,
Obserwuj
Świat

Tak ludzie PiS nacięli się na "fortepian Paderewskiego". "Budżet trzeba było rozliczyć"

oprac. tokfm.pl
4 min. czytania
23.09.2024 11:45
"Fortepian Paderewskiego", który za 300 tys. złotych ze Szwajcarii sprowadził Jan Żaryn, dyrektor Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej, okazał się wart najwyżej kilkanaście tysięcy - ustaliła Wirtualna Polska.
|
|
fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Wyborcza.pl

Pieniądze na kolekcję pamiątek po Ignacym Paderewskim, w tym fortepian, wygospodarował Piotr Gliński, wicepremier i minister kultury. Jak podaje Wirtualna Polska , 'za około sto przedmiotów szwajcarskiemu oferentowi zapłacono 60 tys. franków'. Sam fortepian marki Bösendorfer, pochodzący rzekomo z okresu 1850-1860 i ze szwajcarskiej posiadłości Paderewskiego w Riond-Bosson, wyceniono na 55 tys. franków".

Kiedy Instytut Dziedzictwa Myśli Narodowej przemianowano - po zmianie władzy - na Instytut Myśli Politycznej, do jego nowego dyrektora Adama Leszczyńskiego, zgłosiła się dyrekcja Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu. Chciała przejąć instrument w wieloletni depozyt. - Przyklasnąłem tej propozycji. Ale żeby przekazać fortepian, trzeba było najpierw uporządkować jego dokumentację i dopiąć wszelkie formalności. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że w tym, co odziedziczyliśmy po IDMN, nie ma właściwie żadnych ekspertyz dotyczących instrumentu, żadnej profesjonalnej wyceny, ani żadnego dowodu, że Paderewski miał cokolwiek wspólnego z instrumentem, na który wydano setki tysięcy publicznych pieniędzy – opowiada Adam Leszczyński.

Specjalista od rękopisów 

Do tej pory udało się ustalić, że dwa lata temu z Janem Żarynem skontaktowała się Iwona Kozłowska, ambasadorka Polski w Szwajcarii. Przekazała, że Jean-Claude Gattlen wystawia na sprzedaż pamiątki po wybitnym polskim pianiście i polityku. Informację miała jej przekazać Joanna Kondracka, prezeska Polskiego Stowarzyszenia w Lozannie – to ona znalazła w sieci ogłoszenie o sprzedaży kolekcji.

'Żaryn poprosił Kozłowską o nawiązanie kontaktu ze Szwajcarem i poproszenie go o wstrzymanie aukcji. Jak wynika z korespondencji zachowanej w Instytucie, ambasadorka w czerwcu spotkała się z Gattlenem, a we wrześniu wysyła do niego list, w którym podtrzymała zainteresowanie kolekcją. Prosiła także o wypożyczenie fortepianu i ustalenie terminu, w którym ekspert mógłby go zobaczyć i profesjonalnie wycenić'.

'Ale jak wynika z dokumentów, żaden ekspert zajmujący się zabytkowymi fortepianami, instrumentu nie obejrzał. Za to w jego zakup zaangażowała się polska ambasada w Bernie ' - opisuje całą historię WP.pl.

Szwajcarskie archiwa - na prośbę ambasadorki Kozłowskiej - miała przeszukać Dorota Cybulska-Amsler, profesorka klasy klawesynu z Genewy. Odwiedziła też Jean-Claude’a Gattlena i obejrzała fortepian. 'Ustalenie z pewnością, że należał on do Ignacego Paderewskiego, jest na obecnym etapie niemożliwe i wymagające dłuższych poszukiwań' – oceniła już wówczas. 

Wiadomo też, że kolejną opinię w sprawie kolekcji po Paderewskim zlecono specjaliście od rękopisów z Biblioteki Narodowej. Ten zauważył, że 'konieczna jest opinia instrumentologa, który oceniłby stan techniczny fortepianu i stopień zużycia elementów, a przede wszystkim potrzebna jest kwerenda, która potwierdziłaby autentyczność instrumentu'. 

Mimo ich braku, dwa tygodnie później umowę na zakup fortepianu i innych pamiątek po Paderewskim już podpisano. Zawarta została na podstawie oświadczenia właściciela instrumentu. 'Ale nawet w nim Szwajcar Jean-Claude Gattlen informuje, że choć jest jedynym i wyłącznym właścicielem fortepianu oraz innych przedmiotów, to zastrzega: nie jestem w stanie udzielić na nie jakiejkolwiek gwarancji' - donosi portal.

'Budżet trzeba było rozliczyć'

WP.pl podkreśla przy tym, że sama umowa sprzedaży też nie chroni wystarczająco interesów instytucji. -W umowie nabycia obiektów do kolekcji ktoś wpisuje odwołania do Boga i Ojczyzny, ale nie umieszcza wyceny jednostkowej przedmiotów? Powinien także dysponować przed zakupem opinią specjalisty z danej dziedziny – komentuje doktor Magdalena Ziółkowska dyplomowana kustosz, która pracowała m.in. w Muzeum Sztuki w Łodzi.

Jak podkreśliła, w takich sytuacjach konieczny jest dokument poświadczający nabycie spadku lub potwierdzający prawa do posiadania i sprzedaży danych przedmiotów. Poza tym specjaliści powinni sporządzić wycenę rzeczywistej wartości przedmiotów. A to tym bardziej, jak dodała, że mówimy  o zakupach ze środków publicznych. Jan Żaryn w rozmowie z WP.pl tłumaczył, że 'budżet trzeba było rozliczyć do 30 grudnia i inną opcją byłoby niekupienie kolekcji'.

'Zdaję sobie sprawę, że to nie Pański zakres obowiązków'

Kiedy już fortepian i inne pamiątki po Paderewskim zostały kupione, okazało się, że urzędnicy stanęli przed koniecznością wyceny instrumentu na potrzeby ubezpieczenia niezbędnego przy transporcie przedmiotu do Polski. W tym celu prawnik pracujący dla IDMN zwrócił się do eksperta od starodruków: 'Zdaję sobie sprawę, że to nie Pański zakres obowiązków, niemniej byłbym wdzięczny za informację, czy byłby Pan w stanie wycenić fortepian, który jest częścią ww. zbioru?' – zapytał.

Ekspert tłumaczył, że 'nie jest instrumentologiem, nie było szczegółowych oględzin fortepianu, trudno zatem określić, w jakim jest stanie technicznym, a ma to istotny wpływ na dokładną jego wycenę'.

Ostatecznie w dokumentach przewozowych zapisano kwotę 55 tys. franków, choć nie wiadomo na jakiej podstawie. Teraz okazało się fortepian pochodzi z 1927 r.  - co można wyczytać po numerze seryjnym z katalogów dostępnych w internecie austriackiej firmy Bösendorfer. Zdaniem renowatorów może być wart 10-15 tys. zł.  

'Jesteś chorym draniem!'

Jean-Claude Gattlenem pytany o sprawę zareagował emocjonalnie. 'Nie wiem, skąd biorą się twoje głupie i bezpodstawne wnioski!', 'Pomyśl przez chwilę, zanim coś powiesz!', 'Nie wiem, kim Pan jest, co Pan robi i szczerze mówiąc, mam to gdzieś', 'Masz poważną wadę wzroku i musisz pilnie udać się do okulisty', 'Przestańcie mi zawracać głowę', 'Jesteś chorym draniem' - odpisywał na pytania WP.pl. 

Pokazał tez ogłoszenie, za pomocą którego próbował sprzedać fortepian. 'A w nim nic nie zgadza się z faktami: jako datę produkcji podano 1924 r., poinformowano, że Paderewski 'grał na tym fortepianie Bösendorfer niemal do swojej śmierci w 1941 roku w swojej rezydencji w Riond-Bosson' [Paderewski wyjechał ze Szwajcarii rok wcześniej i zmarł w Stanach Zjednoczonych - red.], pomylono też markę, z którą współpracował polski mistrz: zamiast Steinwaya pojawia się Pleyel', opisuje też WP.pl.

Dodaje, że 'Gattlen pomawiał też polskich urzędników i dyplomatów, sugerując, że są odpowiedzialni za zniknięcie dokumentów potwierdzających przeszłość fortepianu'. Pytany, czy ma zdjęcia lub dokumenty na poparcie swojej wersji historii instrumentu, zakończył rozmowę: 'Nie odpowiadam na pytania! Krótko mówiąc, mam cię w dupie'.

Dyrektor Instytutu Myśli Politycznej zapowiada teraz złożenie zawiadomienia do prokuratury. 

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty.  Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>