,
Obserwuj
Świat

Popularne seriale zgotowały im piekło. Do tych miejsc lepiej nie jechać

Wyborcza Opole
4 min. czytania
12.02.2025 20:15
Popularne seriale oraz zdjęcia znajomych w mediach społecznościowych są teraz głównym wyznacznikiem wakacyjnych kierunków i wysyłają nas do turystycznych piekieł. To m.in. Barcelona, Wenecja czy Dubrownik. Temu ostatniemu piekło zgotowała "Gra o tron". Na turystyczną falangę szykuje się właśnie Tajlandia, "bohaterka" trzeciego sezonu serialu "Biały lotos".
|
|
fot. Bartosz KRUPA/East News

 

  • Ubiegły rok dla wielu miejsc na świecie okazał się być najlepszy turystycznie od lat;
  • Badania pokazują, że jeździmy tam, gdzie jeżdżą nasi znajomi oraz tam, gdzie rozgrywa się akcja ulubionych seriali;
  • W poniedziałek premiera trzeciego sezonu 'Białego lotosu', który - po Hawajach i Sycylii - pokazuje Tajlandię;
  • Prawdziwe piekło - po serialu 'Gra o tron' - wciąż przeżywa Dubrownik;
  • Których miejsc jeszcze lepiej unikać? Na dole lista.

 

Wraca popularny "Biały Lotos" (premiera odbędzie się 17 lutego). W trzeciej serii autorzy serialu znów wyślą bohaterów na wakacje w konkretne miejsce. I to może mieć konkretne konsekwencje, bo aż 70 procent ankietowanych przedstawicieli millenialsów i generacji Zet twierdzi, że przy wyborze kierunku podróży inspiruje się hitowymi produkcjami telewizyjnymi. Większy wpływ na wybór celu wakacji mają tylko media społecznościowe i zdjęcia umieszczane tam przez rodzinę czy znajomych.

Innymi słowy - jeździmy tam, gdzie jeżdżą nasi znajomi oraz tam, gdzie rozgrywa się akcja ulubionych seriali. Zwłaszcza takich, gdzie akcja toczy się na tyle wolno, by można było podziwiać krajobrazy. Jaskrawym tego przykładem jest miasto na południu Europy, któremu jeden z najpopularniejszych seriali wszechczasów zgotował prawdziwe piekło.

Piekło w Dubrowniku po "Grze o tron"

To "Gra o tron" i chorwacki Dubrownik. Serial napędził miastu tylu turystów, że w wąskich uliczkach starówki ustawiały się kolejki do przejścia. W zabytkowej części wprowadzono nawet zakaz używania walizek na kółkach. Ciągnięte przez turystów po bruku wydawały trudny do zniesienia hałas. A to tylko jedno z mniej radykalnych ograniczeń.

By zmniejszyć liczbę zwiedzających w centrum, będą obowiązywać limity wjazdów taksówkami i autobusami turystycznymi. Zamiast 9 tysięcy obecnie - tylko 700. Chorwacki Dubrownik walczy w ten sposób o życie po załamaniu się pod ciężarem filmowej sławy. I mógłby udzielać rad miastom, które dopiero zaczynają karierę. Jak brytyjskie Bath, które przeżywa najazd po zagraniu w "Bridgertonach" oraz hawajskie Maui czy sycylijska Taormina, w których kręcono pierwszą i drugą część "Białego Lotosu". W obu miejscach ruch turystyczny po premierze serialu wzrósł o 20 procent. Tego samego spodziewa się bohaterka trzeciej serii - Tajlandia.

'Biały lotos' tym razem w Tajlandii

Tajlandia najmocniej liczy na frekwencję w ośrodkach najbardziej luksusowych, gdzie za jedną noc trzeba zapłacić równowartość nawet 5 tysięcy złotych. I wszystko wskazuje na to, że się nie przeliczy. Bo liczba rezerwacji turystycznych w jednej z popularnych tajskich agencji turystycznych już w styczniu wzrosła ponad trzykrotnie. Średnia zapewne będzie gorsza, ale tłumy będą. A wraz z nimi wróci nadzieja na finansowym sukces sprzed pandemii, którego wciąż nie udaje się Tajlandii powtórzyć.

Dla potencjalnych gości - nie tych w ultraluksusowych hotelach - to powrót tłoku i hałasu. Czyli zstąpienie do turystycznych piekieł w tropikalnym raju. I dlatego teraz krótka lista miejsc, które z tych właśnie powodów może należy wykreślić z listy podróżniczych marzeń?

Turystyczne piekło. Tych miejsc lepiej unikać

Absolutny globalny numer jeden: Bali. Indonezyjska wyspa nie radzi sobie z turystyczną inwazją. Liczba gości wzrosła w ubiegłym roku o 20 procent. Choć nie ma jeszcze ostatecznych danych, był to prawdopodobnie najlepszy rok ostatniej dekady, a możliwe, że także tego wieku. Ale jest też druga strona medalu. Doceniane za piękno przyrody i rajskie plaże Bali nie nadąża z utrzymaniem czystości. Przez najbardziej popularne okolice przetacza się plastikowa apokalipsa. Rzekami do morza płyną dziesiątki tysięcy ton śmieci. Te zbierają się potem na kultowych plażach, o których coraz trudniej powiedzieć, że są rajskie. Dodatkowo w najpopularniejszych miejscowościach na wąskich uliczkach stoją wieczne korki złożone z taksówek, a w powietrzu unosi się smród spalin. Jest też coraz drożej.

Tu uciekniesz od zimy. Tanie loty i widoki jak z pocztówki

Numer dwa - europejski krąg piekielny, a w nim miasta: Amsterdam, Barcelona, Wenecja i Lizbona. W tej ostatniej już niemal dwie trzecie wszystkich wynajmowanych nieruchomości to mieszkania wakacyjne. Cena ich najmu w ciągu ostatnich 10 lat wzrosła o 70 procent. Miasto nie radzi sobie z ruchem turystycznym, a lizbończyków nie stać na mieszkanie.

Numer trzy - rajska wyspa Koh Samui należąca do Tajlandii, czyli serialowa sceneria, która właśnie czeka na turystyczną falangę. Wyspa nie nadąża z przerobem śmieci, więc składuje je na razie poza zasięgiem wzroku majętnych turystów płacących za pobyt w butikowych ośrodkach dziesiątki tysięcy dolarów. Składuje, bo nie nadąża z wywozem. Odpadów jest za dużo, możliwości transportu za mało. Rozwiązania na razie brak, a tu szykuje się kolejna turystyczna inwazja.

Numer cztery - Mount Everest. Za niemałe pieniądze organizowane są wycieczki na szczyt, które cieszą się dużym zainteresowaniem. Turystyczna popularność zmieniła - niestety - obóz himalajski u podnóża Everestu w wielkie śmietnisko.

I ostatnie dwa miejsca - meksykańska Oaxaca i japońskie Kioto. W tym drugim sprawa z turystami stała się tak poważna, że Japończycy urządzili specjalny system dostarczania bagaży do hoteli - żeby turyści nie blokowali walizkami komunikacji miejskiej. Na ulicach postawiono też znaki ostrzegające przed prześladowaniem gejsz spieszących do pracy w pełnym makijażu i tradycyjnym stroju. Dla turystów zamknięto część uliczek w zabytkowej dzielnicy, bo biegali stadnie z aparatami za Japonkami w kimonach i próbowali filmować bez zgody. Japonia zamyka nie tylko miasta. Zamknęła na przykład swobodne wejście na górę Fuji. Za wstęp trzeba teraz zapłacić 13 dolarów od osoby i zarezerwować bilet, których jest tylko cztery tysiące dziennie.

Rekordowy rok w turystyce

Europa, Bliski Wschód i Afryka mogą zaliczyć ubiegły rok do najlepszych turystycznie w historii. Większość najpopularniejszych celów podróży zaliczyła rekordy. Europę zwiedzało więcej ludzi niż przed pandemią. W kategorii największego skoku popularności pierwsze miejsce zajęły tutaj Albania i Serbia. W kategorii największych zysków - Hiszpania, Francja i Włochy. Na ten rok Światowa Organizacja Turystyczna zapowiada jeszcze większy ruch turystyczny.