Rzeczywistość transpłciowych dzieci w Polsce: lekarze, kozetki i nawracanie na "właściwą drogę"

- Gdy rodzic słyszy, że dziecko chce mieć inną płeć, zaczyna się wyścig od lekarza do lekarza, od kozetki do kozetki. Jakieś rezonanse, badania krwi, podczas gdy dzisiaj wiemy, że nie ma na świecie badań, które mogłyby potwierdzić transpłciowość - mówi  Ewelina Słowińska z Fundacji "Transfuzja". Jak wygląda życie transpłciowych nastolatków?
Zobacz wideo

Olek ma 15 lat. Choć urodził się dziewczynką, zawsze wolał chłopięce ubrania, bawił się w chłopięce zabawy, chciał, by nazywać go właśnie Olek, a nie Ola. - Moi rodzice to akceptowali, nikt mi nigdy nie narzucał, że mam się bawić lalkami czy nosić sukienki. Mama od początku mnie rozumiała i akceptowała. Tata początkowo może mniej, ale to się zmieniło. Czuję od nich ogromne wsparcie. Ogromne. I to jest dla mnie najważniejsze. Kochają mnie takim, jakim jestem, a nie takim, jakim chcieliby, abym był - tłumaczy. To z rodzicami chodzi m.in. na marsze równości.

W przypadku Olka rodzice wywalczyli w szkole to, że większość nauczycieli właśnie tym imieniem się do niego zwraca. Ale w wielu szkołach jest z tym kłopot. - To są realne problemy, które naprawdę prosto dałoby się rozwiązać, gdyby część pedagogów, nauczycieli wykazała dobrą wolę i zwracała się do ucznia bądź uczennicy tak jak on czy ona chce. Bo dzieci, którym nie wykażemy zrozumienia, wpadają w depresję, podejmują próby samobójcze - mówi Ewelina Słowińska, mama dziecka transpłciowego, prowadząca grupę wsparcia przy Fundacji "Transfuzja". Słowińska działa też w stowarzyszeniu "My rodzice", które skupia rodziców dzieci ze społeczności LGBTQ.

"Mam ucznia, który czuje się uczennicą"

"Transpłciowość" odnosi się do ludzi, którzy doświadczają niezgodności płci. Mówiąc wprost, odczuwają niedopasowanie płci przypisanej im w momencie urodzenia do tego, jak się czują i jak żyją w późniejszych latach. Niektórzy dążą do całkowitej zmiany swoich pierwotnych i wtórnych cech płciowych, a także roli płciowej, która jest im przypisana - zamiast kobietą chcą być mężczyzną lub odwrotnie. Bo tak się czują i tak chcą żyć.

- Mam w klasie ucznia transpłciowego, który czuje się uczennicą. Mówię do niego imieniem żeńskim, nie robię z tego problemu. Uczeń poprosił mnie o to. Prosił też innych nauczycieli, ale wiem, że jest z tym problem. Zresztą rodzice tej osoby też tego nie akceptują. W efekcie pojawiają się stany depresyjne, potrzebna jest praca z psychologiem. Stała, niemal codzienna - mówi nam anonimowo nauczycielka z jednej ze szkół na Lubelszczyźnie. Ma z uczennicą dobry kontakt, dlatego wie niemal o wszystkim. Takie sytuacje nie są jednak częste - uczniowie w wielu przypadkach zostają pozostawieni sami sobie.

Gdy tworzono grupę wsparcia przy Fundacji "Transfuzja" rodziców było zaledwie kilkunastu - dziś, po niecałym roku funkcjonowania grupy, jest już około 150 rodzin, które szukają pomocy i chcą być razem. - Zbieramy wszystkich rodziców, by nie czuli się sami, by wiedzieli, że jest nas po prostu dużo. Mamy u siebie głównie rodziców dzieci w wieku 13-15 lat, ale mamy też rodziców dzieci 7-letnich czy już dorosłych - mówi pani Ewelina.

Próby samobójcze

Najwięcej prób samobójczych jest wśród nastolatków. - Kluczowa jest rola rodziców, bo statystyki mówią jasno, że jeśli jest wsparcie w domu, to aż o 92 procent spada ilość prób samobójczych wśród dzieci transpłciowych. A to oznacza, że od jutra można zmniejszyć te statystyki. Najważniejsza jest akceptacja w domu - mówi nasza rozmówczyni. Dodaje, że wielu rodziców tego nie rozumie, a przez to szkodzą dzieciom. - Gdy rodzic słyszy, że dziecko chce mieć inną płeć, zaczyna się wyścig od lekarza do lekarza, od kozetki do kozetki. Jakieś rezonanse, badania krwi, podczas gdy dzisiaj wiemy, że nie ma na świecie badań, które mogłyby potwierdzić transpłciowość - dodaje Ewelina Słowińska.

Odsetek prób samobójczych, jak podkreślają eksperci, zmniejszyłby się też wtedy, gdyby dzieci mogłyby liczyć na to, że dorośli np. w szkole będą się zwracać do nich imieniem zgodnie z tzw. płcią preferowaną. - To są te wszystkie dzieci, które nie pojadą na szkolną wycieczkę, nie pójdą na żaden bal, będą unikać wszelkich możliwych kontaktów w szkole. Ponieważ dla dziecka, które codziennie słyszy w szkole "Krzysiek", a czuje się "Anią" to po prostu jest bardzo bolesne. A to przecież naprawdę niewiele wymaga, by mówić do dziecka imieniem preferowanym - tłumaczy pani Ewelina.

Niezrozumienie i brak akceptacji

Z badań wynika, że aż 70 procent młodych osób LGBT ma myśli samobójcze, a połowa objawy depresji (raport: Sytuacja społeczna osób LGBTA. Raport za lata 2015–2016 pod red. Magdaleny Świder i dr Mikołaja Winiweskiego). Powodów jest kilka. Jednym z nich jest przemoc - ze strony rówieśników w szkole, ale  również ze strony najbliższych w domu. Pojawiają się choćby próby "nawracania" dziecka na "właściwą drogę". Kolejna rzecz to brak akceptacji i nietolerancja - częściej ze strony ojców niż mam.

Jak podkreśla Marek Błaszczyk, prezes Stowarzyszenia "My rodzice", brak akceptacji powoduje, że część młodych ludzi w ogóle z rodzicami o tym nie rozmawia. - Boją się powiedzieć, żyją bez kontaktu - mówi.  Stowarzyszenie "My rodzice" organizuje m.in. spotkania dla rodziców i grupy wsparcia. Szczegóły są na stronie myrodzice.org. Organizacja jest także na Facebooku. 

DOSTĘP PREMIUM