Lachowski o roli korespondenta wojennego i wstrząsających zbrodniach, które widział w Ukrainie. "Byli krojeni żywcem"
Pełnoskalowa wojna w Ukrainie trwa już ponad 500 dni. Kiedy wybuchła 24 lutego 2022 roku, żyli nią chyba wszyscy w Polsce. Zainteresowanie tym, co dzieje się za naszą wschodnią granicą, z czasem jednak spadło. "Wojna już się nie klika", więc coraz mniej mówi się o niej w mediach.
Ubolewał nad tym w "Wywiadzie Pogłębionym" w TOK FM Mateusz Lachowski, korespondent wojenny w Ukrainie i reżyser. - Wojna się już przejadła, bo ile można słuchać o tym, że kolejne osoby zginęły - wskazał. Rozmówca Anny Wacławik-Orpik wyjaśniał, że działo się to stopniowo. - Od momentu, kiedy Rosjanie wycofali się spod Kijowa, jeszcze przez miesiąc ludzi bardzo interesowały zbrodnie, które się tam dokonywały. Natomiast już od lata zeszłego roku to powoli się odsuwało. Bo Donbas to dla dużej części polskiego społeczeństwa coś tak odległego jak Syria - powiedział.
Gość TOK FM dodał, że temat wojny w Ukrainie schodzi na dalszy plan także ze względu na kampanię wyborczą. Jak relacjonował, gdy wraca z Ukrainy, problemy, którymi żyje Polska, zazwyczaj wydają mu się śmieszne. - Pamiętam, jak wróciłem z Donbasu, to był luty-marzec, gdy były najtrudniejsze walki. I po czymś takim przyjeżdżasz i słyszysz, że głównym tematem debaty publicznej jest kwestia robaków i mięsa. Zastanawiasz się wtedy, co jest z nami nie tak, że w sąsiednim kraju giną tysiące ludzi, a my rozmawiamy o takich rzeczach w debacie publicznej - mówił Lachowski.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
"Widziałem ciało człowieka jedzone przez psa"
Korespondent wojenny mówił, że w Ukrainie widać, co naprawdę jest ważne. Wspominał, że spotyka wielu płaczących mężczyzn. I to takich, którzy mają po 190 centymetrów wzrostu. - Ostatnio też widziałem ukraińskich bohaterów, wytatuowanych, z tymi tryzubami, z 93. brygady, która walczyła na lotnisku w Doniecku osiem lat temu, a część tych żołnierzy walczyło teraz w Bachmucie, w Sołedarze, pod Iziumem. Gości, którzy pozabijali kilkadziesiąt, może kilkuset Rosjan każdy, bo walczyli na pierwszej linii frontu. I na pogrzebie swojego kolegi oni wyli. To było po prostu tak, że te łzy nie tylko im płynęły, oni mieli czerwone oczy. To jest naturalne, jesteśmy ludźmi - powiedział Lachowski.
Dla niego osobiście najtrudniejszym doświadczeniem była Bucza. - Wyjazd do Buczy 2 kwietnia i potem kolejne dwa dni w Buczy. Widziałem 78 ciał cywilów. W różnym stanie, często leżały tam miesiąc - opowiadał. Dodał, że później był jeszcze Makarów, gdzie walczyli wagnerowcy, którzy popełniali drastyczne zbrodnie. - Nie było mężczyzny z obrony terytorialnej albo z wojska ukraińskiego wziętego do niewoli, który by przeżył. To nie było tak, że oni byli rozstrzeliwani, oni byli krojeni żywcem. W jednym domu po prostu był chłopak pocięty i rozwieszony. Nie pozwolono mi tam wejść, widziałem to z daleka. Widziałem też w Makarowie ciało człowieka jedzone przez psa. Tam z kolei nie dało się podejść, bo wszystko było zaminowane. W Makarowie Rosjanie zostawili miny nawet w kontenerach na śmieci - relacjonował Lachowski. I dodał, że w dniu, w którym tam przyjechał, człowiek został ranny, bo otworzył kontener.
Trudne były dla niego także ekshumacje w Iziumie. - Byłem nimi mocno poruszony, a kiedy wróciłem na nocleg, okazało się, że mój kolega - ukraiński żołnierz - zginął. Znałem go pół roku i utrzymywałem z nim kontakt. Miał także brytyjski paszport i świetnie mówił po angielsku, ale też po prostu był fajnym gościem. Spałem z nim w jednym pokoju przez kilka dni właśnie u żołnierzy - opowiadał Lachowski. Gdy dowiedział się o jego śmierci, uświadomił sobie, że pisał do osoby, która już nie żyła. - Wysłałem mu zdjęcia z tych ekshumacji, bo były koszmarne. I pytałem, czy pogadamy wieczorem. I on mi nie odpisywał, ale te wiadomości dochodziły, więc byłem przekonany, że jest poza zasięgiem - opisywał gość TOK FM.
'Ruscy owinęli dziecku głowę streczem i je udusili'. Polak opowiada o walce i pomocy Ukrainie
"Nie jestem od pałania nienawiścią"
Mimo wielu trudnych emocji dla Lachowskiego ważne jest, żeby wojnę relacjonować możliwie obiektywnie. - Mam poczucie, że przez te ponad 500 dni nie było dnia, kiedy nie były popełniane przez rosyjską armię zbrodnie w Ukrainie. I myślę, że obiektywizm zakłada to, że o tym mówimy, ale staramy się też mówić o tym, że bywają też normalni Rosjanie - podkreślił korespondent wojenny.
Według Lachowskiego dziennikarz nie może bowiem nawoływać do nienawiści. - Nie jesteśmy brunatną partią. Musimy być cywilizowanymi ludźmi. Są dziennikarze, którzy mówią: "suki Rosjanie, niech płoną, niech giną". Tak nie można, bo będziemy jak rosyjscy propagandyści. To, że Putin zasługuje na Trybunał Karny w Hadze i to, że go przeklinałem wielokrotnie, jak widziałem różne rzeczy i na głos, i w myślach, nie zmienia faktu, że w swoich relacjach nigdy tego nie mówiłem. Bo po prostu się nie godzi - zaznaczył.
Gość TOK FM podkreślił, że jednocześnie "nie ma wątpliwości, kto przyszedł na czyją ziemię i morduje, gwałci i pali". - Natomiast mam taką pracę, że ja nie jestem od zabijania, pałania nienawiścią. Jestem od tego, żeby opowiadać o tym, co się tam dzieje, co przeżywają ludzie - podsumował Lachowski.
Rosjanie znów zabijają ukraińskich pisarzy. Pamięć o Rozstrzelanym odrodzeniu [ROZUMIEĆ UKRAINĘ]