,
Obserwuj
Ludzie

Seryjni mordercy II RP. "To są czasy brudu życiowego w każdej sferze"

tokfm.pl
2 min. czytania
10.05.2026 19:23

Kamil Janicki, pisarz i autor książki "Seryjni mordercy II Rzeczpospolitej" mówił Annie Sobańdzie w podcaście tokfm.pl "Półka z książkami", że czasy II RP "to okres ogromnej przestępczości, bandytyzmu, anarchii i niepokoju". - To są czasy brudu życiowego w każdej sferze - dodał.

Łodź
Łodź
fot. Wikipedia
  • Jak Kamil Janicki szukał informacji do swojej książki?
  • Jak działała prasa w II RP?

Prowadząca pytała Janickiego, jak pracuje się nad tego typu książkami. Janicki stwierdził, że sporym problemem jest dotarcie do źródeł historycznych dotyczących przestępczości w okresie II RP, bo "nie ma dostępu do" akt.

- Większość akt sprzed II wojny światowej dotyczących spraw kryminalnych albo zaginęła, albo nie była skatalogowana i nawet jeśli leży w jakiś pudłach, to nie da się ich znaleźć. Albo podczas drugiej wojny światowej archiwa spłonęły - to jest np. problem Warszawy - powiedział.

Dodał, że trzeba "szukać naokoło" i wyjaśnił, że "podstawową, choć ryzykowną metodą" jest przeglądanie artykułów prasowych z tamtego czasu. - Ale bardzo ostrożnie - zastrzegł i wskazał, że w II RP "nie było żadnych standardów, przepisów" jeśli chodzi o relacje dziennikarskie.

- Gdy ktoś popełnił przestępstwo albo był o to podejrzewany, następnego dnia wszystkie detale o nim były w gazetach - nazwisko, miejsce zamieszkania, gdzie mieszkają jego rodzice itd. - opisywał działanie prasy w II RP.

Jak szukano wampira 

Efekty takiego działania Janicki przedstawił na przykładzie "wampira z Łodzi". - Przez kilka miesięcy w ogóle nie było wiadomo czy istnieje jakiś "wampir", czy jest to kreacja dziennikarzy, którzy połączyli różne przestępstwa, żeby było szczególnie sensacyjnie - mówił. 

W sumie ówczesne media zdemaskowały trzy osoby, które miały być "wampirem z Łodzi". - Najpierw był to przypadkowy mieszczanin, którego opisano, podano wszystkie detale, jego miejsce zamieszkania (...), a dwa dni później okazało się, że nie ma przeciwko niemu żadnych dowodów - powiedział.

Kolejną ofiarą dziennikarzy padł gospodarz na wsi, u którego znaleziono dwie zakrwawione siekiery. - Mężczyzna który ma kury, świnie i zakrwawione siekiery. I to miał być dowód zbrodni? Tu także podano wszystkie szczegóły, nakręcano spiralę najgorszych emocji społecznych - dodał.

Zaznaczył, że ostatecznie skazano jakąś osobę. - Czy ona była tym wampirem? Tego nie wiemy - dodał.

Janicki podkreślał również, że media nie bały się kłamać.

- Kiedy czyta się relacje z przestępstw, to dzień po dniu mogą się one zmieniać i prasa nie będzie przepraszać. Jednego dnia winny jest Jan Kowalski, drugiego jest to już Szymon Nowak, a trzeciego Szczepan Paśnik - byle podtrzymać emocje, zainteresowanie - powiedział.

Zaznaczył, że w tamtym czasie nie było prawnej instytucji sprostowania. A wpływ na prasę miały co najwyżej wysoko postawione osoby. - Wtedy zwykle materiał się nie pojawiał albo ktoś będzie w nim Janem K. właśnie dlatego, że jest ustawiony społecznie, ma kontakty i prasa boi się z nim zadzierać - dodał.

Źródło: TOK FM, fot.