Dymisje generałów osłabią morale? "Nie tylko liczba żołnierskich butów decyduje o obronności"
Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Rajmund Andrzejczak oraz Dowódca Operacyjny gen. Tomasz Piotrowski podali się do dymisji. Prezydent Andrzej Duda jeszcze we wtorek po południu powołał ich następców.
Jak przypomniał na antenie TOK FM prof. Bogusław Pacek, to nie pierwsze trzęsienie ziemi w polskim wojsku po dojściu do władzy Prawa i Sprawiedliwości. - Po 2015 roku do dymisji podali się wszyscy szefowie sztabów generalnych, których mieliśmy - gen. Mieczysław Gocuł (pod koniec stycznia 2017 roku - red.), gen. Leszek Surawski (w czerwcu 2018 roku - red.), a teraz gen. Rajmund Andrzejczak. Każdy z nich był jeszcze na wiele lat przed osiągnięciem pełnych uprawnień emerytalnych - podkreślił generał dywizji w stanie spoczynku, dyrektor Instytutu Bezpieczeństwa i Rozwoju Międzynarodowego oraz wykładowca Uniwersytetu Jagiellońskiego.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Gość "A teraz na poważnie" podkreślał, jak ważni dla polskiej obronności są Szef Sztabu Generalnego oraz Dowódca Operacyjny, których nasze wojsko zostało pozbawione. - Szef Sztabu to kardynał systemu obronnego, pierwszy żołnierz państwa, który wchodzi w skład systemu obronnego NATO i jest potencjalnym pierwszym żołnierzem branym pod uwagę na czas wojny. Dowódca Operacyjny to ktoś, kto zajmuje szczególne miejsce, ponieważ dowodzi wszelkimi sytuacjami kryzysowymi - tłumaczył prof. Pacek i dodał, że zarówno Andrzejczak, jak i Piotrowski "cieszą się w armii bardzo dużym autorytetem".
Rakieta pod Bydgoszczą. 'Początek, ale nie koniec'
Napięcia pomiędzy wojskowymi najwyższego szczebla a szefem Ministerstwa Obrony Narodowej Mariuszem Błaszczakiem opinia publiczna mogła obserwować już od jakiegoś czasu. Pierwszym jaskrawym przykładem był incydent z grudnia zeszłego roku, związany z rosyjską rakietą, znalezioną w lesie pod Bydgoszczą, za który to minister obarczył winą gen. Piotrowskiego. - Myślę, że to był początek, ale nie koniec - ocenił rozmówca Mikołaja Lizuta.
Później - w sierpniu - doszło to wypadku z udziałem śmigłowca Black Hawk, który podczas pikniku wojskowego (będącego w istocie piknikiem wyborczym wiceszefa MSWiA Macieja Wąsika) zahaczył o linię energetyczną, wzbudzając popłoch wśród uczestników. - Te wszystkie wiece, pikniki były zawsze, ale nigdy tak bardzo nie służyły jednej partii - zwrócił uwagę gen. Pacek.
Najnowszym przykładem jest wrześniowy spot wyborczy, w którym Mariusz Błaszczak, ujawniając tajny Plan Użycia Sił Zbrojnych RP, stwierdził, że "rząd Tuska w razie wojny był gotowy oddać połowę Polski". W podobny sposób przedstawił to pracownik TVP Michał Rachoń podczas poniedziałkowej debaty wyborczej. - Podczas debaty to wybrzmiało nie jako pytanie, ale jako teza. Przecież Andrzejczak i Piotrowski służyli w tej samej armii, którą oskarża się o to, że nie chciała bronić Polski do samej Wisły. To nieprawda. Andrzejczak i Piotrowski dobrze wiedzą, że nigdy nie było tak, że polski żołnierz nie chciał bronić każdego centymetra swojego państwa - komentował wojskowy w TOK FM.
'Bezpieczna Przyszłość Polaków'? Prof. Pacek: Po czynach ich poznacie
Czy to właśnie wczorajsza debata skłoniła generałów do podjęcia decyzji o dymisji? Tego nie wiadomo. - Jakaś kropla przelała czarę goryczy i pewnie dowiemy się tego od samych generałów. Oby nie było tak, że za nimi pójdą kolejni. Trzeba pilnie wyciągnąć z tego wnioski - powiedział dyrektor Instytutu Bezpieczeństwa i Rozwoju Międzynarodowego.
Prof. Bogusław Pacek ma wątpliwości co do tego, czy trzęsienie ziemi w polskim wojsku będzie miało znaczący wpływ na wynik wyborów. Wskazał natomiast, na co z pewnością wpłyną dymisje Andrzejczaka i Piotrowskiego. - To będzie miało wpływ na polski system obronny i na morale. Nie tylko liczba par żołnierskich butów decyduje o potencjale obronności państwa, ale i jakość armii, czyli dobrze przygotowani dowódcy - wskazał ekspert.
Hasło wyborcze Prawa i Sprawiedliwości to "Bezpieczna Przyszłość Polaków". Jednak, jak gorzko stwierdził gen. Pacek, nie ma ono zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością. - Nie po słowach, ale po czynach ich poznacie. Deklaracje są duże, a zakupy są ogromne, ale prawdą jest też to, że jednej rakiety nie mogliśmy znaleźć przez całe tygodnie, o drugiej nie było wiadomo, kto ją wystrzelił, a na koniec dwóch generałów podało się do dymisji. Więc mniej słów, a więcej czynów to ważna przesłanka dla polskiego systemu obronnego - podsumował gość TOK FM.