Duda pójdzie w politykę? "Ma taki dar zarządzania ludźmi, że gdyby miał dwie kury, to by mu się rozbiegły"
- Andrzej Duda ułaskawił Roberta Bąkiewicza w końcówce swojej prezydentury, bo nie chce być uznany za 'miękiszona' - uważa Jacek Gądek;
- Przyszły były prezydent nie chce podzielić losu Bronisława Komorowskiego i przechodzić na emeryturę;
- Duda rozważa stanowisko premiera albo karierę międzynarodową - problem w tym, że jego jedynym promotorem jest Donald Trump.
Andrzej Duda prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej jest do 6 sierpnia. Niecały miesiąc przed końcem drugiej kadencji zdążył częściowo ułaskawić Roberta Bąkiewicza za naruszenie nietykalności cielesnej aktywistki 'Babci Kasi'. Samozwańczy obrońca granicy z Niemcami nie będzie musiał wykonywać prac społecznych.
Mięczak absolutny
- Linia pozowania na takiego twardziela, Rocky'ego, Karola Nawrockiego przez Andrzeja Dudę zapewne się utrzyma - mówił w "TOK 360" Jacek Gądek, dziennikarz "Newsweek Polska", autor niedawno wydanej książki "Duduś. Prezydent we mgle". Nie wynika jednak ona z chęci bycia jak jego następca.
- Dudą kieruje inna motywacja. Przede wszystkim nie chce być uznany za miękiszon i nie chce być emerytem po wyprowadzce z Pałacu Prezydenckiego. Żeby nie zostać emerytem, trzeba się pokazywać jako człowiek twardy, jako polityk, który nie odpuszcza. W PiS-ie cały czas jest postrzegany jako miękiszon, zwłaszcza przez Jarosława Kaczyńskiego - zaznaczył gość Filipa Kekusza.
Czy ułaskawienie Bąkiewicza może stanowić próbę stworzenia sobie sojusznika na przyszłość? Zdaniem Gądka, to "daleko idące". - Nie szykuje się żaden alians. Duda został przez sytuację trochę przymuszony do tego, żeby w jakiś sposób zadziałać w sprawie Bąkiewicza, bo półtora roku zwlekał z podjęciem decyzji - stwierdził.
Dziennikarz uważa, że gdyby prezydent teraz nie zadziałał, Bąkiewicza od sprzątania ulic czy pracy w Domu Pomocy Społecznej uwolniłby dopiero Nawrocki, który by go "ekspresowo ułaskawił". - Zresztą publicznie dziękował mu za działania na granicy. Duda nic nie robiąc, wyszedłby na absolutnego mięczaka - ocenił Gądek.
Dwie kury Dudy
Przyszły były prezydent ma 53 lata, więc może próbować działać w polityce. Jednak gość TOK FM podkreślał, że jego zaplecze jest "dość problematyczne". - W samym PiS-ie żartuje się, że Duda ma taki dar zarządzania ludźmi, że gdyby miał dwie kury, to by mu się po prostu rozbiegły. Nie potrafi tworzyć struktur, zarządzać ludźmi - wyjaśniał Gądek.
Duda tymczasem w wywiadach zdradza ambicje zostania premierem, gdyby taka propozycja się pojawiła. - Ludzie, którzy dobrze go znają, mówią, że on wcale nie chce być premierem. On nie chce być emerytem. Może działać aktywnie w polityce jeszcze kilkanaście lat, jak nie więcej. Duda chce uniknąć losu Bronisława Komorowskiego. Nie chce być nowym Bronkiem, który został komentatorem i emerytem - dodał dziennikarz.
Do tego dochodzi jeszcze jedna motywacja. - Duda chce odwetu na premierze Donaldzie Tusku, chce po prostu uczestniczyć w procesie dobijania rządów Tuska i rozliczania ich - podkreślił Gądek.
Jeśli jednak były prezydent chce dalej działać w polityce, nie może zostać zdegradowany do roli np. szeregowego posła. - On musi mówić tylko o najwyższym możliwym w krajowej polityce stanowisku, czyli premiera. Ale można też sobie wyobrazić karierę międzynarodową. Kłopot w tym, że Duda ma jednego promotora, choć to może zbyt daleko idące określenie. Z Donaldem Trumpem łączy go duża sympatia. Czy przełoży się na stanowisko w biznesie, lobbingu, polityce międzynarodowej? Na razie nic na to nie wskazuje - ocenił gość TOK FM.
Otoczenie Dudy ma jednak nadzieję, że zostanie on w przyszłym roku członkiem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.
Duda niedawno pochwalił się, że napisał autobiografię 'To ja, Andrzej Duda'. - Mam przekonanie, że moja książka zmotywowała go do napisania swojej. Duda był ponoć bardzo rozeźlony, że moja książka wchodzi na rynek i jego ludzie tam dużo paplają - mówił Gądek. Jak dodał, dzieło prezydenta będzie materiałem dla historyków, a sam Duda będzie miał okazję do "pokazania siebie jako wielkiego męża stanu".