Na zbożu z Ukrainy zarabiają ludzie związani z PiS-em. "Trzeba doić państwo". Ekspertka o "DNA Zjednoczonej Prawicy"
Firmy, które sprowadzają zboże z Ukrainy, są powiązane z członkami Prawa i Sprawiedliwości - poinformowała w środę Wirtualna Polska. Na liście, do której dotarł portal, znajduje się m.in. spółka Wipasz, której prezesowi miał doradzać ówczesny poseł PiS Marek Zagórski. W artykule autorstwa Szymona Jadczaka pada także nazwa spółki Cedrob, której prezes przynajmniej do 2022 roku był członkiem partii rządzącej, a przy okazji jest przyjacielem premiera Mateusza Morawieckiego. Jest też kontrolowany przez Krajową Grupę Spożywczą Elewarr, który świadczył usługi przeładunkowe dla jednej z firm importujących zboże ze Wschodu.
To kolejna odsłona afery dotyczącej ton zalegającego w polskich magazynach zboża z Ukrainy. Gwałtownie spadające ceny towaru poskutkowały protestami rolników. Przed świętami doszło do zmiany na stanowisku ministra rolnictwa. Henryka Kowalczyka zastąpił Robert Telus, który zaczął od jeżdżenia po kraju i zapewnianiu rolników, że problem z ukraińskim zbożem zostanie rozwiązany, zwoływania posiedzeń sztabu kryzysowego.
Ale rolnicze protesty nie wygasły. Praktycznie codziennie odbywają się blokady. W środę rolnicy próbowali zablokować przejazd ukraińskiego zboża w Hrubieszowie. Policja i Straż Graniczna nie wpuściły protestujących na tory.
'Nie mamy juź na chleb'. Rolnicy chcieli blokować pociąg ze zbożem, wkroczyła policja
PiS jak "zawodnik na sterydach"
Prof. Anna Pacześniak przypomniała w "Poranku Radia TOK FM" słowa premiera, który w kontekście 500 plus mówił: "Nie było naszego przyzwolenia na okradanie Polski przez VAT-owskie mafie i różnych cwaniaków". - Okazuje się, że tych kilkunastu cwaniaków jest powiązanych z PiS - mówiła politolożka z Uniwersytetu Wrocławskiego, komentując doniesienia o firmach, które zrobiły interes na zbożu z Ukrainy.
- Przyzwyczailiśmy się do tego, że to już jest swego rodzaju DNA Zjednoczonej Prawicy: tam, gdzie można czerpać profity z tego, że jest się u władzy, albo blisko władzy, to trzeba doić państwo - komentowała.
Ekspertka działania PiS nazwała "kanibalizacją państwa". - Te osiem lat sprawiło, że upartyjnienie państwa poszło naprawdę bardzo daleko. I od razu trzeba sobie powiedzieć, że to nie jest prawdą, że tak się dzieje w całej Europie - zaznaczyła w rozmowie z Maciejem Głogowskim.
Według drugiej z komentatorek "Poranka Radia TOK FM", za rządów Prawa i Sprawiedliwości mamy do czynienia z "formą reżimu hybrydowego". - Mamy pozór demokratycznej gry, ale istotą tego systemu jest to, że jedna siła rządząca jest w tej grze uprzywilejowana w sposób niespotykany, w dobrze funkcjonujących demokracjach. To taki zawodnik na sterydach, dla którego nie ma żadnej realnej kontroli antydopingowej. Wszyscy wiedzą, że jest na sterydach, ale nie można go w żaden sposób zdyskwalifikować - oceniła politolożka z Uniwersytetu Warszawskiego.
Rząd "umoczy" protestujących rolników?
Czy uda się rozliczyć rządzących za sprawę ukraińskiego zboża, które miało tranzytem przejeżdżać przez Polskę, a ostatecznie trafiło do polskich firm i na nasz rynek. - Komisja śledcza nie powstanie i nawet nie wiem, czy to jest miejsce dla komisji śledczej. Jeden minister rolnictwa już odszedł, drugi dopiero rozpoczął swoje urzędowanie. Czy będzie na ten temat wielka debata, czy choćby informacja rządu w Sejmie? Czego mamy oczekiwać? - pytał Maciej Głogowski.
Zdaniem prof. Anny Pacześniak na razie trudno się spodziewać w tej sprawie "zwrotu akcji". Ponieważ - jak stwierdziła - problem zostanie przez obóz władzy "rozwodniony i rozmydlony" tak, jak wszystkie poprzednie afery. - Będzie chodziło choćby o to, żeby pokazać, iż nie tylko ludzie związani z rządzącymi, ale na przykład rolnicy, którzy teraz biorą udział w protestach, też są "umoczeni" w aferze. Takie informacje na pewno się pojawią - uważa politolożka.
Nawet jeżeli sprawa zboża z Ukrainy nie odbije się znacząco na poparciu dla PiS-u, to tematu nie uda się do końca wyciszyć. - Latem będą kolejne problemy. Okaże się, że magazyny dalej są pełne i rolnicy nie mogą sprzedać swojego zboża, co sprawi, że nie da się tego łatwo wyciszyć. A to będzie wpływało również na nastroje ludzi, którzy nie mieszkają na wsi, a na przykład są konsumentami. I wtedy może się okazać, że sympatie wobec PiS-u, który twierdzi, że przychyla nam nieba, zaczną się przesuwać - argumentowała.
"Jest to rzecz do potraktowania niezwykle poważnie"
Zdaniem prof. Wojciuk afera z ukraińskim zbożem to dla opozycji "materiał z dużym potencjałem". Ale sprawa wymaga od polityków z opozycji "ciężkiej pracy". A jeżeli opozycja uzna ten "materiał" za zbyt słaby?
- W nadchodzących miesiącach lepszego już chyba nie będzie - uważa politolożka. Gościni TOK FM dodała, że dzięki tej aferze przeciwnicy PiS-u mogą dotrzeć do nowej i ważnej grupy wyborców. - Jest to szansa na przedarcie się do tych segmentów elektoratu, które są mocno przekonane do tego, że partia rządząca jest najlepszym wyborem. Jest to rzecz do potraktowania niezwykle poważnie - przekonywała ekspertka z Uniwersytetu Warszawskiego.
W środę 12 kwietnia Prokuratura Okręgowa w Zamościu wszczęła śledztwo w sprawie oszustwa przy zakupie 1025 ton zboża za ponad 1,5 mln zł. Kupujący ziarno nie wiedzieli, że zamiast zboża krajowego sprzedano im pszenicę techniczną z Ukrainy. - Pokrzywdzone są trzy spółki, które kupiły zboże na terenie powiatu hrubieszowskiego. Śledztwo dotyczy oszustwa o znacznych rozmiarach - powiedziała prokurator Anna Rębacz w rozmowie z reporterką TOK FM.