,
Obserwuj
Kultura

Ani białego, ani czarnego dymu nad Watykanem. "Sytuacja hipotetyczna? Nie do końca"

8 min. czytania
22.04.2025 22:34
"Kto powiedział, że wybór musi paść na kogoś spośród kardynałów elektorów obecnych w Kaplicy Sykstyńskiej? Możliwości takiego scenariusza są całkiem realne." - pisze ks. Przemysław Śliwiński w książce "Konklawe. Tajemnice wyborów papieskich".
|
|
fot. Luigi Coli / EIDON /REPORTER

Poniższy fragment pochodzi z książki pt. "Konklawe. Tajemnice wyborów papieskich" autorstwa ks. Przemysława Śliwińskiego, wydanej 17 marca 2025 roku nakładem wydawnictwa Stacja 7.

 

  • Znana jest historia z 1700 roku, kiedy kardynał Albanii zwlekał trzy dni z przyjęciem wyboru;
  • A co jeśli Kolegium Kardynałów wybierze kogoś spoza swego grona? Kogoś, kto nie jest kardynałem? Stało się tak ostatnio w 1378 roku;
  • Jeszcze inną ciekawą sytuacją byłby wybór duchownego, który nie posiada święceń biskupich. Zdarzało się tak już w historii konklawe.

 

A co gdyby?...

(...) Oczekiwanie na dym - czarny czy biały - to stały rytuał obserwatorów konklawe. Z dużym prawdopodobieństwem da się określić, o której godzinie można się spodziewać dymu: rano, do godziny 12.00, bądź wieczorem, około godziny 19.00. Ale może się zdarzyć, że o oznaczonej godzinie ani chwilę później, ani jeszcze później dymu? nie będzie. Co to oznacza?

Omówmy najpierw hipotetyczną sytuację ukazaną w komediowym filmie Habemus papam, w którym w rolę rzecznika Stolicy Apostolskiej wcielił się Jerzy Stuhr. Wybrany kardynał nie przyjmuje wyboru. Mało tego, prosi o czas, by mógł się zastanowić. Mijają godziny, a z komina Kaplicy Sykstyńskiej nie unosi się dym. Ani biały, ani czarny. Czy to naprawdę sytuacja hipotetyczna? Otóż nie do końca. Znana jest historia z 1700 roku, kiedy kardynał Albani zwlekał trzy dni z przyjęciem wyboru. Różnica jest taka, że w trwającym już kilka tygodni konklawe kardynałowie osiągnęli dopiero porozumienie w kwestii jego wyboru, natomiast samego skrutinium jeszcze nie przeprowadzono. Stało się tak dopiero po trzech dniach, gdy kardynał Albani zgodził się i po głosowaniu natychmiast przyjął wybór.

'Konklawe. Tajemnice wyborów papieskich', ks. Przemysław Śliwiński
'Konklawe. Tajemnice wyborów papieskich', ks. Przemysław Śliwiński
Stacja 7

Nie tylko taki scenariusz spowodowałby, że może nie być żadnego dymu. Bo kto powiedział, że wybór musi paść na kogoś spośród kardynałów elektorów obecnych w Kaplicy Sykstyńskiej? Możliwości takiego scenariusza są całkiem realne.

Po pierwsze, może zostać wybrany kardynał, który przekroczył osiemdziesiąty rok życia i stracił z tego powodu prawa elektorskie. Niemożliwe? To prześledźmy, w jakim wieku papieże bywali wybierani w ostatnich latach. Co prawda ostatni raz ponad osiemdziesięcioletniego papieża wybrano w 1406 roku i był nim Grzegorz XII, a w historii Kościoła zdarzyły się zaledwie trzy takie przypadki, ale przecież całkiem niedawno, bo w 2005 roku doszło do wyboru osoby, która miała zaledwie dwa lata mniej: Benedykt XVI w momencie wyboru miał 78 lat, podobnie jak papież Franciszek - 77 lat. Jan XXIII miał 76 lat.

Dlaczego papież Franciszek tylko raz był w Polsce? 'Próbował z tym walczyć'

O ile w 1406 roku wybór osiemdziesięciojednoletniego Grzegorza XII nie powodował komplikacji, gdyż kardynał uczestniczył w konklawe, o tyle teraz już taka sytuacja wymagałaby dodatkowej procedury. Od czasów Pawła VI kardynałowie, którzy przekroczyli osiemdziesiąty rok życia, tracą czynne prawo wyborcze i nie ma ich w momencie wyboru w Kaplicy Sykstyńskiej. Ale nie tracą prawa wyborczego biernego, dlatego mogą być wybrani.

Po drugie, scenariusz, który w historii już nieraz się ziścił - może zostać wybrany kardynał nieobecny na konklawe, choć uprawniony do głosowania. Mimo iż dziś trudno sobie wyobrazić nieobecność któregokolwiek z kardynałów, poza wypadkiem ciężkiej choroby i niezdolności do wyjazdu, w historii dochodziło do takich zdarzeń. Ostatnio w 1522 roku. Konklawe rozpoczęło się 27 grudnia 1521 roku i aż do 9 stycznia 1522 nie przynosiło rezultatu. Wtedy zaproponowano głosowanie na nieobecnego na konklawe kardynała Adriana z Utrechtu. Historycy podejrzewają, że propozycja mogła być nawet pewnego rodzaju grą prowadzoną po to, by przyspieszyć wybór. Nieobecny kardynał otrzymał wymaganą większość głosów. Tak oto doszło do wyboru na tron papieski ostatniego nie-Włocha przed Janem Pawłem II.

Realia wyborów były jednak inne niż dzisiaj i publicznie ogłoszono jego wybór, jeszcze zanim sam zainteresowany dowiedział się o tym fakcie. Dość powiedzieć, że dopiero po dziewięciu miesiącach przybył do Rzymu. Historia ta pokazuje pewne prawdopodobieństwo powtórzenia się tego scenariusza. Dziś Habemus papam, a wcześniej biały dym, byłyby możliwe dopiero po uzyskaniu zgody kardynała doprowadzonego w tajemnicy do Kaplicy Sykstyńskiej. Bo w takim wypadku - podczas nieobecności kardynała w Kaplicy Sykstyńskiej - kardynałowie musieliby wybrać dwóch kardynałów, którzy będą asystować kardynałowi dziekanowi, aż do momentu akceptacji elekcji przez wybranego.

'Mówi się, że idziemy w kierunku schizmy'. Kościół po Franciszku się rozpadnie?

Tych troje jest zobowiązanych wezwać pełniącego obowiązki sekretarza stanu. Ten otrzymałby zadanie: zachowując maksymalną dyskrecję, miałby sprawić, że wybrany przybędzie do Kaplicy Sykstyńskiej. Najpierw musiałby go znaleźć, powiadomić i wezwać, by ten przybył do Rzymu, a wszystko w całkowitej tajemnicy, bez informowania kogokolwiek, do momentu kiedy nie zaakceptuje, że to on został wybrany.

Nie wiadomo, gdzie w momencie konklawe mógłby przebywać tak wybrany na papieża kardynał. Może stałby wśród wiernych na placu św. Piotra, a może śledziłby przebieg konklawe przed telewizorem w swoim domu albo modlił się w kaplicy o dobry wybór papieża? Czas odnalezienia, dojazdu do Kaplicy Sykstyńskiej, gdzie padnie pytanie: "Czy przyjmujesz?", znacznie opóźniłby wypuszczenie białego dymu. Nawet o kilka dni.

Jak wygląda proces wyboru papieża? Infografika z książki 'Konklawe. Tajemnice wyborów papieskich' ks. Przemysława Śliwińskiego
Jak wygląda proces wyboru papieża? Infografika z książki 'Konklawe. Tajemnice wyborów papieskich' ks. Przemysława Śliwińskiego
Marcin Jakubionek/Stacja7

Papież niekardynał

A jeśli Kolegium Kardynałów wybierze kogoś spoza swego grona? Kogoś, kto nie jest kardynałem? Stało się tak ostatnio w 1378 roku. Konklawe - i tak bardzo długie - jeszcze się przedłużyło, ponieważ trzeba było posłać po nowo wybranego (na szczęście przebywał w Rzymie) i sprowadzić go do Watykanu. Podobnie byłoby i w XXI wieku.

Choć od 750 lat na papieży wybierano wyłącznie kardynałów, to jest niemal pewne, że w 1958 roku pewną liczbę głosów otrzymał metropolita Mediolanu, arcybiskup Giovanni Battista Montini, przyszły kardynał i przyszły papież Paweł VI. Podobno fakt ten wzbudził zdziwienie dziekana kolegium podczas liczenia głosów. Miało się wtedy pojawić pytanie, czy można w ogóle głosować na kogoś, kto nie jest kardynałem, czy te głosy są ważne. Sprawę rozstrzygnęły późniejsze regulaminy konklawe, które nie zakazują wyboru osoby niebędącej kardynałem, nieobecnej na konklawe. Pełniący obowiązki sekretarza stanu musiałby dotrzeć do kanonicznie wybranego elekta i sprowadzić go do Kaplicy Sykstyńskiej, by w obecności kardynałów przyjął (bądź nie) kanoniczny wybór.

Wyobraźmy sobie, że wybrany duchowny mieszka w Portugalii. Albo w Polsce. Albo w Ameryce Południowej. Pewnie i dwóch dni potrzeba by było na sprowadzenie elekta do Rzymu. Co wtedy z ludźmi na placu św. Piotra? Co z mediami wyczekującymi bezskutecznie dymu? Z setkami pytań do Stolicy Apostolskiej? Ordo rituum conclavis mówi jasno, że absolutnie należy unikać informowania opinii społecznej, w ten sposób bowiem byłby złamany sekret konklawe. A on nie może być złamany.

Kto po Franciszku? 'To byłoby bardzo groźne dla Kościoła'

Bez święceń biskupich

Jeszcze inną ciekawą sytuacją byłby wybór duchownego, który nie posiada święceń biskupich. Zdarzało się tak w historii konklawe, bo dopiero Jan XXIII zdecydował w 1962 roku, że odtąd wszyscy kardynałowie po włączeniu do Kolegium Kardynałów muszą przyjąć święcenia biskupie, jeśli takowych nie mają. Wcześniej wśród kardynałów byli również księża, a nawet diakoni, choć przeważali biskupi. Po raz ostatni wybrano kardynała bez święceń biskupich niemal 200 lat temu, w 1831 roku. Wybrany na papieża kameduła, kardynał Mauro Cappellari, przyjął święcenia biskupie po czterech dniach od wyboru podczas uroczystości koronacji papieskiej.

Dziś - po decyzji Jana XXIII z 1962 roku - taki scenariusz teoretycznie nie mógłby się powtórzyć, gdyż wszyscy kardynałowie elektorzy powinni być biskupami. Powinni. A jednak nawet aktualne wydarzenia dostarczają precedensów. Mianowany kardynałem w 2023 roku Á​ngel Fernández Artime, generał zakonu salezjanów, z niewyjaśnionych publicznie powodów nie przyjął święceń biskupich, mimo że w momencie kreacji kardynalskiej miał zaledwie 63 lata. Nie ogłoszono również papieskiej dyspensy w jego sprawie. Najprawdopodobniej to skutek komplikacji wynikającej z faktu, że jako generał zakonu salezjanów nie może zostać biskupem, gdyż w takiej sytuacji automatycznie przestałby być generałem i członkiem swojej kongregacji. Kardynał Artime przyjął sakrę po kilku miesiącach, kończąc tym samym urząd generała swojego zgromadzenia.

Jak Argentyna wspomina Franciszka? 'Nazywał go imbecylem i komuchem. Potem zmienił zdanie'

Ale gdyby jeszcze przed spodziewanym przyjęciem sakry uczestniczył w konklawe, to po raz pierwszy po 60 latach pośród elektorów wybierających papieża w Kaplicy Sykstyńskiej znalazłby się ktoś, kto nie jest biskupem. A gdyby to jego wybrano na papieża, znana nam procedura uległaby zmianie. Konstytucja Universi Dominici gregis, przygotowana i na taki scenariusz, mówi bowiem (punkt 88):

"Jeśli natomiast elekt nie posiada sakry biskupiej, winien zaraz otrzymać święcenia biskupie".

Czy "zaraz" to znaczy natychmiast po akceptacji? Czy też w ciągu kilku dni, wzorem 1831 roku? Użycie słowa "zaraz", jak i analiza dokumentów, sugerują to pierwsze rozwiązanie, natychmiastowe. W obecności kardynałów należy niezwłocznie zorganizować uroczyste święcenia biskupie, by elekt już jako papież (na razie nim nie jest, o czym za chwilę) pojawił się publicznie w loggi Bazyliki św. Piotra. Bo bez sakry, mimo przyjęcia wyboru, elekt nie jest jeszcze papieżem. Mówi to punkt 88 konstytucji apostolskiej Jana Pawła II:

"Po przyjęciu wyboru elekt, który otrzymał już święcenia biskupie, staje się natychmiast Biskupem Kościoła Rzymskiego, prawdziwym Papieżem i Głową Kolegium Biskupiego; nabywa tym samym rzeczywiście pełną i najwyższą władzę w Kościele powszechnym i może ją wykonywać".

"Który otrzymał już święcenia biskupie" - zatem ten, który jeszcze święceń nie otrzymał, papieżem, pomimo wyboru i akceptacji, wciąż nie jest.

Ciemne karty pontyfikatu papieża Franciszka. 'Uczynił trochę zła'

Święceń biskupich - od pierwszych wieków chrześcijaństwa - udziela w takiej sytuacji zawsze biskup Ostii, dziekan Kolegium Kardynałów. Nie jest do końca jasne, co stałoby się w sytuacji, gdyby dziekan nie miał już praw wyborczych, nieświadomy przecież jeszcze sytuacji zaistniałej w Kaplicy Sykstyńskiej. Czy zostałby wezwany do udzielenia sakry biskupiej, czy też dokonałby jej "pierwszy z kardynałów biskupów", czyli ten, który prowadzi konklawe? W każdym razie prowadzący obrady wraz z pozostałymi kardynałami określa, "co należy zrobić, aby Mistrz Papieskich Celebracji Liturgicznych zorganizował wszystko tak, aby Elekt został natychmiast wyświęcony na biskupa, w uroczystym obrzędzie" - tłumaczy Ordo rituum conclavis.

W tym wypadku zapewne można by ogłosić światu wybór papieża białym dymem z komina Kaplicy Sykstyńskiej (bo przecież wyboru dokonano, elekt przyjął wybór), czekalibyśmy jednak długo na Habemus papam.

A jednak punkt 66 księgi liturgicznej o przebiegu konklawe mówiący o konieczności spalenia kart wyborczych i wszelkich notatek poczynionych przez kardynałów następuje dopiero po zacytowanych przed chwilą punktach 64 i 65 opisujących hipotetyczną sytuację, gdy wybranemu na papieża należy jeszcze udzielić sakry.

Innymi słowy, niepokojąco długo czekalibyśmy na wieści, na biały dym i Habemus papam, nieświadomi tego, co się tak naprawdę stało. Tylko najsprawniejsi komentatorzy z coraz większą odwagą przewidywaliby, że stało się coś, co dawno nie nastąpiło: wybór padł na osobę bez święceń biskupich. Pytanie brzmiałoby tylko, czy jest ona pośród kardynałów w Kaplicy Sykstyńskiej, czy trwa oczekiwanie na jej przybycie z jakiegoś miejsca na ziemi.

Ale powtórzmy: w dzisiejszych czasach te scenariusze są bardzo mało realne.(...)

Posłuchaj: