,
Obserwuj
Polska

Kim jest Tomasz Mraz? To jego zeznania ws. Funduszu Sprawiedliwości pogrążają Suwerenną Polskę

Maciej Karcz
5 min. czytania
23.05.2024 21:18
Coraz więcej osób zastanawia się, kim jest Tomasza Mraz, który pogrąża posłów Suwerennej Polski. Jego zeznania wskazują, że ziobryści finansowali kampanie wyborcze z Funduszu Sprawiedliwości. W oczach prezesa PiS Mraz jest "agentem". - Co jest w Jarosławie Kaczyńskim, że przyciąga tych agentów? - ironizował na antenie TOK FM Leszek Jażdżewski, redaktor naczelny "Liberte!".
|
|
fot. Roman Giertych / YouTube

Tomasz Mraz jest byłym bardzo bliskim współpracownikiem Marcina Romanowskiego, byłego wiceministra sprawiedliwości z Suwerennej Polski. - Twierdzi też, że blisko współpracował z ministrem Ziobrą. Był dyrektorem Departamentu Funduszu Sprawiedliwości, więc jego podpisy widnieją pod wieloma decyzjami o przyznaniu dotacji z tego funduszu - wyjaśniała w "TOK 360 - Podsumowanie Dnia" dziennikarka OKO.press Maria Pankowska. Mraz dyrektorem w departamencie został w kwietniu 2020 roku, a w samym Funduszu pracował już wcześniej - przez ponad rok.

Kim jest Tomasz Mraz? Bliski współpracownik wiceministra Romanowskiego

Pankowska wskazywała, że Mraz jest też wychowankiem "Pracowni Liderów Prawa", szkoły założonej i prowadzonej przez Romanowskiego. - Stąd też ich kontakty były bardzo intensywne i trwały latami. Mówimy o osobie, która była bardzo, bardzo blisko kręgu najważniejszych polityków Suwerennej Polski i w Ministerstwie Sprawiedliwości. Stąd tak duży szok co do tego, jak wiele zgodził się powiedzieć - dodała.

Tomasz Mraz oświadczył na posiedzeniu parlamentarnego zespołu ds. rozliczeń PiS, że większość konkursów przeprowadzanych w ramach Funduszu Sprawiedliwości była prowadzona "w nierzetelny sposób". Jak przekazał, głównym decydentem w tej sprawie był ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Relacjonował, że podczas pracy przy Funduszu Sprawiedliwości oceniał jedno ze zgłoszeń do konkursu funduszu, przygotowane przez fundację Profeto. Po negatywnej ocenie wniosku miał usłyszeć od przełożonych, że "to podmiot, na którym szczególnie zależy ministrowi" i ma on wygrać cały konkurs. Dopytywany potwierdził, że minister Ziobro "przed rozpoczęciem konkursu wskazał, kto ma go wygrać". Mraz podkreślił, że "nic nie mogło stać się bez jego (Ziobry) wiedzy i zatwierdzenia".

Jeszcze w środę prokuratura potwierdziła, że Mraz jest jedną z siedmiu osób podejrzanych w sprawie Funduszu Sprawiedliwości. Śledczy przyznają już, że korzystają z jego wiedzy. - Muszę przyznać, że szokiem było to, że w tym, co powiedział pan Tomasz Mraz, tak wiele rzeczy było zgodnych z naszymi ustaleniami dziennikarskimi. Układaliśmy bardzo długo szczegółową układankę z puzzli, a przyszła osoba, która dała nam do tych puzzli ramkę - oceniała.

Kim jest Tomasz Mraz? Ma zarzuty, zeznaje od miesięcy

To, że Tomasz Mraz jest jednym z podejrzanych w sprawie Funduszu Sprawiedliwości, potwierdziła Prokuratura Krajowa. - Od lutego 2024 r. Tomasz M. został przesłuchany kilkadziesiąt razy w charakterze podejrzanego. Złożył bardzo obszerne wyjaśnienia, które poddano analizie i weryfikacji - przekazał rzecznik prasowy Prokuratury Krajowej prok. Przemysław Nowak.

Jak wyjaśnił, "między innymi na podstawie tych wyjaśnień prokuratorzy w marcu tego roku przedstawili zarzuty pięciu osobom w związku z 'ustawieniem konkursu', a nadto dokonali przeszukań w kilkudziesięciu miejscach". - Sądy dwóch instancji orzekające w przedmiocie zastosowania wobec trzech podejrzanych tymczasowego aresztowania oceniły wyjaśnienia Tomasza M. jako materiał dowodowy, który na tym etapie można 'obdarzyć przymiotem wiarygodności'" - ujawnił ponadto prokurator. Dodał, że wyjaśnienia Mraza są też podstawą do wniosków o uchylenie immunitetu posłów. Z doniesień medialnych wynika, że chodzi o byłych wiceministrów sprawiedliwości Michała Wosia i Marcina Romanowskiego.

Dwaj posłowie Suwerennej Polski stracą immunitety? Nieoficjalne informacje z prokuratury

Kim jest Tomasz Mraz? Nagrywał spotkania. "50 godzin"

Jak informuje Onet, Mraz miał nie tylko złożyć zeznania, ale także pomóc służbom zdobyć istotne dokumenty i nośniki danych. Maria Pankowska w rozmowie z Adamem Ozgą wskazała, że Mraz przyznał się do nagrywania spotkań. - To ma być 50 godzin nagrań. Jeśli ma tak mocne dowody, to wyobrażam sobie, że to są wiarygodne rzeczy. Oczywiście Suwerenna Polska próbuje podważyć tę wiarygodność, wskazując na osobę Romana Giertycha, który jest adwokatem Mraza - dodawała. Jej zdaniem to, że opowieść Mraza jest tak spójna, wynika z tego, że już od dłuższego czasu opowiada to w prokuraturze.

Do rewelacji ujawnionych przez Mraza odniósł się Jarosław Kaczyński, który doszukiwał się działalności "agenta". - Za nim stoi ktoś, kto gdyby Polska była praworządnym krajem, to by się znajdował zupełnie gdzie indziej - stwierdził lider PiS pytany przez dziennikarzy o komentarz do opowieści byłego podwładnego Zbigniewa Ziobry. Kaczyński dodał, że "patron" Mraza "powinien być w zupełnie innym miejscu niż jest". - Ten człowiek najprawdopodobniej, bo to są tylko moje domysły, po prostu już wszedł tam jako agent. Najpierw spełnił pierwszą część swojej roli, czyli doprowadził do tej wewnętrznej awantury, a następnie przeszedł do kolejnej - grzmiał prezes Prawa i Sprawiedliwości.

'Fundusz Sprawiedliwości stał się funduszem przestępczości'

O rewelacjach przekazanych przez Kaczyńskiego i zeznaniach Mraza rozmawiali Leszek Jażdżewski i Karolina Lewicka w "Wywiadzie Politycznym". Redaktor naczelny "Liberte!" pozwolił sobie na uszczypliwość w kierunku lidera PiS. - Widzi agentów wszędzie. Gdzie spojrzę, tych agentów wokół niego jest bardzo dużo - mówił z przekąsem Jażdżewski. - Ciekawe, co jest w Jarosławie Kaczyńskim, że tych agentów przyciąga? - dodał dziennikarz. Zauważył, że za każdym razem, gdy nad Prawem i Sprawiedliwością zbierają się czarne chmury, jej prezes pozwala sobie na tego typu obelgi. Podkreślił, że Kaczyński o szpiegach w szeregach prawicy mówił również podczas ujawnienia afery wizowej. - Teraz mamy kolejną próbę ucieczki - stwierdził wprost naczelny "Liberte!".

Jażdżewski odniósł się również do zeznań Tomasza Mraza. - Takich spraw będzie coraz więcej, bo jeśli ci ludzie dostaną rzeczywiście zarzuty i będą skazani, to myślę, że coraz więcej słabych ogniw w PiS-ie się ujawni i zaczną sypać - powiedział dziennikarz.

Bez symetryzowania w sprawie Funduszu Sprawiedliwości. 'Skala bezczelności sprawiła, że stracili hamulce'

Rozmówca Lewickiej mówił również już o samej aferze związanej z Funduszem Sprawiedliwości. Jak dodał, nowe informacje, które w środę ujrzały światło dzienne, "działają na wyobraźnię". - Można powiedzieć, że Fundusz Sprawiedliwości stał się funduszem przestępczości - Jażdżewski nie gryzł się w język. - Pieniądze wypracowywane w ramach nawiązek miały być wypłacane dla ofiar przestępstw. A w tym wypadku przekazywano je osobom, które przestępstwa po prostu popełniały - dodał redaktor.

Tomasz Mraz ujawnia mechanizm Funduszu Sprawiedliwości 

Jażdżewski stwierdził również, że afera w FS to podręcznikowy przykład korupcji. - Nie możemy mówić o korupcji tylko politycznej, bo mamy beneficjentów, którzy używali tych pieniędzy w ramach własnych fundacji - przytoczył gość "Wywiadu Politycznego". Jak dodał, nie defraudacja publicznych pieniędzy była w tej sprawie najistotniejsza. W jego opinii "drugim, znacznie głębszym problemem dotyczącym nas wszystkich" był mechanizm działania Zjednoczonej Prawicy. - Uczynili z państwa mechanizm służący temu, żeby utrzymać się przy władzy - powiedział dziennikarz.

Fundusz Sprawiedliwości to sprawa 'typowo kryminalna i rozwojowa'

Jak zaznaczył, "mówi się, że wygrali ileś wyborów z rzędu", jednak "w TVP zrobili putinowską propagandę" i "przepompowywali miliony na kampanie wyborcze". - Oni to wszystko zrobili bezprawnie po to, żeby te wybory wygrywać - powiedział rozmówca Lewickiej. Zauważył, że gdyby nie używanie państwowych pieniędzy i całego aparatu władzy, Zjednoczona Prawica "nie byłaby w stanie wygrywać, a przynajmniej nie w takim stylu". - To jest bardzo niebezpieczne dla demokracji. Mamy nierówne warunki gry. Nie możemy mówić o żadnej równości wyborów - stwierdził Jażdżewski. Dodał, że w takiej sytuacji legitymacja demokratycznej władzy jest podważona.