"To naprawdę fatalne". Ekspertka załamuje ręce. "Dudę trzeba uczyć, czego nie robić"
Prezydent Andrzej Duda kierował się interesem swojego obozu politycznego i chciał odwdzięczyć się Donaldowi Trumpowi za uzyskaną od niego pomoc - ocenił w wywiadzie z PAP szef MSZ Radosław Sikorski odnosząc się do informacji o spotkaniu Dudy i Trumpa, które zostało odwołane. Andrzej Duda jest już w Stanach Zjednoczonych, gdzie ma przemawiać na forum ONZ w Nowym Jorku.
'Trump uznał, że nie opłaca mu się spotkanie z Dudą'. 'Kuriozalny' pomysł prezydenta Polski
Krytycznie do postawy prezydenta w sprawach związanych z USA odnosiły się w "Poranku Radia TOK FM" ekspertki.
- Gdy usłyszałam informację, choć nie do końca potwierdzoną, że to administracja Demokratów miała interweniować w polskiej ambasadzie, żeby do tego spotkania nie doszło, to jako obywatelka Polski pomyślałam sobie, iż to naprawdę fatalne, że należy uczyć prezydenta naszego kraju, czego nie należy robić w zagranicznym kraju, gdzie toczy się kampania wyborcza - ubolewała prof. Anna Pacześniak z Uniwersytetu Wrocławskiego.
Zdaniem politolożki, takie spotkanie nie miałoby sensu. - Nawet z punktu widzenia osobistych interesów Dudy, choć on nie poleciał tam jako prywatna osoba - wskazała.
Spotkanie Dudy i Trumpa w Pensylwanii "byłoby skandalem"
Z kolei Marta Nowak z Gazeta.pl zwróciła uwagę, że do owego odwołanego spotkania miało dojść w Pensylwanii, gdzie mieszka blisko 800 tys. osób polskiego pochodzenia.
- To jeden z najbardziej niepewnych stanów w USA, więc takie spotkanie byłoby skandalem - oceniła gościni Anny Piekutowskiej.
Burza po słowach wiceministra o żołnierzach. 'Jednym wpisem załatwił tych z granicy'
Ekspertka mówiła, że według nieoficjalnych informacji, za odwołaniem spotkania stoi otoczenie Donalda Trumpa. A chodzi głównie o problemy z zabezpieczeniem okolicy tzw. amerykańskiej Częstochowy, czyli Narodowego Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej w Doylestown. Inne doniesienia wskazują, że Andrzej Duda spotka się z amerykańską Polonią, ale dopiero w październiku i to w Nowym Jorku.
- Nawet jeśli tam jakoś "przyplącze się" Donald Trump, to wszystko będzie miało już inny wymiar. Nowym Jork nie jest takim stanem, w którym te głosy mogą się w jakikolwiek sposób przechylić w stronę Republikanów - podsumowała Nowak.