Trzaskowski będzie na poniedziałkowej debacie Republiki? Nitras się wije, mówi o "ustawce"
- W poniedziałkowy wieczór 14 kwietnia Telewizja Republika organizuje debatę kandydatów na prezydenta. Stacja Tomasza Sakiewicza nawołuje do udziału Rafała Trzaskowskiego, który nie pojawił się na poprzednim tego typu wydarzeniu Republiki w Końskich;
- Sławomir Nitras w TOK FM nie chciał odpowiedzieć na pytanie, czy kandydat KO weźmie udział w wydarzeniu. Stwierdził, że wszystko, co robi TV Republika, 'powinno być zaliczone w koszty kampanii Karola Nawrockiego';
- Polityk odpierał też zarzuty, że debata w TVP nie była oznaczona jako finansowana przez sztab Trzaskowskiego. Oskarżył też współpracowników Karola Nawrockiego o wszczynanie awantur w Końskich;
Telewizja Republika wzywa Rafała Trzaskowskiego do udziału w zaplanowanej na poniedziałek 14 kwietnia przedwyborczej debacie. Kandydat Koalicji Obywatelskiej nie stawił się na tej, współorganizowanej przez Republikę, w piątek na rynku w Końskich. Czy pojawi się w studiu stacji dziś?
Sławomir Nitras, minister sportu i turystyki, bliski współpracownik Trzaskowskiego nie chciał wprost odpowiedzieć na to pytanie. - Osiem lat żyłem w Polsce rządzonej przez PiS, kiedy TVP nie różniła się niczym od Telewizji Republika. I chciałbym, żeby pani dokładnie tyle samo czasu poświęciła na pytanie, czy świadczenia niematerialne Telewizja Republika świadczy sztabowi PiS, czy nie? Wy nas przesłuchujecie, czy nie łamiemy prawa, chociaż nie macie na to żadnych dowodów, a tam odbywa się regularna ustawka - mówił do prowadzącej "Poranek Radia TOK FM" Dominiki Wielowieyskiej.
Minister sportu dodał, że wszystko, co dzieje się w telewizji Tomasza Sakiewicza, "powinno być zaliczone w koszty kampanii Karola Nawrockiego".
Dominika Wielowieyska ponowiła pytanie, czy Trzaskowski pojawi się na debacie. - Na to pytanie nie będę odpowiadał - uciął w końcu Nitras. - A pani chodzi do Republiki? Przyjmie zaproszenie do programu Republiki? - pytał.
"Pani gdyba"
Prowadząca pytała też ministra, kto organizował piątkową debatę w Końskich prowadzoną przez dziennikarzy TVP, TVN-u i Polsat-u. - Dlaczego nie było oznaczenia, że to finansowane przez komitet wyborczy Rafała Trzaskowskiego? - dopytywała dziennikarka.
- Nie ma takiego obowiązku. Prawo mówi, że oznaczać trzeba materiały wyborcze. A jeżeli spotyka się dwóch czy pięciu kandydatów i debatuje, to nie ma takiego obowiązku - stwierdził Nitras.
Wielowieyska przypominała, że Przemysław Wipler zapowiedział kontrolę poselską w TVP, żeby sprawdzić, jakie koszty telewizja publiczna poniosła w związku z organizacją piątkowej debaty. Nitras zbywał te argumenty. - Pani gdyba. Czy pani albo Wipler ma jakąś wiedzę? - pytał.
Rozpętała się dyskusja o tym, czy debata mogła być przyjęciem wartości niematerialnych przez komitet wyborczy. Nitras stwierdził, że za taką można też uznać transmisję konwencji czy konferencji prasowej kandydata. - Pan w to nie brnie, bo transmisja to zupełnie coś innego niż udział dziennikarza w organizacji debaty - ripostowała Wielowieyska.
Debata kandydatów na prezydenta. Kto jest tchórzem?
Gość TOK FM ocenił też już, co będzie działo się przed drugą turą wyborów prezydenckich. - Wspomni pani moje słowa: nie będzie debaty na takim poziomie merytorycznym do końca kampanii, jeżeli nie odbędzie się debata w drugiej turze pomiędzy Nawrockim a Trzaskowskim. Moim zdaniem się nie odbędzie, bo Nawrocki ucieknie. Tak samo, jak w Końskich - uważa polityk KO.
Nitras opowiadał, że kiedy Trzaskowski zapraszał na piątkową debatę wszystkich kandydatów, chęć udziału od razu potwierdzili Magdalena Biejat, Szymon Hołownia, Joanna Senyszyn, Krzysztof Stanowski. - A wie pani, kiedy potwierdził pan Nawrocki? Formalnie mailowo po godz. 20, czyli po tym, kiedy inni kandydaci potwierdzili. Stchórzył Karol Nawrocki. A przypomnę, że sam wyzwał Trzaskowskiego i chciał debatować w Końskich - przypomniał.
Wielowieyska pytała o kulisy debaty i zamieszanie z wpuszczaniem gości. Rzeczniczka Nawrockiego Emilia Wierzbicki, oskarżona przez ochronę o próbę forsowania drzwi, stwierdziła, że nie życzy sobie takiego traktowania, bo jest "magistrem dziennikarstwa i rzeczniczką Karola Nawrockiego".
Według Nitrasa każdy sztab miał określoną liczbę osób, którą mógł zgłosić do udziału, a rzeczniczki kandydata PiS nie było na liście.
Jak relacjonował, Nawrocki do hali wchodził otoczony wianuszkiem ludzi w bluzach z napisem "Karol Nawrocki". Mieli oni w wulgarny sposób zwracać się do mijanych osób. - Najpierw była bluzga, a później było słowo "cioto". Do wszystkich, którzy tam stali, do ochroniarzy, do ludzi, którzy szli korytarzem. Wiele to mówi nie tylko o tych ludziach, którzy mu towarzyszą, ale o Nawrockim, który na to słowo w ogóle nie reagował - zakończył polityk.