Bronisław Komorowski ostrzega przed Nawrockim. "Duda też miał tę cechę"
Piątkowe prawybory w Koalicji Obywatelskiej mają wyłonić kandydata na prezydenta. Zostanie nim Rafał Trzaskowski bądź Radosław Sikorski. Były prezydent Bronisław Komorowski, który był gościem 'Poranka Radia TOK FM', przyznał, że nie bierze udziału w głosowaniu, bo nie wstąpił do partii po zakończeniu kadencji. - Serio traktuję moją deklarację z 2010 roku, że prezydent, także były prezydent lepiej, żeby był apartyjny - stwierdził. Równocześnie przyznał, że uważa obecne prawybory za pomysł dobry, który 'mógłby być bardzo dobry'.
Prawybory w KO i 'kwestia sklerozy'
- Lepiej, żeby trwało to trochę dłużej i przyniosło więcej sytuacji typu: konfrontacja w debacie - twierdził gość Jacka Żakowskiego, podkreślając pozytywną rolę prawyborów w ściągnięciu uwagi opinii publicznej i przedłużeniu kampanii wyborczej. - To dobry pomysł nie tylko z powodu bardziej demokratycznej metody wyłaniania kandydatów, ale także dlatego, że prawybory służą kandydatowi, który wygra. Jest on 2-3 tygodnie wcześniej nagłaśniany - tłumaczył.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Komorowski przypomniał, że też wygrał prawybory i jego kontrkandydatem był wtedy Radosław Sikorski. - Nie wspominam źle tych moich prawyborów - stwierdził. Dodał, że ma wrażenie, choć - jak dodał - 'może to kwestia sklerozy', że nie było jednak wtedy zbyt ostrych starć w ramach wewnętrznej kampanii. Choć w ogóle były. - Ale to dodaje pewnej wiarygodności, prawdziwości tym prawyborom - przekonywał.
Kto wygra prawybory w KO? Niewielka różnica
Zdaniem gościa TOK FM ewentualne negatywne konsekwencje prawyborów są pomijalne. - W polityce trzeba umieć odpuścić, przejść do porządku dziennego nad tym, że są jakieś tam trudniejsze sytuacje z tytułu np. przynależności do różnych rodzin politycznych - przekonywał. Choć ocenił przy tym, że Trzaskowski i Sikorski to podobni kandydaci. - Na pewno jakaś różnica jest, ale ona jest niewielka, jeśli chodzi o praktykę polityczną. I mam nadzieję, że nie będzie wielka także w praktyce już prezydenckiej, jeżeli uda się kandydatowi Koalicji Obywatelskiej wygrać te wybory - stwierdził.
Były prezydent przyznał, że po stronie KO jest duża szansa na wygraną, ale nie ma żadnej gwarancji. - Czym innym jest wygrać prawybory, czym innym być dobrym kandydatem na prezydenta, a jeszcze czym innym jest wygrać wybory - tłumaczył, po czym dodał, że jeszcze inaczej jest 'być dobrym prezydentem'. Asekurując się przed wyraźnymi deklaracjami, gość TOK FM podkreślił jeszcze jeden ważny element wyborów. - Zobaczymy, kogo PiS wystawi na kandydata prezydenckiego. Od tego będzie dużo zależało - przekonywał.
'Człowiek znikąd' kandydatem PiS na prezydenta?
- Myślałem, że będzie to pan Czarnek ze względu na to, że jest wygodniejszy, bo jest tak uskrajniony, przynajmniej taki zbudował wizerunek - tłumaczył Komorowski, przyznając, że byłaby to wtedy 'brutalna kampania', która pomogłaby utwardzić radykalny prawicowy elektorat. - Jeżeli to będzie pan Nawrocki, to myślę, że PiS będzie próbował na nowo napisać sylwetkę kandydata - przekonywał.
Komorowski wyraźnie nie był przekonany do kandydatury Nawrockiego. - Wiem, że za każdą taką postacią dosyć trudno identyfikowalną, mało znaną, zawsze się ciągnie pewne niebezpieczeństwo - wyznał, dodając, że tak widzi również obecnego prezydenta. - Też był jedną wielką niewiadomą. Czy się sprawdził? W moim przekonaniu niekoniecznie - ocenił. W jego opinii ryzyko, które wywołuje 'człowiek trochę znikąd', jest istotne. Nie wiadomo, czy w czasie sprawowania urzędu prezydenckiego będzie 'odpowiadał potrzebom Polski'.