Wójt i radni chcą zamknąć szkołę dla małych cudzoziemców. "Nie wiedzą, jaką mają u siebie perłę''

Wójt i radni Bezwoli chcą zamknąć działającą od kilka lat szkołę podstawową, w której uczą się m.in. dzieci z pobliskiego Ośrodka dla Cudzoziemców, w tym głównie z Czeczenii. W uchwale o zamiarze likwidacji szkoły pojawił się m.in. zarzut, że... większość uczniów w tej placówce to cudzoziemcy. - A to przecież wartość dodana dla naszej szkoły - mówi dyrektorka, Marta Kondraszuk.
Zobacz wideo

Sindi razem z mamą i kilkorgiem rodzeństwa uciekła z Czeczenii. O szczegółach wyjazdu mówić nie chce. Wiadomo, że chodzi o trudne i traumatyczne przeżycia. Nastolatka uczy się w szkole w Bezwoli od prawie pięciu lat i wciąż czeka na formalną decyzję o dalszych losach w Polsce. W tym roku przed nią egzamin ósmoklasisty. Na spotkaniu z wójtem to ona zabrała głos i zapytała wprost, dlaczego szkoła ma zniknąć? - Nie dostała odpowiedzi - mówią nam nauczyciele.

Takiej okazji, by zacząć słuchać, jeszcze nie było! Wszystkie podcasty TOK FM za 1 zł

Sindi to otwarta, komunikatywna, uśmiechnięta, bardzo dobrze mówiąca po polsku dziewczyna. - Nie chcę, by zamknęli szkołę w Bezwoli. Tu mam kolegów i przyjaciół, tu chodzą moi bracia i siostry. Mamy tu wspaniałych nauczycieli, którzy nas znają - mówi w rozmowie z nami.

Podkreśla, że to m.in. dzięki nim poznała język polski i czyta lektury. - Bardzo fajne było "W pustyni i w puszczy" - mówi. Zarówno ona, jak i inni uczniowie podkreślają, że ważne jest to, że szkoła jest mała i wszyscy się znają. - U nas nie ma konfliktów. Oczywiście, czasami ktoś się z kimś pokłóci, posprzecza, często na tle niezrozumienia języka, ale na przerwie wszystko wraca do normy. Dzieci bardzo szybko się między sobą dogadują - mówi dyrektorka szkoły w Bezwoli.

Bezwola to miejsce przenikania się kultur - dzieci cudzoziemskie uczą Polaków swoich tańców i piosenek, częstują narodowymi potrawami. W sumie na 67 uczniów aż 22 nie jest z Polski. - Mamy na przykład chałwę, którą sami przygotowujemy, w domu i przynosimy ją do szkoły, by inni mogli spróbować - opowiada jedna z uczennic. Działa to również w drugą stronę. - My pokazujemy dzieciom czeczeńskim, jak wyglądają nasze święta, czym jest Wigilia, jasełka. Opowiadamy o naszej historii - mówią nauczyciele.

Pomysł zamknięcia szkoły? "Wielkie zaskoczenie. Dla wszystkich"

Nauczyciele o próbie zamknięcia szkoły w Bezwoli dowiedzieli się praktycznie w ostatniej chwili. - Czyli tuż przed sesją Rady Gminy, na której miała być podejmowana uchwała intencyjna o zamiarze zamknięcia szkoły - opowiadają.

Jeszcze bardziej zdziwieni takimi krokami byli rodzice. - Mamy wrażenie, że wójt chciał zrobić coś za naszymi plecami, wykorzystując czas pandemii. Mam nadzieję, że jednak się nawróci i naszą szkołę zostawi. To serce naszej wsi - mówi Agnieszka Norwa z Rady Rodziców.

Wójt Tomasz Jurkiewicz przekonuje, że czasami trzeba mieć odwagę podejmować trudne i niepopularne decyzje. Jedną z nich ma być właśnie zamknięcie szkoły w Bezwoli. Wójt mówi, że dzieci przeniosą się do Zespołu Szkół w Wohyniu (gdzie jest ponad 300 uczniów), a nauczyciele w nim też mają doświadczenie w pracy z małymi cudzoziemcami. Wójt tłumaczy, że za zamknięciem szkoły przemawiają m.in. względy demograficzne (wieś się wyludnia), ale też finansowe. - Mamy duży deficyt finansowy - mówi Jurkiewicz.

W uzasadnieniu do uchwały o zamiarze likwidacji placówki napisano m.in., że cudzoziemcy stanowią "znaczącą większość w szkole w Bezwoli" i że ich liczba się zmienia. "Trudno na niepewnej i zmiennej liczbie cudzoziemców opierać funkcjonowanie szkoły, co można zaobserwować z lat ubiegłych. Rodzice uczniów cudzoziemskich z reguły nie osiedlają się na terenie gminy Wohyń i nie są z nią związani" - czytamy w uzasadnieniu.

"Nie wszystko trzeba przeliczać na pieniądze"

Krzysztof Banaszczyk, nauczyciel języka polskiego z Bezwoli argumentów wójta i radnych nie rozumie. Jak mówi, dzieci mają prawo do szczęśliwego dzieciństwa, niezależnie od tego jakiej są narodowości, wiary, miejsca urodzenia. - Narodowością dzieci jest dzieciństwo. I kropka. Mnie nie interesuje, czy dane dziecko urodziło się w Wohyniu, Parczewie czy Ułan Bator. Każde dziecko na terenie naszego kraju ma prawo do nauki i ja jestem od tego, by te dzieci uczyć, wychowywać, opiekować się nimi. A argument o tym, że większość dzieci w naszej szkole to cudzoziemcy? Uważam go za ksenofobiczny i dyskryminujący - mówi nauczyciel.

- Te dzieci przyjechały z odległych miejsc, przeżyły w swoich krajach różne historie. Uczą się u nas, u nas mieszkają. I teraz chce się je wyrzucić z naszej szkoły w Bezwoli? Absolutnie nie przekonują nas argumenty wójta. Nie wszystko trzeba przeliczać na pieniądze - mówi pani Anna, mama uczennicy ze szkoły w Bezwoli, też z Rady Rodziców.

Szkoła-wzór

Szkoła w Bezwoli znana jest ekspertom z organizacji pozarządowych - stawiają ją za wzór szkoły wielokulturowej. Urszula Majcher-Legawiec z Fundacji Wspierania Kultury i Języka Polskiego im. Mikołaja Reja w Krakowie przygotowała petycję do lubelskiej kurator oświaty o pozostawienie szkoły. Podpisało się pod nią prawie 1200 osób. Kurator - teoretycznie - może wydać opinię negatywną, a ta będzie dla radnych i dla wójta wiążąca. Na to liczą i nauczyciele, i uczniowie, i rodzice. Również eksperci.

- To jest szkoła, w której naprawdę wiele się dzieje. My możemy się od nich uczyć, a tymczasem Rada Gminy decyduje, że chce zamknąć placówkę, która może mieć przywódczy charakter w zakresie edukacji wielokulturowej. Mam wrażenie, że radni nie do końca wiedzą, jaką mają u siebie perełkę - mówi Urszula Majcher-Legawiec.

Zna szkołę osobiście, bo prowadziła w niej badania, obserwowała lekcje, rozmawiała z uczniami, nauczycielami, rodzicami. - Tam udaje się tak dużo rzeczy, że trudno mówić, że edukacja w tej szkole jest złej jakości, albo że jest to edukacja bez przyszłości czy niepotrzebna w gminie. To absolutnie tak nie jest - mówi pani Urszula. Petycję w obronie szkoły może podpisać każdy, a zrobiło to już ponad 1000 osób. Pismo ma trafić m.in. do ministra edukacji.

DOSTĘP PREMIUM