"Rany pokazują lekarzom, czy Ukraińcy się bronią, czy atakują". Korespondencja ze szpitala polowego w Chersoniu

- Jeżeli ukraińska armia się broni, to lekarze są w stanie to określić po tym, że przyjeżdżają głównie żołnierze z ranami odłamkowymi. A kiedy trwa ofensywa, są to głównie rany od min - mówił w TOK FM Paweł Pieniążek. Korespondent "Tygodnika Powszechnego" odwiedził szpital polowy w Chersoniu.
Zobacz wideo

Mimo że Chersoń został w połowie listopada wyzwolony przez siły ukraińskie, nadal jest ostrzeliwany przez rosyjską artylerię. W szpitalu polowym w obwodzie chersońskim, które odwiedził Paweł Pieniążek, stale przybywa rannych. Choć praca w nim jest, jak mówił w TOK FM, możliwa tylko w ograniczony sposób. 

- Prąd był tam jedynie przez kilka godzin i dostarczały go głównie agregaty prądotwórcze. Kiedy przywożono rannego, włączano też dodatkowo agregat. Nie można było tego robić zbyt często, dlatego że wojskowi mają ograniczony dostęp do paliwa, którym agregaty są zasilane. Były one więc używane tylko w kilku stałych godzinach plus w momentach krytycznych - relacjonował w "Światopodglądzie" korespondent "Tygodnika Powszechnego". 

Jak dodał, ze względów bezpieczeństwa szpital musi być też okładany workami z piaskiem tak, by nie było widać, że ktoś jest w środku. - Dlatego większość doby lekarze spędzali po ciemku. Chodzili po prostu z czołówkami, ewentualnie wieczorami ogrzewali się przy świeczkach - opisywał w rozmowie z Agnieszką Lichnerowicz.  

Innym problem w szpitalu, który odwiedził tuż po ogłoszeniu, że rosyjska armia wycofuje się z Chersonia i prawobrzeżnej części Ukrainy, były braki w wyposażeniu. - Szpital ten był wcześniej ostrzelany i dopiero zwożono sprzęt. Mieli tam raptem dwa łóżka do prowadzenia operacji, wciąż nie mogli wykonać transfuzji krwi. Wszystko było w trakcie przygotowywania - wskazał. Podkreślił, że  taki szpital przesuwał się wraz z frontem.

- Kiedy front idzie do przodu, to za nim idą lekarze. To była już piąta placówka medyczna, którą otworzyli podczas ofensywy na Chersoń, która trwała od kilku miesięcy - wskazał też reporter.  

"Rany pokazują lekarzom, czy Ukraińcy się bronią, czy atakują"

Zdaniem Pawła Pieniążka główną cechą szpitala polowego jest jednak to, że "nie trzeba czytać wiadomości". - Jeżeli ukraińska armia się broni, to lekarze są w stanie to określić po tym, że przyjeżdżają głównie żołnierze z ranami odłamkowymi. Bo ostrzeliwuje ich artyleria, kiedy oni znajdują się na swoich pozycjach - tłumaczył w TOK FM.

Dodał, że w przypadku ofensywy - tak jak w Chersoniu - są to jednak bardzo często rany od min. - Dlatego większość żołnierzy, których przywożono do szpitala podczas tych trzech dób, które tam spędziłem, miało ranne kończyny - głównie nogi. Bardzo wiele było ran stóp. Zdarzały się też inne przypadki, ale to na pewno dotyczyło ponad 50 proc. przywiezionych rannych - dodał Pieniążek.

Gość TOK FM opisywał także, że sytuacja zmienia się także, gdy walki toczą się w mieście. Wówczas dużo więcej jest z kolei ran po kulach. - Jak mówił chirurg wojskowy, po tym, w jakim stanie przywożą pacjentów i jakie mają obrażenia, może on określić, jakiego rodzaju walki toczą się na froncie - podsumował korespondent "Tygodnika Powszechnego".

DOSTĘP PREMIUM

DOSTĘP PREMIUM