Oni już wpłacili pieniądze dla PiS. "Nawet nie czekałem na apel prezesa"
W czwartek Państwowa Komisja Wyborcza odrzuciła sprawozdanie finansowe komitetu wyborczego Prawa i Sprawiedliwości. Łączna suma nieprawidłowości, jakie wskazano, to 3,6 mln zł. Na mocy decyzji dotacje dla PiS będą pomniejszone o około 10 mln zł, ugrupowanie może też stracić subwencję na trzy lata.
Prezes partii Jarosław Kaczyński nazwał decyzję PKW 'skandaliczną' i zachęcił członków i sympatyków PiS do wpłat na konto ugrupowania. Wskazał też, posłowie i senatorowie mają wpłacać minimum 1 tys. zł miesięcznie, a europosłowie - 5 tys. zł miesięcznie. Skarbnik partii Henryk Kowalczyk w środę na antenie Polskiego Radia ujawnił, że do wtorkowego południa dokonano 27 tys. wpłat na łączną kwotę 3,75 mln zł.
"Przewidziałem, o jaką kwotę będzie apelował pan prezes"
- Wpłacił pan już tysiąc złotych na konto Prawa i Sprawiedliwości, o co apelował prezes PiS po decyzji PKW? - pytał w "Poranku Radia TOK FM" Maciej Kluczka. Jego gościem był Paweł Szrot, poseł PiS, były minister w kancelarii prezydenta.
- Wpłaciłem, nawet nie czekając na apel pana prezesa Jarosława Kaczyńskiego - właściwie od razu w czwartek, po skandalicznej i niezgodnej z prawem decyzji Państwowej Komisji Wyborczej. Nawet przewidziałem, o jaką kwotę będzie apelował pan prezes, bo wpłaciłem dokładnie tyle - pochwalił się polityk w TOK FM.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Dopytywany, dlaczego zbiórka jest już prowadzana, skoro PiS zapowiedział, że odwoła się od decyzji PKW do Sądu Najwyższego, wskazał: "Prowadzimy działania na różnych kierunkach". - To decyzja strategiczna. Takie wezwanie pozwoli wywołać dynamikę społeczną, stworzyć wręcz ruch społeczny. Sumy, które już zebrano w ciągu paru dni, świadczą o tym, że plan się w stu procentach udał - podkreślał gość Macieja Kluczki.
Szrot powiedział jednak, że nawet gdyby PiS wygrał batalię z PKW, środki ze zbiórki nie zostaną zwrócone. - Myślę, że ludzie, którzy nam wpłacali pieniądze, nie wpłacali ich pod warunkiem, że decyzja zostanie utrzymana - zaznaczył.
Politycy wpłacają, bo muszą?
Na konto partii pieniądze wpłaciła także była premier Beata Szydło. Pytana przez Roberta Mazurka w RMF FM, czy przelała już wymagane dla europosłów 5 tys. zł, odparła: "Wpłaciłam dużo więcej w tym roku".
- Znam swoje obowiązki i oczywiście wspieram swoją partię. (...) To dobry moment, żeby się zjednoczyć wokół partii. To na tę chwilę jedyna partia opozycyjna, która może wygrać wybory i odsunąć od władzy ekipę, która rządzi aktualnie - mówiła Szydło.
I rzeczywiście - z rejestru wpłat opublikowanego na stronie partii wynika, że była premier wpłaciła na konto partii 100 tys. zł. Podobnie jak jej mąż - Edward, który dokonał w tym roku dwóch wpłat po 50 tys. zł każda. Co ważne - w momencie, gdy piszemy ten tekst, rejestr opisuje wpłaty dokonywane do 1 lipca. Nie rejestruje więc okresu po konferencji prezesa i wystosowanym przez niego apelu.
Wpłata wysokości 100 tys. zł zapisana jest także m.in. przy nazwisku Daniela Obajtka, Anny Zalewskiej czy Patryka Jakiego.
Już po wystąpieniu prezesa Kaczyńskiego przelewem na kwotę 1 tys. zł pochwaliła się w serwisie X posłanka Dominika Chorosińska, ministra kultury i dziedzictwa narodowego w dwutygodniowym rządzie Mateusza Morawieckiego. Udostępniła screen potwierdzający przelew i napisała: "WspieramPolskę".
"To moja prywatna sprawa"
O finansową pomoc dla Prawa i Sprawiedliwości zapytaliśmy także znanych sympatyków tej partii.
Satyryk Jan Pietrzak nie chciał nam zdradzić, czy przelał środki. Zaznaczył, że to jego prywatna sprawa, na co wydaje pieniądze. - Niech pan dba o własne - dodał.
Podobnie mówił były poseł i były europoseł partii (w tym roku nie udało mu się dostać do PE) Ryszard Czarnecki w rozmowie z Money.pl: "Nie będę udzielał odpowiedzi na takie pytanie. To moja sprawa, jestem osobą prywatną".
Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny Telewizji Republika i "Gazety Polskiej", pytany o wpłatę na konto, zrewanżował się jedynie pytaniem: "A pan?".
Aktor Jerzy Zelnik w przeszłości popierał otwarcie PiS, ale - jak mówi Tokfm.pl - od pięciu lat nie angażuje się w politykę. - Jestem za Polską - podkreśla, wyjaśniając, że kibicuje każdej władzy.
Pieniądze jak narkotyk
- Cztery miliony w niecały tydzień to bardzo duża kwota, jak na partię polityczną. Pytanie, ile włożyli tam sami parlamentarzyści, a ile elektorat - zastanawia się dr Mirosław Oczkoś, specjalista ds. marketingu politycznego.
Pytany przez nas, dlaczego ci, którzy wcześniej wspierali PiS, dziś nie chcą przyznawać się, czy pomagają jej finansowo - odpowiada krótko: "Bo PiS jest formacją schodzącą". - Podejrzewam, że gdyby to była formacja wschodząca, Pietrzak powiedziałby: "oczywiście, wpłaciłem więcej niż mogłem" albo "więcej niż miałem" - śmieje się Oczkoś.
Ekspert zwraca uwagę jednak na coś jeszcze. - Jarosław Kaczyński na konferencji nie był załamany czy zmartwiony. [Dzięki decyzji PKW - red.] dostał paliwo polityczne. Ale w mojej ocenie to po prostu przedłużenie agonii tej partii. Kaczyński teraz mobilizuje zwolenników - mówi Tokfm.pl specjalista ds. marketingu politycznego. Czy to się uda? - PiS zawsze miało karny elektorat, który jeszcze nie wie, że wszystko jest oparte na pieniądzach. Partia wyprowadziła niesamowite ich ilości. Ale Polacy co do zasady nie są głupi - dopowiada nasz rozmówca i przyznaje, że nie przewiduje entuzjazmu, jeśli chodzi o wpłaty dokonywane przez "zwykłych" obywateli w dłuższej perspektywie.
Poza tym - zdaniem eksperta - sami politycy PiS też z jednej strony karnie wpłacają środki, ale z drugiej już tylko czekają, aż "Kaczyńskiemu noga powinie się na wyborach prezydenckich". - I wtedy zostanie on takim honorowym przewodniczącym, a ktoś inny tę masę upadłościową będzie musiał podnieść - komentuje rozmówca tokfm.pl.
Jeden z parlamentarzystów PiS mówił anonimowo Money.pl, że połowa osób z partii, przeklina apel prezesa, a druga połowa mówi, że nie chce płacić. - Nie ma naszej zgody na odpowiedzialność zbiorową - dodał polityk.
"To nie my zawiniliśmy. Robiliśmy, co prezes chciał, a oni się podorabiali" - tak w skrócie opisuje te motywacje Oczkoś. - Pieniądze są strasznym narkotykiem. Jeśli ktoś zarobił kilka milionów, to rodzi zazdrość i się nakręca. Kaczyński chciał zbudować nową klasę średnią, ale swoją, dawał stanowiska i pieniądze swoim. I z tego się bierze bunt [u tych, którzy nie zyskali - red.] - podsumowuje rozmówca tokfm.pl.