Zaskakujące wyznanie farmaceutki. Chodzi o tabletkę "dzień po"
Od 1 maja mogą sprzedawać tzw. tabletki "dzień po" dla osób od 15. roku życia. Jak informuje Narodowy Fundusz Zdrowia, od początku pilotażu zrealizowano ponad 1500 takich usług. - Trudno jednoznacznie zinterpretować te dane. Gdyby odnieść się do całkowitej liczby recept wystawionych konkretnie na Uliprystal, czyli 250 tys. tylko w 2022 roku, to 1500 nie jest dużo - mówiła w "Pierwszym Programie" w TOK FM farmaceutka Paulina Front.
Gościni Wojciecha Muzala podkreśliła, że to dopiero początek. - Wnioskowanie oraz podpięcie się do tego pilotażu to nie był proces, który załatwia się w jeden dzień, więc część aptek miała w związku z tym problemy typowo formalne. Miejmy jednak na uwadze, że ta liczba oznacza półtora tysiąca kobiet, które nie bały się zapytać w aptece o antykoncepcję awaryjną, co zdecydowanie jest plusem - tłumaczyła Front i dodała: myślę, że to dopiero początek, a wraz z trwaniem programu liczba pacjentek będzie wzrastać.
Posłuchaj całej audycji
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Farmaceutka o antykoncepcji awaryjnej: Działamy zgodnie z prawem
Dla kontekstu warto przypomnieć, że prezydent Andrzej Duda zawetował ustawę, która dotyczyła tabletki "dzień po". Stąd pomysł rozporządzenia MZ w tej sprawie. Farmaceutka zwracała też uwagę, że wejście pilotażu w życie stanowi też niepodważalny dowód, że apteki mogą takie recepty wystawiać i nikt nie zakwestionuje tego, że jest to samodzielna ordynacja aptekarzy.- To duże zabezpieczenie farmaceutów, zarówno w wymiarze prawnym i psychologicznym, że nie popełnia się jakiegoś wykroczenia względem osób niepełnoletnich. Swoją drogą przyznam szczerze, że nie miałam jeszcze ani jednej nastolatki. Grupa wiekowa 15-18 była przedstawiana jako ta najwrażliwsza w kontekście tego pilotażu, tymczasem z moim obserwacji wynika, że tabletka "dzień po" jest używana właśnie awaryjnie, głównie przez osoby dorosłe - tłumaczyła Front.
Kościół się wściekl. Znowu. 'Nie da się poważnie rozmawiać'
Prowokacje w aptekach
Prowadzący Pierwszy Program Radio TOK FM" zapytał farmaceutkę, w jakiej atmosferze przebiega jej praca, w kontekście różnych nastrojów społecznych względem antykoncepcji.
- Początek pilotażu sprzed kilku tygodni był rzeczywiście gorący, ze względu na pojawianie się prowokacji z obydwu stron spektrum. Naprawdę nikomu nie jest potrzebne, aby ktoś przychodził i próbował wyciągnąć od nas ten lek, nie udzielając nam żadnych odpowiedzi na pytania, a jednocześnie chcąc nas potępić za to, że chcemy go wydać. Jest to dla mnie o tyle dziwne, ponieważ my, farmaceuci, postępujemy zgodnie z medycznymi wytycznymi oraz zaleceniami ministerstwa zdrowia - przekonywała Front.
- Naprawdę nie potrzebujemy przesłuchiwać nikogo z intymnych detali z prywatnego życia. Wokół tych tabletek urosło tak wiele mitów i legend, że czasami więcej czasu zajmie nam rozwianie czyichś wątpliwości oraz wytłumaczenie, że substancja nie zagraża życiu, niż sama ankieta dot. okoliczności - dodała.
Muzal zacytował kilka wypowiedzi prawicowych aktywistów - popartych przez prezydenta Dudę - jakoby rozporządzeniem ministra nie można wprowadzać takich regulacji i że to będzie nielegalne. Farmaceutka przyznała, że zasięgnęła rady prawnika czy w związku z sytuacją mogą grozić jej realne konsekwencje prawne.
- Stanowisko prawników jest jasne: decyzja Ministerstwa Zdrowia powoduje, że działamy zgodnie z prawem, nawet jeżeli wydamy lek osobie niepełnoletniej bez pisemnej zgody rodzica. Jedyną okolicznością, w której farmaceuta mógłby zostać pociągnięty do odpowiedzialności byłyby komplikacje zdrowotne po spożyciu tabletki, ale warto podkreślić, że po to przeprowadzany jest ten wywiad poprzedzający wydanie tabletki, aby wykluczyć takie możliwości - podsumowała Front.