Z masłem będzie jak z cukrem? Grabiec przekonuje: Martwią się tylko politycy PiS
PiS złożył wniosek o wotum nieufności dla ministra nauki i szkolnictwa wyższego Dariusza Wieczorka. Polityk od dawna znajduje się w centrum zainteresowania mediów. Chodzi między innymi o nieprawidłowości na Uniwersytecie Szczecińskim, o których minister dowiedział się od szefowej związków zawodowych na uczelni. Po czym przekazał jej dane i pisma rektorowi uczelni. Min. Wieczorek nie wpisał też w oświadczeniu majątkowym dwuhektarowej działki oraz wartego kilkadziesiąt tysięcy złotych miejsca garażowego. Lista afer i wątpliwości jest dłuższa.
Wieczorek pytany w Sejmie czy rozważa swoją dymisję, odpowiedział, że "wszystkie warianty są możliwe". Zastrzegł przy tym, że najpierw musi porozmawiać z liderem Nowej Lewicy, Włodzimierzem Czarzastym. Wcześniej z Czarzastym rozmawiał Donald Tusk. Z nieoficjalnych informacji wynika, że premier dał liderowi Nowej Lewicy czas do piątku na decyzję ws. kontrowersyjnego ministra.
Jak ocenił w TOK FM Jan Grabiec, nie wiadomo, czy jeszcze w tym tygodniu dowiemy się, jakie będą przyszłe losy ministra Wieczorka. - Wiem, że pan premier zaplanował rozmowę z liderem Lewicy. Jakie będą jej konkluzje... Trudno mi w tej chwili uprzedzać, co się wydarzy - mówił w "Wywiadzie politycznym" szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
Rozmówca Karoliny Lewickiej dodał, że jednym z głównych tematów rozmowy "dokończanej z początku tygodnia" jest minister Wieczorek i jego dalsze losy. Dopytywany, czy w piątek należy się spodziewać ostatecznej decyzji, czy Wieczorek zostaje, czy odchodzi, odpowiedział krótko: "Nie chcę się wypowiadać za premiera".
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
- Chcą państwo dyskutować nad wnioskiem o wotum nieufności wobec ministra, który złożył w Sejmie PiS? - dopytywała dziennikarka TOK FM.
- Ten wniosek nie ma znaczenia, bo będzie rozpatrywany dopiero za kilka tygodni - odpowiedział Grabiec, wskazując, że do tego czasu rzecz się rozstrzygnie. Nawet jeżeli decyzja nie zapadnie w najbliższy piątek. - Myślę, że stanie się to raczej szybciej niż później - podkreślił szef KPRM.
Tony masła z rządowych rezerw. "Martwią się tylko politycy PiS"
Grabiec był także pytany o interwencję rządu w sprawie cen masła. Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych ogłosiła przetarg na sprzedaż 1000 ton mrożonego masła w blokach 25 kg. W komunikacie KPRM wskazano, że powinno to przyczynić się do stabilizacji cen masła na rynku. Temat szybko podchwycili politycy PiS. Jak skomentował szef klubu PiS Mariusz Błaszczak "mamy masło za 'dychę'". - To symbol drożyzny pod rządami koalicji 13 grudnia, Donalda Tuska - ocenił były minister obrony.
- Ceny masła rosną, ma to wpływ na nasze codzienne życie i to jest problem, a nie to, co powiedzą czy napiszą politycy tej, czy innej partii - komentował gość "Wywiadu politycznego". Dopytywany o skalę interwencji, która zdaniem części ekspertów nie rozwiązuje problemu, odpowiedział krótko: "Za to wszyscy eksperci mówią o tym, że wahania na rynku mają charakter przejściowy, związany z konkretną sytuacją na giełdach światowych". - Wszystko wskazuje na to, że ceny masła będą spadały - przekonywał Jan Grabiec.
Przypomniał, że nie tak dawno mieliśmy na rynku drastyczny skok cen cukru. - Sam pamiętam, jak cukier kosztował za czasów PiS 8 zł, a dzisiaj kosztuje chyba 1,79 zł; taką cenę widziałem. Takie wahania się zdarzają - podkreślił.
Polityk Platformy Obywatelskiej dodał, że RARS nie wyjdzie na całej operacji najgorzej, bo "na pewno sprzeda masło drożej, niż je nabył". - Jeśli przyczyni się to w jakimś stopniu do zahamowania wzrostu cen, to chyba wszystko jest dobrze. Martwią się tylko politycy PiS, bo oni rzeczywiście woleliby, żeby masło drożało znacznie szybciej. A dzisiaj jest tańsze niż w Niemczech, Czechach, czy nawet na Ukrainie - wyliczał.
Jak Grabiec wskazał przy tym, że jak na razie nie są planowane podobne działania w przypadku innych produktów. - Nie ma takiej potrzeby. Z tego twierdzi Główny Urząd Statystyczny i z tego, co widzę na półkach, wynika, że ceny żywności rosną w skali roku do 5 proc. Natomiast gdyby się zdarzyło, że będzie radykalna destabilizacja na rynku, to oczywiście będziemy się nad tym zastanawiać - zapowiedział w TOK FM.