Doktor Bodnar od amantadyny. Odsłaniamy kulisy "cudownej terapii" na COVID-19

Doktor Włodzimierz Bodnar twierdzi, że potrafi wyleczyć COVID-19 tanim lekiem. Ale większość pacjentów, którym wypisał receptę, nie miała nawet testów na obecność koronawirusa. 17 osób, które doktor leczył amantadyną, zmarło. Odsłaniamy kulisy "cudownej terapii na COVID-19", w którą uwierzyły tysiące Polaków.
Zobacz wideo

W internecie uchodzi za doktora Judyma naszych czasów. Jednego z nielicznych, który uczciwie leczy COVID-19. Twierdzi, że lekiem na całe zło jest amantadyna - stary, dobrze znany specyfik, stosowany kiedyś przeciwko wirusowi grypy typu A, przy stwardnieniu rozsianym i w chorobie Parkinsona. - Kilka dawek, 48 godzin i objawy się cofają - przekonuje w swoich wystąpieniach Włodzimierz Bodnar. Bryluje w mediach, gdzie opowiada, że praktycznie każdego da się wyleczyć. Rodzą się więc teorie spiskowe: lek jest zbyt tani i nie da się na nim zarobić, a skoro tak, to "złe moce" nie chcą ratować umierających ludzi. Tak amantadyna i opowieści o jej skuteczności trafiły na salony. Swoją cegiełkę dołożył wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, Małgorzata Gersdorf i inni znani ludzie, który publicznie przyznali, że leczyli się amantadyną.

Ile to jest trzy tysiące osób?

W ostatnich tygodniach doktor Bodnar twierdził, że przeleczył amantadyną już trzy tysiące chorych z COVID-19 i wyniki są rewelacyjne. Postanowiłem więc sprawdzić, jak wygląda ta "cudowna terapia".

Od marca 2020 roku do kwietnia 2021 roku doktor Bodnar wypisał dokładnie 1518 recept na amantadynę. Te dane pochodzą z rejestrów Narodowego Funduszu Zdrowia. Poprawność tych liczb potwierdza ministerstwo. Skąd więc twierdzenie, że wyleczył trzy tysiące osób? - Opakowanie bardzo często służy dla dwóch pacjentów. W rodzinach się to zdarza - mówi medyk z Przemyśla.

I dodaje, że jak na rynku nie ma amantadyny, to jest jeszcze inny lek - rymantadyna, którą też bardzo często przepisuje. W jego wcześniejszych wypowiedziach nie znajduję żadnych wzmianek o tym specyfiku, ale lekarz w rozmowie ze mną twierdzi, że ma sukcesy również w leczeniu tym specyfikiem. Jakie? Nie wiadomo. Podobno są drobne różnice w stosunku do amantadyny, ale lekarz nie chce ich podawać. - Nie chcę dyskredytować któregoś z leków - tłumaczy. Farmaceuci, z którymi rozmawiałem, zaznaczają, że rymantadyna to lek z tej samej grupy co amantadyna, ale jednak inny. Jak ustaliłem, do marca doktor przepisał około 800 recept na rymantadynę.

Nawet gdyby iść logiką doktora i traktować oba leki jako "zamienniki", to wciąż suma wystawionych przez niego recept jest daleka od trzech tysięcy. Doktor twierdzi jednak, że część ludzi przywozi sobie amantadynę zza granicy.

"Chorzy" bez potwierdzenia choroby

Postanowiłem sprawdzić, w jakim stanie byli pacjenci, którzy trafiali do doktora. I jak doktor budował swoje przekonanie, że amantadyna działa.

Zapytałem w resorcie zdrowia, czy można zestawić dane dotyczące wystawionych recept z informacjami o wykonanym teście na COVID-19. Okazuje się, że to możliwe. A zatem spośród 1518 osób, które wyszły z gabinetu Włodzimierza Bodnara z receptą na amantadynę, tylko 806 miało kiedykolwiek test na COVID-19, a tylko w przypadku 608 z nich test dał wynik pozytywny. To znacznie mniej niż połowa, a przecież część z tych osób test wykonało dopiero po wizycie u dr. Bodnara.

Okazuje się, że aż 712 osób, które otrzymały receptę na amantadynę, nigdy nie miało wykonanego testu na koronawirusa - ani PCR, ani antygenowego. Ale doktor twierdzi, że testy nie są potrzebne. - Wiele osób nie robi testów, mając objawy typowe. Leczymy zgodnie z naszym przekonaniem. Jest to lek przeciwwirusowy. Mając objawy typowe, możemy domniemywać, że jest to COVID-19. Podajemy często amantadynę, nie czekając na test - mówi doktor.

Recepta, realizacja, test, zgon

W danych, do których dotarłem, jest jeszcze jedna istotna liczba. 17 osób, którym doktor przepisał amantadynę i które zrealizowały recepty, zmarło. Przypadki są różne. Niektórzy pacjenci otrzymywali receptę na długo przed chorobą, inni realizowali ją w dniu zgonu. Dla przykładu:

Pacjent rocznik 1928:

- 19.06.2020: realizacja recepty amantadyna (wystawiona 19.06.2020)
- 03.10.2020: wynik negatywny (zlecony 30.09.2020)
- 12.10.2020: realizacja recepty amantadyna (wystawiona 09.10.2020)
- 05.11.2020: wynik pozytywny (zlecony 05.11.2020)
- 12.11.2020: zgon 

Pacjent rocznik 1940:

- 03.10.2020: wynik negatywny (zlecony 30.09.2020)
- 30.10.2020: realizacja recepty amantadyna (wystawiona 26.10.2020)
- 02.11.2020: zgon 

Pacjent rocznik 1967:

- 24.03.2021: realizacja recepty amantadyna (wystawiona 24.03.2021)
- 30.03.2021: dwa testy: pozytywny, pozytywny (zlecone 30.03.2021)
- 30.03.2021: zgon 

Pacjent rocznik 1956:

- 16.11.2020: realizacja recepty amantadyna (wystawiona 15.11.2020)
- 17.11.2020: zgon 

Zapytałem doktora o pacjentów, którzy umierali w dniu wystawienia recepty lub niedługo potem. Dlaczego nie kierował ich do szpitala? Wydaje się przecież prawdopodobne, że byli w złym stanie. - Jeżeli pacjent nie wyraża zgody na leczenie szpitalne, ja jako lekarz zawsze go będę ratował bez względu na okoliczności. Mając świadomość, że on może umrzeć. Taka jest etyka lekarska - odpowiedział doktor Bodnar.

Towar reglamentowany

Doktor Włodzimierz Bodnar już ponad rok temu przekazał Ministerstwu Zdrowia swoje obserwacje, sugerując, że amantadyną skutecznie leczy COVID-19. Podobne wiadomości wysyłał potem do różnych specjalistów w kraju i za granicą. Jego stanowisko trafiło do Porozumienia Zielonogórskiego, organizacji zrzeszającej lekarzy rodzinnych. Medyk z Przemyśla organizował nawet kursy dla lekarzy z leczenia COVID-19.

Na jakiej podstawie, na tak wczesnym etapie pandemii, wyciągnął wnioski o skuteczności amantadyny? Poprosiłem o dane dotyczące recept na ten lek wystawionych przez dr. Bodnara  w pierwszych miesiącach pandemii. Okazuje się, że było to tylko kilka przypadków.

Doktor jednak nie uważa, by była to jakaś przeszkoda. - Na początku było tych pacjentów mało. Wnioski można wyciągnąć nawet na podstawie kilku osób, mając doświadczenie 30-letnie w leczeniu grypy, wiedząc, jak się to prowadzi i jak się leczy grypę. Jak widzi pan efekt, to się ogłasza sukces, mając nadzieję, że to się przełoży na innych. Mamy spostrzeżenia lekarskie i ja się zachowałem zgodnie z zasadami. Chciałem się tym podzielić z innymi lekarzami - mówi doktor Bodnar.

W 2020 roku jego opinie trafiają do coraz szerszego grona odbiorców. Media obiega informacja, że amantadyną wyleczył się wiceminister Warchoł. Coraz częściej o sprawę jest pytany minister zdrowia. Dochodzi do tego, że amantadynę trzeba reglamentować, bo zaczyna jej brakować dla chorych na parkinsona.

- W związku z obwieszeniem z 30 listopada amantadynę refundowaną można podawać tylko pacjentom z konkretnymi wskazaniami - mówi farmaceuta Łukasz Pietrzak. Dodaje, że pojawiała się jednak amantadyna z importu docelowego, pełnopłatna, ale dostępna dla każdego pacjenta z receptą. Choć ostatnio jest jej trochę więcej, to ciągle na rynku są spore braki. 

"Amantadynowy szał"

Popularność doktora rośnie. Prawdziwy szczyt to jednak marzec 2021. Tylko w tym miesiącu doktor wystawia 1350 recept na amantadynę dla 1100 pacjentów. Twierdzi, że każdego przyjął, zbadał i przepisał receptę dopiero po dokładnej analizie stanu zdrowia.

- W marcu przyjmowaliśmy 100 osób dziennie. Przyjmowałem od rana do późnych godzin nocnych - mówi doktor. W jego prywatnej przychodni słyszę, że nie ma wolnych terminów. Dzwonię więc drugi raz, mówiąc, że cierpię na COVID-19 - i termin się znajduje. Mogę przyjść następnego dnia, dostanę numerek, poczekam. Doktor mnie przyjmie i zdecyduje, czy będzie mnie leczył. Koszt wizyty: 200 złotych.

- To nie lekarz tylko biznesmen - mówi nam anonimowy medyk z Przemyśla, który wylicza, że doktor Bodnar oprócz własnej przychodni prowadzi też restaurację, wchodzi także w hotelarstwo. Mój rozmówca twierdzi, że jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Pytam więc dr. Bodnara właśnie o pieniądze, które przy takiej liczbie pacjentów w marcu musiały być ogromne. Nawet jeśli - zgodnie z deklaracją doktora - za teleporady przy kontynuacji leczenia nie bierze ani grosza.

- Zdarza się, że prowadzę bardzo ciężkich pacjentów, na granicy życia i śmierci. To są pacjenci w ciężkim stanie. Uważam, że to nie jest wygórowana cena. Wielu pacjentów przyjeżdża prywatnie [przychodnia dr. Bodnara przyjmuje prywatnie, a także w ramach kontraktu z NFZ - przyp. red]. Fakt - to nie są małe pieniądze. To są spore pieniądze, ale ja za darmo pracować nie będę.(...) Jeżeli ktoś ma lepszy sposób leczenia, nie ma przeszkód, żeby otworzyć swoją przychodnię - odpowiada doktor Bodnar.

Pan doktor przepisywał amantadynę dzieciom?

Kilka tygodni temu w biurze Okręgowego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej w Krakowie zadzwonił telefon. Rozmówca nie przedstawił się, powiedział tylko, że do szpitala w Przemyślu na oddział pediatryczny trafiło dziecko leczone wcześniej amantadyną. Rzecznik szpitala wojewódzkiego potwierdza, że 15-miesięcznie dziecko przyjęto na oddział tuż przed świętami wielkanocnymi. - Potwierdzam, że taki przypadek miał miejsce. Dziecko trafiło do nas w stanie ciężkim, ale udało się je wyprowadzić - dodaje rzecznik szpitala Paweł Bugira.

Doktor Bodnar przyznaje, że była taka sytuacja, ale wynikała z niezachowania przez dziecko odpowiedniego "reżimu ruchowego". Tłumaczy, że maluch zbyt dużo biegał i pojawiły się problemy z sercem. Doktor dodaje, że po wyjściu ze szpitala rodzice przyszli do niego z podziękowaniem za udane leczenie. Ojciec dziecka zadzwonił również do mnie. Tłumaczył, że miał i nadal ma pełne zaufanie do pana doktora. A stanu syna w chwili przyjęcia do szpitala, w przeciwieństwie do lekarzy, nie określiłby jako poważnego. Chłopiec po badaniach i trzech dniach pobytu wyszedł z placówki.

Zapytałem więc doktora Bodnara, czy stosuje amantadynę u dzieci. - Tak, oczywiście. Stosowałem amantadynę u dzieci z grypą powyżej dwóch lat. Były pojedyncze przypadki, że amantadynę przepisywałem dzieciom w związku z leczeniem COVID-19. Nie pamiętam, w jakim wieku były te dzieci, ale były to pojedyncze przypadki - mówi doktor Bodnar.

Rzecznik odpowiedzialności zawodowej wyjaśnia, że w związku z 15-miesięcznym chłopcem nie może nic zrobić, bo telefon, jaki odebrał kilka tygodni temu, był anonimowy.

Co na to lekarze?

Pytałem wielu doświadczonych lekarzy różnych specjalizacji, czy widzą tu jakieś niebezpieczeństwo. Czy ich zdaniem zażywanie amantadyny przez chorych na COVID-19 jest groźne? - Nie amantadyna jest groźna, tylko wiara w jej cudowne działanie - mówi profesor Robert Flisiak, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych. - Całkiem niedawno mieliśmy pacjenta, który zmarł. Leczył się w domu amantadyną, a do nas trafił zbyt późno - mówi profesor i dodaje, że zdarzają się sytuacje, gdy pacjenci próbują przemycać amantadynę do szpitala w tajemnicy przed medykami. Nie przyznają się, że ją biorą.

Prof. Flisiak nie pozostawia złudzeń, że praktykom stosowanym między innymi przez doktora Bodnara jest bardzo przeciwny. - Przepisywanie dorosłym leku we wskazaniu, które nie jest zawarte w charakterystyce produktu leczniczego poza eksperymentem medycznym, jest przestępstwem. Przepisywanie tego leku dzieciom jest przestępstwem do kwadratu - mówi profesor. Dodajmy dla wyjaśnienia, że stosowanie leku poza wskazaniami może być przestępstwem wtedy, gdy udowodni się jego negatywny wpływ na pacjenta. A ewentualne stosowanie poza wskazaniami obwarowane jest wieloma warunkami. 

Rzecznik szpitala w Przemyślu przyznaje, że zdarzają się im pacjenci leczeni amantadyną. - Nasze doświadczenia są takie, że pacjenci podejmowali próby leczenia amanatadyną, ale nie przynosiły efektu, a choroba postępowała. Wszyscy wymagali leczenia tlenem, niektórzy trafiali pod respirator. Niestety niektórych nie udało się uratować - przyznaje Paweł Bugira. Ale dodaje też, że nie mieli przypadku, w którym to sam lek był powodem hospitalizacji. 

Profesor Konrad Rejdak to neurolog z Lublina, kierownik Kliniki Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. To on pierwszy opublikował swoje obserwacje na temat możliwego działania amantadyny przy walce z COVID-19 u pacjentów z chorobami neurologicznymi. Zauważył, że chorzy z parkinsonem lepiej przechodzili tę chorobę. Ale to była jedynie obserwacja oparta na małej grupie pacjentów. - Nie uważam, żeby ten lek był toksyczny, ale musi być podawany po dokładnym zbadaniu pacjentów. Jak każdy lek może mieć swoje skutki uboczne - mówi prof. Rejdak i podobnie jak prof. Flisiak niebezpieczeństwo widzi w podchodzeniu do amantadyny jak do cudownej pastylki, która wyleczy zapalenie płuc czy postawi na nogi pacjentów z postępującym COVID-19.

Doktor Bodnar widzi to nieco inaczej. - Na oddziały szpitalne trafiają ludzie, którzy nie są w ciężkim stanie. Tam, przy całym zapleczu, ich stan się pogarsza i finalnie umierają. A po amantadynie pacjenci, których ja prowadzę, mając nawet 50 procent płuc zajętych, nie umierają mimo wszystko - mówi doktor. Swego czasu ogłaszał, że skuteczność leczenia COVID-19 amantadyną to nawet 99 procent. Przyznaje, że w związku z nowymi mutacjami te "statystyki" są inne.

Doktor twierdzi, że swoje obserwacje i dokonania chciał opublikować w fachowych czasopismach. Jednak coś poszło nie tak. - Mój artykuł się nie ukazał. Był bardzo dawno napisany, ale ciągle były problemy. Zabrakło dobrej woli, żeby go wydać. Ale to jest inny temat - zaznacza lekarz.

"Nie róbcie doktorowi krzywdy"

Sprawa doktora Bodnara rozgrzewa środowisko lekarskie od dawna. Do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej przy Radzie Lekarskiej trafiają kolejne skargi. - Nie mogę rozmawiać na temat toczących się postępowań. Mogę potwierdzić jedynie, że trafiły do nas trzy skargi związane ze stosowaniem amantadyny. Obecnie czekamy na wyniki badań klinicznych, które są prowadzone. Dopiero po uzyskaniu wyników podejmiemy decyzje co do ewentualnych dalszych czynności - mówi w rozmowie z TOK FM Anna Kot. Co ważne, izba nie będzie badała, czy stosowanie amantadyny komplikowało leczenie, ale czy sam lek nie zaszkodził pacjentom.

Biuro rzecznika prosiło o opinię konsultanta krajowego w dziedzinie chorób zakaźnych. - Zwracaliśmy się do prof. Horbana z prośbą o zajęcie stanowiska w tej sprawie. Jak dotąd nie uzyskaliśmy żadnych odpowiedzi - mówi Anna Kot. Rzecznik przyznaje, że na własnej skórze przekonali się, jak wielka jest grupa osób, które bezgranicznie ufają metodom stosowanym przez doktora. Gdy tylko poszła informacja, że są skargi na doktora, pojawiała się odpowiedź. - Mieliśmy mnóstwo maili broniących doktora. Pisali jego rzekomi pacjenci, prosząc, by nie robić mu krzywdy - przyznaje rzecznik.

Działa czy nie działa?

Do dziś na całym świecie nie ma żadnych badań potwierdzających skuteczność amantadyny w walce z COVID-19. Z jedynego szerokiego badania przeprowadzonego w Meksyku wynika, że nie można stwierdzić, żeby lek pomagał. Agencja Oceny Technologii Medycznych w swoim stanowisku zebrała wszystkie doniesienia na ten temat i stwierdza: "Z uwagi na ograniczoną liczbę dowodów naukowych oraz ich niską wiarygodność, wnioskowanie o skuteczności i profilu bezpieczeństwa amantadyny w leczeniu COVID-19 obarczone jest wysoką niepewnością".

Ministerstwo Zdrowia stwierdziło, że w związku z popularnością amantadyny wśród pacjentów trzeba mieć jasne dowody potwierdzające lub wykluczające skuteczność leku. Dlatego poprzez Agencję Badań Medycznych kilka miesięcy temu zleciło dwa badania kliniczne amantadyny w walce z COVID-19 - w Lublinie i na Śląsku. Oba wciąż trwają. Jedno z nich prowadzi prof. Rejdak, który wyjaśnia, że jego badanie przyniesie odpowiedź na pytanie: czy zastosowanie amantadyny we wczesnej fazie COVID ograniczy późniejsze skutki neurologiczne? Profesor zaznacza, że gdy u uczestników badania pojawiają się jakieś poważne objawy COVID-19, badanie natychmiast jest przerywane, a pacjent jest leczony zgodnie z zaleceniami dotyczącymi walki z COVID-19.

Pytam doktora Bodnara, jak wyniki tych badań wpłyną na jego praktykę. - Dla mnie lek jest skuteczny i będę leczył, nawet jeśli badania kliniczne nie potwierdzą jego skuteczności. Chyba że dostanę zakaz.

DOSTĘP PREMIUM