,
Obserwuj
Polityka

Minister bez litości dla PKW. "Wrócili z wyprawy na Marsa?"

Jacek Stawiany, PAP
3 min. czytania
30.07.2024 13:50
Co zrobi PKW w sprawie Prawa i Sprawiedliwości? - Po tygodniach przekazywania setek stron dokumentów, którymi PKW dysponuje, otrzymujemy pismo: "Panie premierze, były jakieś przestępstwa wyborcze czy nie?". Myślałem, że ktoś odrywa się od rzeczywistości - komentował w TOK FM min. Maciej Berek.
|
|
fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Wyborcza.pl

Państwowa Komisja Wyborcza w środę podejmie decyzje ws. sprawozdań komitetów wyborczych z jesiennych wyborów parlamentarnych. Praca PKW przykuwa wyjątkowo dużo uwagi, z powodu wątpliwości dotyczących finansowania kampanii Prawa i Sprawiedliwości. Okazuje się, że tuż przed zakończeniem prac PKW zwróciła się do premiera Donalda Tuska o udostępnienie informacji na temat zawiadomień o przestępstwach wyborczych.

Jak poinformował szef  KPRM Jan Grabiec, Państwowa Komisja Wyborcza otrzymała obszerny i udokumentowany materiał dotyczący nieprawidłowości w finansowaniu kampanii wyborczej przez Prawo i Sprawiedliwość.

Przewodniczący komitetu stałego rady ministrów  Maciej Berek informował niedawno na portalu X, że "ministrowie oraz inne podmioty skierowały do tej pory do PKW liczone już chyba w dziesiątkach zawiadomienia o nieprawidłowościach w finansowaniu kampanii wyborczej do Sejmu i Senatu".

Jakiej decyzji spodziewa się minister? - Przede wszystkim powinniśmy zastanowić się nad tym, czego my - jako społeczeństwo - mamy prawo oczekiwać od państwa i jego organów. Poruszamy się w obszarze domysłów tego, co zrobi PKW - mówił Berek w "Poranku Radia TOK FM".

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

PKW o wyborczych wydatkach

PKW miała w sprawie dokumentów dotyczących nadużyć wyborczych zwrócić się nie tylko do premiera, ale także do Prokuratury Krajowej i Najwyższej Izby Kontroli.

- Z pisma do Państwowej Komisji Wyborczej wynika, że rząd spodziewa się, iż komisja rozpatrzy wniosek - mówił Jacek Żakowski.

- Czytając pismo, które PKW skierowała do premiera i słuchając wypowiedzi jej członków, zastanawiałem się - proszę mi wybaczyć prowokację - czy Państwowa Komisja Wyborcza i jej członkowie wrócili z długiej wyprawy na Marsa, czy inną planetę, na której nie było widać tego, co się dzieje - stwierdził gość "Poranka". - Mówimy o rzeczywistości, której każdy z nas doświadczał - podkreślił.

PiS straci miliony? Posłanka nie ma wątpliwości. 'Zła decyzja'

Żakowski stwierdził, że PKW musi działać na dokumentach. - Dlatego prowadzi postępowanie. Ona ma prawo - i obowiązek, skoro tego potrzebuje - żądać konkretnych informacji, domagać się wyjaśnień. Od każdej instytucji, organu - odpowiadał Berek.

- Po tygodniach przekazywania setek stron dokumentów, którymi PKW dysponuje, otrzymujemy pismo od przewodniczącego do premiera. "Panie premierze, a właściwie to były jakieś przestępstwa wyborcze czy nie?" - ironizował polityk. - Jak to czytałem, myślałem, że ktoś gdzieś odrywa się od rzeczywistości - ocenił.

'Reguły finansowania nie były przestrzegane'

Żakowski postawił hipotezę, że "nigdy nie było takiej skali naruszeń, może nie mają aparatu, żeby to przerobić". - Bardzo możliwe. Dlatego przepisy kodeksu wyborczego mówią, że PKW może zasięgać opinii i ekspertyz - odparł Berek.

Zdaniem gościa TOK FM, "dziesiątki milionów złotych pompowane są w agitację prowyborczą". - My jako państwo potencjalnie reprezentowane przez PKW mówimy "nie jesteśmy w stanie nic z tym zrobić". To będzie porażka państwa - podkreślił.

Czy Berek wierzy, że PKW zakwestionuje sprawozdanie PiS? - Materiały, jakie znam, nie pozostawiają wątpliwości co do tego, że reguły finansowania nie były przestrzegane - powiedział po chwili ciszy. Poprosił też, żeby zwolnić go "z próby przewidywania przyszłości".