"Osobiście mnie zabolało". Echa "lewicowego MMA" podczas debaty
- W niedzielę 18 maja Polacy zadecydują, kogo widzieliby w fotelu prezydenta; Trudny wybór miały ułatwić obywatelom debaty telewizyjne, podczas których kandydaci prezentowali swoje poglądy;
- Poniedziałkowa debata trwała niemal cztery godziny, a w trakcie nie zabrakło wzajemnych oskarżeń;
- Do ostrej wymiany zdań doszło między lewicowymi kandydatami na prezydenta;
- "Dziwie się, że zadał to pytanie Magdzie" - mówiła w TOK FM senator Anna Górska, szefowa kampanii Biejat i była partyjna koleżanka Zandberga.
To był jeden z najciekawszych, a zarazem najbardziej zaskakujących momentów poniedziałkowej debaty prezydenckiej. Mowa o ostrej wymianie zdań między lewicowymi kandydatami - Adrianem Zandbergiem a Magdaleną Biejat. Nie brakowało w niej emocji i ukrytych pretensji.
"Lewicowe MMA". O co poszło?
W ostatniej rundzie pytań Adrian Zandberg zwrócił się do Magdaleny Biejat.
- Zagłosowaliście za budżetem ochrony zdrowia, w którym brakuje 20 mld złotych. To będzie oznaczało realną ludzką krzywdę. Tysiące ludzi straci zdrowie i życie - wskazał kandydat Razem na prezydenta. - Często ty i Włodzimierz Czarzasty mówicie o sprawczości. Czy te drobne sprawy, jak renta wdowia i pilotaż krótszego czasu pracy w paru firmach, są warte załamania publicznej ochrony zdrowia? - dopytywał.
Czytaj:
'Lewicowe MMA' na debacie prezydenckiej. 'Magda, co ty mówisz?'
Biejat odpowiedziała bez zastanowienia: "W przeciwieństwie do ciebie Adrian ja nie szukam wymówek, żeby nie robić rzeczy". - Ja jestem w tej trudnej koalicji po to, żeby załatwiać te sprawy, które oboje obiecywaliśmy w kampanii w 2023 roku - dopowiedziała kandydatka Lewicy. To tłumaczenie nie przekonało jednak lidera partii Razem. - Magda, o czym ty mówisz? - dopytywał Zandberg. - Przecież bez was ten rząd nie ma większości. Gdybyście się postawili w tej sprawie, moglibyście to przeforsować, a tego nie zrobiliście - podkreslił.
Kłótnia na Lewicy. "Jestem zdziwiona"
Spór byłych partyjnych kolegów skomentowała w TOK FM senatorka Anna Górska z Koalicyjnego Klubu Parlamentarnego Lewicy, szefowa sztabu Magdaleny Biejat.
- Powiem szczerze, to pytanie zabolało mnie osobiście, bo nie mogłam uwierzyć, że te słowa padły z ust Adriana. Zwłaszcza to, co powiedział o "ogryzkowej rencie wdowiej". Jednak mamy wspólny kor lewicowych poglądów i przykro było tego słuchać - powiedziała w "Wywiadzie Politycznym" Górska. Jak dodała, jest zdziwiona, że lider Razem "zmarnował swoją szansę" na obnażenie, chociażby poglądów prawicowych kandydatów na prezydenta.
Posłuchaj:
- Jestem zdziwiona, że Adrian Zandberg na wczorajszej debacie zdecydował się wykorzystać swoje pytanie do ostrych słów pod adresem Nowej Lewicy. Mógł skierować jakieś pytanie do Brauna, Mentzena, czyli tych kandydatów, których Magdalena Biejat w tej kampanii konsekwentnie obnaża: ich hipokryzję, ich prawdziwe poglądy - dodała rozmówczyni Karoliny Lewickiej.
Górska zastała zapytana, czy między Biejat a Zandbergiem jest coś, co jest nazywane narcyzmem małych różnic. - Chodzi o niuanse, a jednocześnie jest między wami takie duże napięcie - dopytywała prowadząca audycję.
- Myślę, że niezbyt trafnie jest postawiona ta diagnoza. Ja nie mam poczucia, że jest jakieś napięcie po stronie naszego sztabu czy samej Magdaleny Biejat. Realizujemy konsekwentnie założenia kampanii i nie ma w nich atakowania kontrkandydatów z Lewicy.
Zobacz także:
Tego tematu zabrakło na debacie prezydenckiej? 'Zmarnowana okazja'
Gościni TOK FM podkreśliła, że życzyłaby sobie, by udało się "popychać lewicową agendę do przodu".
- Nasz wróg jest gdzie indziej. Jesteśmy w trochę historycznym momencie, gdzie poglądy skrajnej prawicy bardzo mocno rezonują, gdzie często ci kandydaci ukrywają swoją prawdziwą twarz, więc dzisiaj obowiązkiem lewicy jest stawać im w kontrze. I nie dopuścić do sytuacji, gdzie skrajna prawica, jak to już miało miejsce, urośnie w siłę - skwitowała.