advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Kultura

"Dawno nie widziałem tylu zapłakanych widzów w kinie". Festiwal w Wenecji z wyciskaczami łez

3 min. czytania
07.09.2022 22:15
To jest film, który może połączyć i jury festiwalu, i widzów - tak o prezentowanym na festiwalu filmowym w Wenecji "Wielorybie" Darrena Aronofsky'ego mówił w TOK FM Łukasz Muszyński, zastępca redaktora naczelnego serwisu Filmweb.pl. Przyznał też, że z prezentowanych filmów wyłania się główny temat festiwalu.
|
|
fot. Joel C Ryan/Invision/AP

"Wieloryb" Darrena Aronofsky'ego, który na Lido miał premierę w sobotę, dziś oceniany jest jako jeden z faworytów do głównej nagrody festiwalu filmowego w Wenecji. To ekranizacja sztuki Samuela D. Huntera, która opowiada o cierpiącym na znaczną otyłość mężczyźnie, próbującym naprawić relacje z córką.

- W tym roku zmarł ojciec reżysera, a "Wieloryb" opowiada o próbie naprawienia relacji ojca z dzieckiem, poszukiwaniu odkupienia. Ciekawe więc, na ile to rezonuje emocjonalnie z samym Aronofskym. To film bardzo osobisty, kino skromne, wyciszone, rozgrywające się właściwie w jednej przestrzeni, w mieszkaniu głównego bohatera - opowiadał Łukasz Muszyński, który jest na festiwalu w Wenecji.

Przyznał, że powrót reżysera na Lido po pięciu latach nieobecności wydaje się bardzo udany. - Dawno, ale to dawno nie widziałem tylu zapłakanych widzów. Aronofsky w tak małej przestrzeni, przestrzeni mieszkania jest w stanie wycisnąć aż tyle emocji. Nie przypuszczałem, że on tak potrafi wzruszać widzów. "Wieloryb" to wyciskacz łez, ale w dobrym tego słowa znaczeniu - dodawał, podkreślając doskonałą i bardzo chwaloną rolę powracającego do filmu Brendana Frasera.

- W latach 90. i 00. był kojarzony z kinem akcji, z filmem "Mumia", a potem zniknął. Teraz schowany za niesamowitą charakteryzacją powraca i sprawia, że widzowie muszą szukać kawałków siebie pod fotelami, bo są tak rozwaleni emocjonalnie - dodał Muszyński.

Prowadzący audycję "A teraz na poważnie" Mikołaj Lizut zwrócił uwagę na jeszcze inny film. "Tar" Todda Fielda to historia wybitnej kompozytorki i dyrygentki Lydii Tar, pierwszej w historii dyrygentki najważniejszej niemieckiej orkiestry. - Wielkie monumentalne dzieło, trwające 2 godziny i 38 minut. No i mówi się, że jest to początek sezonu nagród dla Cate Blanchett, która jest faworytką do nagrody dla najlepszej aktorki za główną rolę - mówił Muszyński.

Wenecja, człowiek i jego problemy

Pytany o wątek przewodni festiwalu wskazał na życie człowieka - jego relacje z otoczeniem, z bliskimi. - Okazuje się, że tegoroczny festiwal jest pod tym względem bardzo kameralny, intymny. Opowiada o relacjach rodzinnych, o próbie naprawienia błędów z przeszłości i o szukaniu szansy na ponowne połączenie z najbliższymi - wskazywał gość TOK FM. I dodawał, że wątek ten znaleźć można zarówno w otwierającym festiwal filmie "Biały szum" Noaha Bamumbacha, znanego widzom z Netfliksowej "Historii małżeńskiej", we wspomnianym "Wielorybie", ale także w filmie "Bones and all" Luki Guadagnino - melodramacie o parze młodocianych kanibali. - Brzmi ryzykownie, ale mówimy o reżyserze filmu "Tamte dni, tamte noce", obdarzonym niesamowitą wrażliwością i empatią. Kto, jak nie on, będzie potrafił wciągnąć nas w historię tak, abyśmy współczuli bohaterom spętanym popędami, nad którymi nie są w stanie zapanować - tłumaczył.

W relacji Łukasza Muszyńskiego pojawił się jeszcze jeden tytuł - "The Son" Floriana Zellera z Hugh Jackmanem i Laurą Dern. - Z tego, co słyszałem, bo byłem w tym czasie na wywiadach z ekipą filmu "Blondynka", widzowie ryczeli na seansie "The Son" - opowiadał w rozmowie z Mikołajem Lizutem. Nowy film twórcy poruszającego "Ojca" z Anthonym Hopkinsem i Olivią Coleman, to opowieść o mężczyźnie, w którego idealny świat wkracza nastoletni syn z poprzedniego małżeństwa. - Myślę, że gdy ten film trafi do polskich kin, dużo się będzie o nim mówić - prognozował.

Jury, któremu przewodniczy amerykańska aktorka Julianne Moore, nagrodzonych wybierze spośród 21 filmów. Laureata Złotego Lwa poznamy w sobotę 10 września.