Gwiaździsty sztandar na Księżycu czy czerwony? O wyścigu mocarstw za pomocą technologii, jak "za króla Ćwieczka"

Stany Zjednoczone robią pierwszy krok w powrocie na Księżyc, wysyłając tam rakietę SLS. - To stumetrowa pomarańczowa rakieta zbudowana na podstawie wahadłowców kosmicznych, które przeszły na emeryturę 15 lat temu. Amerykanie wymontowali z nich silniki i dobudowali całą resztę rakiety. To jest trochę wstyd w kontekście Falconów (Elona Muska). Ale założenie było takie, że wyjdzie taniej. A nie wyszło - mówił Piotr Jaśkowiak, autor podcastu Usługi kosmiczne dla ludności w TOK FM.
Zobacz wideo

Z kosmodromu NASA ma wystartować najpotężniejsza rakieta kosmiczna - Space Launch System (SLS) w ramach misji Artemis I. To pierwszy krok w kierunku powrotu ludzi na Księżyc. Rakieta ma wynieść poza orbitę Ziemi statek kosmiczny Orion, który - z manekinem Moonikinem Camposem na pokładzie - okrąży Księżyc i wróci na Ziemię po przemierzeniu niemal 2 mln km w ciągu 4-6 tygodni. Po drodze zostawi 10 satelitów do badań Księżyca i innych ciał bliskich naszej planety. Rakieta miała wystartować 29 sierpnia, ale w związku z wyciekiem paliwa do silnika, start przesunięto na sobotę 3 września.

Projekt Artemis I ma utorować drogę do podobnego lotu już z załogą, do którego ma dojść w 2024 roku (Artemis II), aż w końcu do lądowania astronautów na powierzchni Księżyca, rok później (Artemis III). Kolejna faza zakłada ustanowienie stacji kosmicznej w orbicie Księżyca wraz z modułem mieszkalnym.

Człowiek wylądował na Księżycu ostatnio w 1972 roku, a więc pół wieku temu. Zdaniem Piotra Jaśkowiaka - autora podcastu "Usługi kosmiczne dla ludności" w TOK FM – ta misja jest ważna z tego samego powodu, co poprzednim razem - chęci dominacji Amerykanów. - Czyli jeśli na Księżycu nie będzie gwiaździstego sztandaru USA, to będzie sztandar czerwony. Bo program księżycowy mają też Chińczycy. Co prawda, niechętnie mówią o terminie wylądowania na Księżycu, ale jeszcze w latach 20. uda im się dotrzeć na Księżyc. Więc jeśli Amerykanie nadal chcą o sobie mówić, że są największym mocarstwem kosmicznym, to muszą szybciej ponownie postawić stopy na Księżycu - tłumaczył w rozmowie z Jakubem Janiszewskim.

Jak dodał, Amerykanie tym razem mają plan, żeby zbudować na Księżycu bazę i zostać tam już na stałe. - Bo Księżyc jest blisko, więc to jest jedyne ciało niebieskie, na które – póki co – człowiek może polecieć. A poza tym loty w kosmos są użyteczne naukowo, bo tylko w ten sposób da się zbadać choćby wpływ nieważkości na biologię człowieka. Dlatego USA, Kanada i Chiny chcą polecieć na Księżyc. Co prawda, mówią, że to pierwszy krok w drodze na Marsa, ale to bardziej PR niż rzeczywiste plany – ocenił.

"Technologia robiona za króla Ćwieczka"

Jaśkowiak zwrócił uwagę, że po zakończeniu programu Apollo Amerykanie już wielokrotnie planowali wrócić na Księżyc, ale "wiele razy potykali się o własne nogi". - Tym razem program ma być zrównoważony. Już nie chodzi o zryw całego narodu, który na znak prezydenta stara się wysłać człowieka na Księżyc w ciągu zaledwie kilku lat, tylko ma to być zrobione taniej i mniej ryzykownie – wyjaśnił.

Dziennikarz zastrzegł jednak, że statek kosmiczny ma zostać wyniesiony na orbitę przez rakietę SLS, która... przeczy tym założeniom. - Bo jest koszmarnie droga i przez to na pewnym etapie Amerykanie będą musieli się jej pozbyć. To stumetrowa pomarańczowa rakieta zbudowana na podstawie wahadłowców kosmicznych, które przeszły na emeryturę 15 lat temu. Amerykanie wymontowali z nich silniki i dobudowali całą resztę rakiety. Więc testują trochę od nowa technologię, którą opracowali w latach 70. To jest trochę wstyd w kontekście Falconów (Elona Muska – przyp. red.). Ale założenie było takie, że wyjdzie taniej. A nie wyszło. M.in. dlatego że rakieta nie nadaje się do ponownego wykorzystania, więc po prostu spłonie – wyjaśniał.

Tłumaczył, że rakiety SLS mogą latać, dopóki nie wyczerpią się zapasy silników ze starych wahadłowców. - NASA ma cały magazyn prawie "nieśmiganych" silników. Niektóre były "śmigane" tylko raz podczas trzydniowej misji i właściwie Amerykanin płakał, jak go sprzedawał – stwierdził żartobliwie. - Ale wydaje mi się, że SLS i tak za długo nie polata, bo to technologia robiona... jak za króla Ćwieczka – dodał.

Pierwsza czarnoskóra kobieta na Księżycu

Piotr Jaśkowiak zwrócił również uwagę na to, że Amerykanie chcą po raz pierwszy wysłać na Księżyc kobietę. Zaplanowała to jeszcze administracja Donalda Trumpa, a rząd Joe Bidena dorzucił do tego jeszcze swój kamyczek. - Chce, by pojawiła się tam pierwsza kobieta, ale jednocześnie pierwsza przedstawicielka mniejszości etnicznej. Więc prawdopodobnie, gdy w 2025 roku dwoje astronautów albo dwie astronautki opuszczą się windą na powierzchnię Księżyca, to będzie wśród nich czarnoskóra Amerykanka – tłumaczył.

Na koniec autora podcastu "Usługi kosmiczne dla ludności" stwierdził, że gdyby doszło do katastrofy SLS, to program księżycowy USA znów stanąłby w miejscu na długie lata. - Wtedy plan lądowania na Księżycu w roku 2025, co już jest datą dość życzeniową, stałaby się kompletnie nierealistyczna – podsumował gość TOK FM.

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM