Na świecie zabrakło różowej farby do wnętrz. Wszystko przez... lalkę Barbie
Mimo szału na lalki Barbie ich producent - firma Mattel - nie miała się ostatnio najlepiej. Chcąc podreperować swój budżet w czasach inflacji, spieniężyła prawa do kultowej lalki hollywoodzkiej wytwórni filmowej. W efekcie "Barbie" z Margot Robbie i Ryanem Goslingiem w rolach głównych wejdzie do kin w lipcu. Ale co to wszystko ma wspólnego z różową farbą do wnętrz?
Otóż firma zaopatrująca budowniczych dekoracji kupiła cały zapas od jedynego na świecie producenta zabójczego różu do ścian i mebli. Wszystko dlatego, że ekipa realizująca film w studiach Warner Bros pod Londynem postawiła na jak najbardziej realną scenografię - zamiast generowanej komputerowo. Zbudowała kompletną krainę Barbie w wiadomym kolorze. Z domami, meblami, samochodami i malowanym ręcznie krajobrazem w tle - wszystko w odcieniach różu.
Do sprawy odniosła się zresztą niedawno sama reżyserka filmu "Barbie" Greta Gerwing. - Chciałam, aby róż był bardzo jasny i żeby wszystkiego było wręcz za dużo - powiedziała, cytowana przez hollywoodreporter.com po tym, jak światowe media zaczęły donosić o brakach fluorescencyjnego odcienia farb Rosco.
Szał na Barbiecore
Tyle w części rozrywkowej. Bo braki na półkach z różową farbą to nie tylko sprawa nagłych potrzeb producentów filmowych. Są też dwa inne powody, dla których farby nie sposób było uświadczyć na magazynowych półkach.
Pierwszy to przerwane łańcuchy dostaw w pandemii. Drugi to... Barbiecore - styl w estetyce, który sprowadza się do dwóch słów Barbie + core. Jego początki to rok ubiegły, gdy pojawił się na wybiegach wysokiej mody, ale dopiero teraz osiągnął swoje apogeum.
Styl ten wyróżnia się kilkoma rzeczami. To przede wszystkim róż od stóp do głów i idealny, wręcz przerysowany makijaż. Oprócz tego blond burza na głowie plus wszystkie kultowe dodatki znane wcześniej raczej ze sklepów z zabawkami, a nie salonów wysokiej mody. Na czasie są też wnętrza w kolorze oczywistym, a do tego potrzeba wiadomej farby.
Media społecznościowe zostały dosłownie skolonizowane przez wyznawców Barbiecore. Na Tik Toku hasztag Barbiecore ma już kilkanaście milionów odsłon, a na największych platformach sprzedażowych z ofertami vintage liczba wyszukiwań przedmiotów w neonowym różu rośnie w tempie błyskawicznym. Na czasie są m.in. lateksowe sukienki mini, rozkloszowane spódnice z tiulowymi halkami, pudełkowe torebeczki do ręki, plastikowe okulary przeciwsłoneczne we wściekłych kolorach, wielkie spinki do włosów czy klapki z pomponami na superwysokich obcasach. Do tego brokat i cekiny. I gotowe.
Inflacja i kłopoty
Barbie sama w sobie to gigantyczny biznes jednej z największych firm zabawkarskich na świecie. Wprowadzona na rynek ponad 60 lat temu, sprzedała się - w pierwszym roku - w 300 tysiącach sztuk. I to pomimo rzeszy wątpiących w sukces lalki, która wygląda jak dorosły. A sukces był tak ogromny, że już rok po debiucie Barbie dostała chłopaka - Kena, zaraz potem przyjaciółkę i młodszą siostrę.
Dzisiaj roczna produkcja lalek to ponad 60 milionów egzemplarzy rocznie. To oznacza, że na świecie co minutę kupuje się około 160 sztuk lalki. Dzisiaj kultowa amerykańska zabawka ma ponad 30 odcieni skóry, jest różnego wzrostu i w różnych proporcjach. Dla udziałowców jest źródłem zysku.
Tyle, że w ostatnim czasie droga do tych zysków jest dla Mattela - producenta Barbie - wyjątkowo wyboista. Firma odniosła w pandemii (i zaraz po niej) gigantyczny sukces. Rodzice na wyścigi próbowali zabawiać swoje zamknięte w domach dzieci, kupując im seryjnie nowe zabawki. Po powrocie do normalnego życia sprzedaż nie spadła: dorośli wciąż mieli sporo pieniędzy, by wynagrodzić swoim pociechom pandemiczną nudę. Handlowe eldorado skończyło się wraz z galopującą inflacją.
Ceny zabawek sporo wzrosły, a konsumenckie portfele schudły. Mattel doświadczył tego boleśnie w czasie, gdy zwykle zarabiał najwięcej, czyli w Boże Narodzenie. Sprzedaż zamiast wzrosnąć - spadła. I to właśnie jeden z powodów, dla których Mattel postanowił zarabiać więcej na własności intelektualnej. Dlatego sprzedał prawa do Barbie hollywoodzkiej wytwórni filmowej. Co więcej - w kolejce czekają na przykład Hot Wheels. Film oparty o tę markę podobno jest już w realizacji.
Ciekawe? W 'Codziennym Podcaście Gospodarczym' słuchaj także: Jabłko za trzy biliony dolarów? I to nadgryzione!