,
Obserwuj
Polityka

Ten pomysł Tuska się nie udał? "To była polityczna improwizacja"

6 min. czytania
21.07.2025 06:28
- To była improwizacja, bo oprócz tego, że została zbudowana struktura, stworzono biuro i zatrudniono w nim ludzi, to w pozostałych obszarach panował zastój. Nadal do górnictwa z budżetu dopłacamy 9 mln zł rocznie - tak o Ministerstwie Przemysłu mówi w tokfm.pl Justyna Piszczatowska z Green-news.pl. Czy resort przetrwa rekonstrukcję rządu?
|
|
fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.pl

 

  • Między 22 a 25 lipca planowana jest rekonstrukcja rządu. Jej warunki są obecnie ustalane na spotkaniach liderów koalicji rządzącej - Koalicji Obywatelskiej, Polski 2050, PSL i Nowej Lewicy;
  • Pod znakiem zapytania stoi przyszłość m.in. Ministerstwa Przemysłu;
  • Justyna Piszczatowska z Green-news.pl resortowi dała "dwóję z plusem". "Wyższa ocena w ogóle nie wchodzi w grę. Sukcesem tego ministerstwa było jedynie to, że nic się nie przewróciło" - mówi tokfm.pl;
  • Julia Cydejko z Polityki Insight wskazuje, że "minister Czarnecka nie sprostała trudnemu zadaniu", jakie miała do wykonania.

 

W tym tygodniu premier Donald Tusk ma ogłosić zmiany w ramach rekonstrukcji rządu. Ważą się losy Ministerstwa Przemysłu z siedzibą w Katowicach. Jego powstanie szumnie zapowiadał szef PO jeszcze przed wyborami w 2023 roku. Teraz spodziewana jest likwidacja resortu i dymisja jego szefowej prof. Marzeny Czarneckiej. Dlaczego? Co poszło nie tak?

Dwója z plusem - taką ocenę wystawia resortowi przemysłu wydawczyni Green-news.pl Justyna Piszczatowska. - Wyższa niestety nie wchodzi w grę. Sukcesem tego ministerstwa było głównie to, że nic się nie przewróciło. Czytaj: nie doszło do żadnej katastrofy - dodaje w rozmowie z tokfm.pl.

W ocenie ekspertki "trudno wskazać osiągnięcia Ministerstwa Przemysłu". - Zresztą nawet na podsumowaniu roku pracy tego resortu usłyszeliśmy, że: "Udało się je od podstaw stworzyć". Dodatkowo znowelizowano wniosek dotyczący notyfikacji węgla kamiennego [chodzi o system m.in. wsparcia dla spółek górniczych - red.]. Nie o to chyba chodziło - komentuje Piszczatowska.

Jako jedną z większych porażek ekspertka wskazuje fakt, że nie udało się wdrożyć "absolutnie żadnych systemowych działań, które odciążyłyby gospodarkę z wielkiego balastu, jakim jest polskie górnictwo". - Realizowana była strategia przeczekania, a nie transformacji. I fakt, że rząd próbuje dzisiaj sprzedać narrację, że sukcesem było to, że procesy zapoczątkowane przez poprzedników albo jeszcze wcześniej nie zostały wstrzymane (np. elektrownia jądrowa), to nie jest osiągnięcie. Od rządu, jak i wszystkich pozostałych resortów, oczekuję kroku do przodu - podkreśla nasza rozmówczyni.

"Minister Czarnecka nie sprostała trudnemu zadaniu"

Podobnego zdania jest starsza analityczka ds. energetycznych Polityki Insight Julia Cydejko. Jak wskazuje, Ministerstwo Przemysłu w ratingu, który robi co roku właśnie Polityka Insight, dostało najniższą ocenę ze wszystkich resortów. - Jego skuteczność była niewielka, szczególnie do czasu mianowania pełnomocnika do spraw strategicznej infrastruktury energetyczna Wojciecha Wrochny, który jest również wiceministrem przemysłu. Dopiero on zdynamizował działania tego resortu. Objął nadzór nad operatorami energetycznymi i projektem jądrowym - zauważa w rozmowie z tokfm.pl.

I dodaje, że do czasu powołania Wrochy był to resort, który zajmował się głównie dialogiem ze stroną społeczną w górnictwie węgla kamiennego. Przypomina przy tym, że z początku górnicy i hutnicy dobrze go oceniali - zaczęło się to zmieniać z czasem, kiedy pojawiło się poczucie, że nie ma ono siły przebicia.

- Trudno się dziwić, skoro musiało reprezentować interesy starego przemysłu w Warszawie, które z kolei chciało szybkiego zwrotu ku Unii Europejskiej. Szefowa resortu musiała więc pogodzić priorytety, które dostała z tymi, które w naturalny sposób miało Ministerstwo Klimatu. A dodatkowo jeszcze współpraca z ministerką Henning-Kloską od samego początku układała się ciężko. Ostatecznie minister Czarnecka po prostu nie sprostała temu trudnemu zadaniu - podkreśliła ekspertka Polityki Insight.

Powołanie resortu przemysłu jako "polityczna improwizacja" 

Były wiceminister gospodarki Jerzy Markowski powołanie resortu przemysłu nazywał wprost: "polityczna improwizacja". Jak przekonywał w wywiadzie dla TVP 3 Katowice, "spodziewa się, że premier postanowi zachować się logicznie - nie będzie utrzymywał bytu, który coraz to bardziej przysparza kłopotów".

- W pełni się zgadzam. To była improwizacja, bo oprócz tego, że została zbudowana struktura, stworzono biuro i zatrudniono w nim ludzi, to w pozostałych obszarach panował zastój. Nadal do górnictwa z budżetu dopłacamy 9 mln zł rocznie. Nie widać żadnej wizji. Ba, nie widać w ogóle intencji, żeby te obciążenia zmniejszyć - ocenia surowo Justyna Piszczatowska.

Z kolei zdaniem ekspertki Polityki Insight, wiceminister "prawdopodobnie odwoływał się w dużej mierze do pierwszej fazy działania resortu przemysłu, kiedy rzeczywiście doszło do kilku wpadek wizerunkowych, przede wszystkim ze strony minister Czarneckiej". - Mam wrażenie, że ona nie była do końca przygotowana do objęcia tej funkcji od strony narracyjnej - ocenia analityczka Polityki Insight. O szczegółach rozmawiać nie chce.

Wpadki pani minister

Jako przykład największej wpadki niezależni branżowi eksperci wskazują wypowiedzi ministry Marzeny Czarneckiej z Europejskiego Kongresu Gospodarczego z zeszłego roku. - Tego samego dnia podała trzy różne daty uruchomienia pierwszego reaktora w pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce, czym wprowadziła duży zamęt. Wówczas bardzo szybko i na kongresie, i komunikację w resorcie przejął wiceminister Maciej Bando - wspominają i proszą o zachowanie anonimowości.

Piszczatowska zwraca z kolei uwagę, że prof. Czarnecka deklarowała program "od węgla do atomu". - Jednak ministerstwo samo w sobie nie powinno być skupione na realizowaniu postulatów związkowców i liderów związkowych. To nie jest Izba Handlowa Polskich Kopalni, tylko jednak organ administracji państwowej, pracującej w imieniu 37 milionów polskich obywateli - podkreśla komentatorka Green-news.pl.

Likwidacja Ministerstwa Przemysłu jako "jasne przyznanie się do porażki"

Piszczatowska zauważa także, że likwidacja resortu przemysłu jest problematyczna - głównie politycznie. - Będzie to jasne przyznanie się do porażki: "Tak próbowaliśmy zrealizować projekt, nie udaje się, wycofujemy się więc z tego", "To jednak nie był dobry pomysł" - mówi.

Dlatego spodziewa się "meandrowania" i próby połączenia resortu przemysłu z innym już istniejącym ministerstwem. Jak zastrzega, opcji po rynku krąży wiele.

Najczęściej wskazuje się na możliwość utworzenia dużego Ministerstwa Energii, które miałoby zajmować się m.in. sprawami leżącymi obecnie w gestii resortu przemysłu. Pytanie, czy da się to zrobić, nie zmieniając ustawy o działach administracji państwowej. - Bo to ani pod obecnym, ani przyszłym prezydentem raczej się nie wydarzy. Żaden nie będzie skory do dialogu. Jedyne, co da się teraz zrobić, to unia personalna, czyli jeden minister dla kilku resortów - zwraca uwagę wydawczyni green-news.pl.

Także dla Julii Cydejko sam pomysł utworzenia superresortu dotyczącego energii jest "w pewnym sensie niemożliwy", bo transformacja energetyczna dotyczy zbyt wielu dziedzin. - Trudno będzie je wszystkie wrzucić do jednego worka. A nawet gdyby, to superresort miałby utrudnione zadanie ze względu na konflikt interesów np. energetyki konwencjonalnej i branży OZE. To piękny postulat, ale trzeba mieć świadomość ograniczeń - podkreśla ekspertka.

Przyznaje też, że nie zdziwiłaby się, gdyby rząd zechciał zatrzymać emisariusza na Śląsku. - Głównie po to, by tonował nastroje. Tym bardziej, że uprzemysłowiony region jest ważny z różnych powodów, nie tylko gospodarczo - uważa Cydejko.

"Bez mandatu do działania"

Inna rzecz, zdaniem ekspertek, że tu i teraz samo "rozdrobnienie" energetyki bardzo mocno nad nią ciąży. Tym bardziej, że nad kluczowymi zagadnieniami czuwa jednocześnie kilka resortów, w tym przede wszystkim: Klimatu i Środowiska, Aktywów Państwowych oraz właśnie Przemysłu.

Choć - jak zastrzega Julia Cydejko - można tu jeszcze wymienić m.in. Ministerstwo Infrastruktury, które zajmuje się gospodarką morską, a więc m.in. infrastrukturą kluczową dla morskich farm wiatrowych - oraz Ministerstwo Rolnictwa, które jest mocno zainteresowane branżą biogazu i biometanu. - A dodatkowo także Ministerstwo Rozwoju, które obsługuje większość przemysłu energochłonnego - poza tymi gałęziami, które podpadają pod Ministerstwo Przemysłu oraz Ministerstwo Funduszy odpowiedzialne np. za pracę nad społecznym planem klimatycznym. Resortów jest więc bardzo dużo - wylicza analityczka Polityki Insight.

Według Piszczatowskiej podział administracyjny nie ma tutaj większego znaczenia, jeżeli wewnątrz rządu nie ma wizji gospodarczej, którą ten chciałby realizować. - Przekładanie tego w ręce takiego czy innego ministra naprawdę nie ma znaczenia, jeżeli ten nie dostaje mandatu do działania. W myśl zasady: "Herbata od mieszania nie robi się słodsza" - kwituje wydawczyni Green-news.pl.

Posłuchaj: