"Będą z tego komplikacje". Czy TVP złamała prawo, wchodząc w debatę Trzaskowskiego?
- Czy TVP powinna angażować się w debatę organizowaną przez jednego z kandydatów na prezydenta? Od piątku dyskutują na ten temat dziennikarze i eksperci. Powodem był udział TVP w debacie w Końskich, którą zaproponował Rafał Trzaskowski;
- Jak komentował w TOK FM Jerzy Stępień, nie jest jasne, kto zorganizował piątkową debatę, w której wzięło udział ośmioro kandydatów;
- Były prezes TK podkreślił, że rola telewizji publicznej w tym wydarzeniu musi zostać oceniona przez Państwową Komisję Wyborczą.
Telewizja Polska ma obowiązek organizowania przedwyborczej debaty wszystkich zarejestrowanych kandydatów na prezydenta. Ale czy powinna transmitować i angażować się w pojedynek kandydatów, który organizuje jeden z nich? Po piątkowej debacie w Końskich, której datę i formułę zaproponował Rafał Trzaskowski, eksperci próbują wyjaśnić wątpliwości, jakie wzbudził udział TVP w piątkowym wydarzeniu.
- Będą z tego jakieś komplikacje - komentował w "Poranku Radia TOK FM" Jerzy Stępień. Tak były prezes Trybunału Konstytucyjnego odpowiadał na pytania dotyczące tego, kto organizował debatę kandydatów na prezydenta w Końskich. - Na początku nie było wiadomo, czy to jest ta debata, którą ma obowiązek zorganizować telewizja publiczna według Kodeksu wyborczego, czy to jest inny rodzaj debaty - dodał.
Zdaniem rozmówcy Jana Wróbla, piątkowe wydarzenie w Końskich woli określić jako "dyskusję pomiędzy osobami, które znalazły się na wizji". Według prawnika ostatecznie to, jaką funkcję pełniła w niej telewizja publiczna "oceni dopiero Państwowa Komisja Wyborcza". - Dzisiaj już wiemy, że komitet wyborczy Rafała Trzaskowskiego zamówił salę w Końskich, wiadomo więc, że to ten komitet był organizatorem tego spotkania - podkreślił. Ale zwrócił uwagę, że trwająca trzy godzina polityczna potyczka ośmiorga kandydatów, "nie została sygnowana przez komitet wyborczy". - Właściwie nie wiemy, jak to było - podkreślił.
Debata w Końskich. Kto organizował to wydarzenie?
Jak tłumaczył gość TOK FM, sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana. Bo zdaniem Stępnia nie ma jasności co do ról komitetów wyborczych pozostałych kandydatów i kandydatek, którzy wzięli udział w debacie. - Bo jeśli np. komitet kandydata obywatelskiego popieranego przez PiS (Karola Nawrockiego) wziął udział w tym wszystkim, to trzeba by powiedzieć, że jest chyba współorganizatorem tego spotkania. To nie jest takie proste do zakwalifikowania - podkreślił prawnik.
Nie ma wątpliwości co do jednego, że "trzy osoby, które prowadziły tę debatę, to byli dziennikarze związani bez wątpienia, z tymi trzema stacjami, tutaj wątpliwości być nie może". - Jednego jestem pewien. Czas antenowy, który został z użyty, będzie musiał być bardzo precyzyjnie rozliczony w ramach całego czasu antenowego poświęconego przez media publiczne i niepubliczne w kontekście całej kampanii wyborczej - wyjaśnił. I ocenił, że dotyczyć to także powinno np. poniedziałkowej debaty w TV Republika. - Kodeks wyborczy nakłada na wszystkie stacje telewizyjne pewne zobowiązania. Natomiast telewizja publiczna jest tutaj wyróżniona obowiązkiem przeprowadzenie debaty we właściwym tego słowa znaczeniu - podsumował były prezes Trybunału Konstytucyjnego.