Przełomowa uchwała SN. "Dzisiaj wszystko już jest jasne, jutro nikt nie może powiedzieć, że nie wiedział, nie rozumiał"

- Sąd Najwyższy wytyczył pewną granicę. Dzisiaj wszystko już jest jasne, jutro nikt, także sędzia, nie może powiedzieć, że nie wiedział, nie rozumiał - mówił na antenie TOK FM Piotr Gąciarek. Sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie komentował na gorąco przełomową uchwałę trzech połączonych izb Sądu Najwyższego.
Zobacz wideo

Trzy połączone izby Sądu Najwyższego odpowiedziały na pytanie prawne I Prezes SN. Chodziło o ustalenie, czy sędziowie powołani na stanowiska przy udziale nowej Krajowej Rady Sądownictwa są uprawnieni do orzekania. Sąd Najwyższy stwierdził, że składy sędziowskie z ich udziałem są nienależycie obsadzone. Ale zaznaczył, że uchwała zaczyna obowiązywać od piątku (24 stycznia). A to oznacza, że utrzymane zostają orzeczenia wydane przez nich do tej pory. 

O to, co powinni, a czego nie powinni od jutra robić sędziowie powołani na stanowiska przy udziale nowej KRS, Paweł Sulik pytał Piotra Gąciarka, sędziego Sądu Okręgowego w Warszawie, członka Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia". - Jeżeli od jutra wydadzą wyrok, to ten wyrok będzie mógł być zaskarżany ze względu na niewłaściwą obsadę. Tak naprawdę ci sędziowie nie powinni orzekać. Tak ja rozumiem tę uchwałę. Otwarta jest droga do podważania wyroków takich sędziów - tłumaczył, podkreślając, że to komentarz na gorąco, bez głębokiej analizy uchwały SN. 

Zgodził się przy tym ze stwierdzeniem sędziego Włodzimierza Wróbla, który przyznał, że to, iż wyroki są ważne, to cena, którą musimy zapłacić. - Sędziowie polscy, Sąd Najwyższy, wymiar sprawiedliwości płacą rachunek za błędy popełnione przez polityków. To oni zafundowali nam ten bałagan. A Sąd Najwyższy, kierując się odpowiedzialnością za pewną stabilność, pewność prawa, podjął taką uchwałę - przyznał. Sędzia Gąciarek mówił, że być może on sam wolałby, by ta uchwała była bardziej radykalna, ale przyjmuje ją z pokorą i uznaje, że od teraz wie, jak jest. Jego zdaniem, dzisiejsza uchwała wytacza pewną granicę, dzięki której "wszystko jest jasne i nikt już nie może powiedzieć, że nie wiedział, nie rozumiał". 

Przypomniał również analogię historyczną, o której, być może, mało kto wie. - W 1945 roku zastanawiano się, co zrobić z wyrokami wydanymi przez sądy pod nadzorem Niemców w Generalnej Guberni w sprawach cywilnych. Bo te sądy działały. Uchwalono prawo, niegłupie wtedy - dano rok stronom na wznowienie postępowania, ale uznano, że te wyroki są co do zasady ważne. Jest to pewien kompromis - mówił. 

Pytany o to, jakich ruchów możemy się spodziewać po Ministerstwie Sprawiedliwości, odpowiedział, że nasza wyobraźnia nie jest w stanie tego przewidzieć. Resort wydał tymczasem komunikat, w którym pisze, że "uchwała Sądu Najwyższego została wydana z rażącym naruszeniem prawa", jest więc z mocy prawa nieważna.

Co zrobią sędziowie?

Z kolei Ewa Siedlecka, dziennikarka "Polityki", oceniła, że Sąd Najwyższy uchwałą próbuje regulować chaos, który powstał w polskim systemie sądowniczym. - Dał sędziom narzędzie i teraz pytanie, jak oni będą z tego korzystali. To wskazówka także dla stron. Pewnie jedni będą stosować ten wentyl bezpieczeństwa, a inni nie - mówiła dziennikarka. Podkreślała jednocześnie, że choć uchwała SN nie wiąże wszystkich sądów, to jednak może być traktowana przez nie jako "najważniejszy drogowskaz". - Taką uchwałę w prawie pełnym składzie SN można pominąć, ale byłoby to niebywałe - dodała. 

Więcej o:

DOSTĘP PREMIUM