,
Obserwuj
Świat

"Nie wiem, kim Putin będzie po tych wyborach". "Zachód zapłaci za zaniechania"

oprac. Anna Siek tokfm.pl
4 min. czytania
17.03.2024 13:17
Niedziela to ostatni dzień wybierania przez Rosjan prezydenta. - Nie wiem, kim Putin będzie po tych "wyborach", będzie przywódcą Rosji, ale nie będzie prezydentem wybranym w sposób demokratyczny - mówiła w TOK FM dr Agnieszka Bryc, zwracając uwagę na zbyt powściągliwą postawę Zachodu. - Będziemy za zaniechania płacić - ostrzegała ekspertka z UMK w Toruniu.
|
|
fot. kremlin.ru

Tylko w niedzielę zatrzymano w Rosji ponad 50 osób, w związku z incydentami dotyczącymi głosowania. Niezależny rosyjski portal Meduza poinformował, że zatrzymań dokonano w 14 miastach, najwięcej w Kazaniu. Z kolei portalu OWD-Info przekazał, że w Moskwie zatrzymano członka jednej z komisji wyborczych, za napis "Nawalny" na koszulce.

Niedziela jest ostatnim dniem głosowania w wyborach prezydenckich. Ale czy to, co dzieje się od piątku w Rosji, w ogóle można nazywać wyborami? Jak mówiła w TOK FM dr Agnieszka Bryc, mamy do czynienia z głosowaniem, które nie jest demokratyczne, bo nie spełnia koniecznych warunków. - Te "wybory" nie są ani wolne, ani równe, ani nie dają wyboru. Nie wiem, kim Putin będzie po tych "wyborach", będzie przywódcą Rosji, ale nie będzie prezydentem wybranym w sposób demokratyczny - komentowała ekspertka z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Czy Putin jest chory? 'Coś jest nie tak'. Radziwinowicz zdradza, gdzie szukać tropów

Rozmówczyni Anny Piekutowskiej uważa, że nie powinno się używać słowa "wybory" wobec tego, co dzieje się od piątku w Rosji. - Używamy terminu wybory z pośpiechu, bo nie powinniśmy tego tak nazywać. To pseudowybory, plebiscyt - stwierdziła.

Jak wyjaśniła Bryc, Zachód widzi, że nie mamy do czynienia z legalnymi wyborami - "z perspektywy prawa międzynarodowego".

- Czynimy zastrzeżenia, że nie można przeprowadzać wyborów na terenach okupowanych/ Ale problem - z mojej perspektywy polega na tym, że my - Zachód wycofujemy uznanie dla wyników, które spłyną z  terytoriów okupowanych. A w rzeczywistości te przesłanki dla uznania wyborów za demokratyczne powinny nas skłonić do odważniejszego zachowania. Czyli otwartego stwierdzenia, że wycofujemy nasze uznanie dla Władimira Putina, jako legalnie sprawującego władzę prezydenta Rosji. Bo jeżeli wygrał, to w niedemokratycznych wyborach, sam zorganizował wybory, które łamią prawo międzynarodowe. I po trzecie, podnoszą to eksperci zwłaszcza (państw) wschodniej flanki NATO i opozycja rosyjska, apelują o to, żeby Zachód uznał wybory za nielegalne i zerwał całkowicie kontakty z Moskwą - argumentowała.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Rosja wybiera prezydenta. Zachód unika radykalnych ruchów

Gościni TOK FM przytoczyła argumenty podnoszone przez rosyjską opozycję, że zmiany konstytucji, które pozwalają Putinowi startować bez końca w wyborach prezydenckich, zostały "wprowadzone w sposób nielegalny w 2020 roku".

- To wszystko powinno nas, jako Zachód doprowadzić do klarownego stanowiska, w którym wycofujemy swoje poparcie dla Putina i wymuszamy zachowania demokratyczne w Rosji. To nie jest mieszanie się w sprawy wewnętrzne Rosji. Powinniśmy powiedzieć "sprawdzam", jeśli to ma być demokracja, to zachowujcie się w sposób demokratyczny. To byłby sygnał nie tylko dla rosyjskiej opozycji, ale i dla środowisk okołokremlowskich, że Putin zaczął być  dla nich ciężarem - uważa naukowczyni z toruńskiego UMK.

Tutaj dom kosztuje mniej niż kawalerka w Warszawie. 'To mit, że jest drogo'

- Niestety, na taki krok ciągle nas Zachodu nie stać. Bo to, co obserwujemy, to jest krytyka samych "wyborów". Jako UE uznaliśmy, że każde państwo indywidualnie odniesie się do tego plebiscytu, ale nie będzie jednolitego stanowiska. Mamy też wypowiedź wicesekretarz w ONZ do spraw politycznych i budowania pokoju, która skrytykowała przeprowadzenie tego plebiscytu na terytoriach okupowanych, ale nie wypowiedział się sekretarz generalny Organizacji Narodów Zjednoczonych. Czyli widać, że Zachód niestety milczy. Ciągle boimy się podważyć legalność rządów Putina, tylko żeby nie zostać oskarżonym o mieszanie się w sprawy wewnętrzne, czym de facto godzimy się na narrację narzuconą z Kremla - oceniła Agnieszka Bryc.

Rosja Putina się rozpadnie, ale najpierw pogrąży nas we krwi? 'Trzęsienie ziemi już trwa'

Zachód wobec Rosji. "Zapłacimy za to"

Ekspertka podkreśliła, że Zachodowi brakuje "postawienia kropki nad i". - Będziemy za to płacić. Za chwilę Kreml rzuci nam w twarz argumentem, że nawet jeżeli protestowaliśmy w stosunku do plebiscytu wyborczego na terytoriach okupowanych, to de facto nie podważyliśmy całości tych wyborów. Może nam w przyszłości zasugerować, że w taki domniemany sposób zgodziliśmy się z faktem dokonania aneksji tych obwodów. Będziemy za zaniechania płacić - ostrzegła.

Według gościni TOK FM, jeśli wstrzemięźliwość Zachodu może wdawać się "najbardziej rozsądna, bo nie chcemy drażnić Putina", to i tak robimy błąd. - To są takie odruchy podobne do tych, które obserwowaliśmy podczas kolejnych rosyjskich agresji, kiedy Zachód obserwował, a nie reagował. Nas dziś nie stać na to, żeby nie mówić jasnym tekstem, nie negować fałszywych wyborów. Mamy opinie i komentarze tych, którzy od lat obserwują wybory w Rosji, którzy mówią, że te "wybory" są najbardziej nietransparentne w historii współczesnej Rosji, że internetowe głosowanie jest maszynką do fałszowania wyników. Ja się naprawdę dziwię, dlaczego jesteśmy ciągle wstrzemięźliwi i obawiamy się reakcji - przyznała rozmówczyni Anny Piekutowskiej.

Chcą dużej zmiany na granicy z Rosją. 'Europa musi się obudzić'