"Tak samo jak za PiS". Aktywistka ostro o sytuacji na granicy
Zapowiedziane przez premiera Donalda Tuska wprowadzenie strefy buforowej na granicy polsko-białoruskiej to efekt kolejnych incydentów, w których ranni zostali polscy żołnierze. Tymczasem gościni audycji "Światopodgląd" Aleksandra Chrzanowska ze Stowarzyszenie Interwencji Prawnej, które jest częścią Grupy Granica, traktuje tę zapowiedź inaczej. - Jest to bardzo jasny sygnał, że władza znowu chce zacząć ukrywać naruszenia prawa i łamanie praw człowieka - stwierdziła. Jej zdaniem nic się w tej sprawie nie zmieniło po zaprzysiężeniu nowego rządu.
Bufor dla mediów i organizacji pomocowych
Gościni Agnieszki Lichnerowicz stwierdziła, że jest to zgodnie z zapowiedziami premiera i ministra spraw wewnętrznych i administracji, którzy od początku nie mieli zamiaru kończyć z bezprawnymi pushbackami, czyli odstawianiem z powrotem na Białoruś osób próbujących dostać się na teren Polski. - Nasila się skala przemocy ze strony służb mundurowych wobec osób w drodze, które pojawiają się w polskim lesie - stwierdziła Chrzanowska, opowiadając, że coraz częściej aktywiści są świadkami tych sytuacji, rejestrują je i upubliczniają.
- Od samego początku objęcia władzy przez nowy rząd próbujemy to komunikować, rozmawiać o tym, domagać się tego, żeby tę przemoc ukrócić, żeby przywrócić praworządność także na Podlasiu - mówiła. Niestety, jak twierdzi, spotykają się z milczeniem i z brakiem reakcji na te wezwania.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Komentując ideę strefy buforowej, gościni TOK FM podkreślała, że żołnierze nie będą bardziej oddaleni od granicy. - Żołnierze są na pasie drogi granicznej, przy płocie granicznym i bardzo brutalnie uniemożliwiają osobom, które chcą się ubiegać o ochronę międzynarodową, przechodzenie do Polski - argumentowała. Przekonywała, że strefa ma tylko zamknąć wstęp dla przedstawicieli organizacji pomocowych i mediów.
- Do ataku doszło przez płot. Nie w lesie gdzieś w głębi terytorium polskiego - tłumaczyła Chrzanowska. Podkreślała, że zaatakowany został żołnierz, który stał przy płocie granicznym. Choć jej zdaniem, atakowani są przede wszystkim ludzie, którzy chcą przejść granicę. Wojsko i Straż Graniczna traktuje ich gazem pieprzowym, żeby uniemożliwić im wejście na terytorium Polski. - Słyszymy oczywiście o prowokacjach ze strony białoruskiej - przyznała, ale od razu dodając, w imieniu swojej organizacji, że nie mamy dużych wątpliwości, że atakujący nie był osobą, która chciała się ubiegać o ochronę, tylko kimś zaangażowanym przez służby białoruskie.
Większe grupy mężczyzn
Aktywistka przekonywała więc, że prowadzenie strefy objętej zakazem przebywania w niczym nie zmieni sytuacji żołnierzy, jeśli chodzi o potencjalne (w jej opinii "przesadzone") zagrożenie ze strony osób w drodze. - Osoby, które tu przychodzą w poszukiwaniu bezpieczeństwa, nie stanowią dla nas zagrożenia. powtarzała. - Zagrożeniem mogą być prowokatorzy, tyle że ci prowokatorzy działają po tamtej stronie - tłumaczyła.
- Nigdy nie czułam się zagrożona ze strony osób w drodze, które spotykałam w lesie - stwierdziła Chrzanowska, dodając, że jest tu prawie trzy lata i to niemal każdego dnia. Aktywistka mówiła, że spotykała przy tym często większe grupy składające się wyłącznie z mężczyzn. - Nigdy nie czułam żadnego zagrożenia. Nie przyszłoby mi to w ogóle do głowy - przekonywała, by po chwili dodać, że bała się za to nie raz żołnierzy czy Straży Granicznej, bo wyskakiwali nagle zza drzew zamaskowani i uzbrojeni krzycząc: "Gleba! Gleba!"
Pociągnąć do odpowiedzialności
Gościni TOK FM przyznała przy tym, że od początku rok wraz z innymi aktywistami prowadzą intensywne rozmowy z przedstawicielami ministerstw czy politykami obozu rządzącego. - Do niczego to jak widać nie doprowadziło - stwierdziła, uznając za podstawowy problem, to brak chęci do spotkania ze strony premiera Donalda Tuska, który, jej zdaniem, o wszystkim decyduje.
Jak podkreśliła, nigdy nie dostali odpowiedzi na pytania o pociągnięcie do odpowiedzialności osób, które stosują przemoc. A stosują ją ci sami żołnierze, którzy robili to za czasów PiS. Wciąż tutaj są i jak twierdzi Chrzanowska "mają wyraźny sygnał z góry, że dalej mogą się tak zachowywać, bo nikt ich nie pociąga do odpowiedzialności". - I to jest bardzo poważny problem - spuentowała.