wszelkiej maści porad: ktoś widzi zwierzę w potrzebie i chce pomóc, ale nie wie jak, więc dzwoni do nas. Ktoś ma problem u siebie, nie wie, jak poradzić sobie z tym, że sąsiad źle traktuje zwierzę i też dzwoni do nas po poradę, co może w tym przypadku zrobić. Nasi pracownicy są przeszkoleni w zakresie udzielania pierwszej pomocy, więc na bieżąco instruują zgłaszających, jak działać w danym przypadku - wyjaśnia w rozmowie z Tokfm.pl Magdalena Matelska, odpowiedzialna za komunikację w zespole Fundacji Psia Krew.

Aplikacja działa aktualnie w dziesięciu województwach: pomorskim, zachodniopomorskim, śląskim, wielkopolskim, łódzkim, lubuskim, opolskim, kujawsko-pomorskim, mazowieckim i świętokrzyskim. W planach miała objęcie zasięgiem całego kraju. Jak informuje fundacja, przez prawie dwa lata (od listopada 2023 roku) przyjęto ok. 17 tys. zgłoszeń. Obecnie operatorzy obsługują średnio tysiąc zgłoszeń miesięcznie, co oznacza, że w tym czasie wykonują przeciętnie 4 tys. telefonów związanych m.in. z przypadkami znęcania się, zaniedbywania czy wypadków drogowych z udziałem zwierząt. Koszt działania centrali to miesięcznie ok. 85 tys. zł.

A pieniędzy nie ma. "Teraz jesteśmy na granicy upadłości. Środków finansowych na działanie starczy nam do połowy listopada. Co dalej z Animal Helper?" - pyta fundacja.

Walka ze spychologią

Dlatego zdecydowano się zorganizować  zbiórkę. - Uruchomiliśmy zbiórkę, która zapewniłaby nam spokój działania przez cztery miesiące. To byłyby kolejne cztery miesiące, podczas których dalej dokładalibyśmy wszelkich starań na pozyskiwanie sponsorów, na rozmowy z politykami o naszym projekcie. Na znalezienie źródeł finansowania - zaznacza Matelska.

Pieniądze potrzebne są na wynagrodzenia dla operatorów aplikacji. Nie jest to łatwy kawałek chleba. - My od początku do końca prowadzimy każdą sprawę. Od momentu, kiedy dostajemy zgłoszenie, przez znalezienie instytucji, służb, weterynarza czy urzędu, które podejmą się kontroli lub działania, aż po udzielenie pomocy. Na każdym z tych etapów informujemy zgłaszających, co dzieje się ze sprawą - podkreśla przedstawicielka fundacji.

Nie jest bowiem łatwo połapać się, do kogo powinniśmy odezwać się w sprawie np. ptaka, który nie może latać, a do kogo z sarną, która utknęła w ogrodzeniu. - W każdej gminie to działa inaczej. Często dochodzi do spychologii: to nie my, to trzeba gdzie indziej. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku zwierząt dzikich, inaczej udomowionych. Inaczej na terenach prywatnych, inaczej na miejskich czy gminnych. Ważne jest też to, czy zwierzę jest pod ochroną, bo wówczas też sposób działania jest inny - wymienia Matelska.

Dlatego powstała aplikacja. - Żeby nasi przeszkoleni pracownicy się tym zajęli, żeby oni walczyli z lukami w systemie, często też ze spychologią, posługując się konkretnymi przepisami prawnymi. W praktyce wygląda to różnie: w wielu gminach działa wzorowo, ale niestety wielokrotnie też jesteśmy zmuszeni pisać skargi na działanie urzędów czy służb - mówi kobieta.

Kiedy umierają zwierzęta

- Zwierzęta w większości umierają w weekendy i wieczorami - zaznacza nasza rozmówczyni. Wtedy bowiem najtrudniej znaleźć pomoc. - Urzędy pracują do określonej godziny, potem niestety brakuje rozwiązań, za którymi idzie realna pomoc. To także rola naszych pracowników, by te rozwiązania znaleźć - dodaje Matelska.

Animal Helper to inicjatywa oddolna, prowadzona przez fundację i z tego powodu skazana na samodzielne szukanie środków na działanie. - Utrzymujemy się z darowizn, ze współpracy z naszymi sponsorami. Są firmy, które wspierają nasze działania. Nie jesteśmy finansowani przez państwo czy samorządy. Mimo że de facto wypełniamy lukę systemową, którą powinno wypełniać państwo. 112 dla zwierząt jest czymś bardzo potrzebnym, czego do tej pory w naszym kraju nie było - mówi przedstawicielka fundacji.

Problemem jest "międzyresortowość" aplikacji. - Z jednej strony jesteśmy technologią, z drugiej pomagamy zwierzętom, a to już inne ministerstwo. Próbujemy rozmawiać z różnymi politykami. Rozmawiamy z Ministerstwem Rozwoju i Technologii, z Ministerstwem Klimatu i Środowiska, z posłami. Ale to długotrwały proces. A potrzebujemy pieniędzy tu i teraz - podkreśla.

Nasza rozmówczyni nie ma żadnych złudzeń. - Walczymy o przetrwanie. I liczymy się z tym, że kiedy skończą się środki, Animal Helper będzie musiał przestać pomagać - mówi Matelska.

W środę 15 października po południu zbiórkę wsparły 493 osoby, które łącznie wpłaciły niemal 25 tys. zł. Do osiągnięcia zakładanego celu brakuje jeszcze ponad 315 tys. zł.