,
Obserwuj
Wielkopolskie

Zamieszanie z radarem przy bazie F-16. "Dostałem przekaz o ryzyku wypływu danych"

Szymon Kępka
4 min. czytania
05.08.2024 06:42
Radar, który nie przeszedł pozytywnie testów fabrycznych, był w 2018 roku testowany na lotnisku Ławica pod Poznaniem, niedaleko bazy F-16. Szefujący wówczas Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej Janusz Janiszewski twierdzi, że miał go obsługiwać rosyjskojęzyczny personel. PAŻP nie potwierdza tych informacji.
|
|
fot. Piotr Skornicki / Agencja Wyborcza.pl

Polska Agencja Żeglugi Powietrznej pod koniec 2015 roku ogłosiła przetarg na mobilny radar typu MSSR mode S. Miał być on sprzętem zapasowym na wypadek awarii systemów łączności. Wygrała go jedyna firma, która się zgłosiła - zarejestrowana w Finlandii NRPL AERO. Umowę podpisano w grudniu 2015 roku. Agencją kierowała wtedy Magdalena Jaworska-Maćkowiak, która również dziś jest szefową PAŻP, została powołana na to stanowisko w styczniu tego roku.

Wróćmy jednak do 2015. Żeby radar mógł działać, potrzebne były testy bezpieczeństwa - najpierw zagraniczne, fabryczne. Potem stacjonarne - w Polsce. Pojawił się problem, bo pierwsze testy - wykonane jeszcze w Finlandii - zakończyły się negatywnym wynikiem, o czym informuje Polska Agencja Żeglugi Powietrznej.

Po pierwszych fabrycznych testach poza Polską [w Finlandii] prezes Magdalena Jaworska-Maćkowiak nie podpisała w imieniu PAŻP certyfikatu testów fabrycznych z uwagi na niespełnienie warunków stawianych przez PAŻP w przetargu

.

Odbyły się kolejne testy, tym razem w Wielkiej Brytanii i te zakończyły się już wynikiem pozytywnym. Sprzęt mógł trafić do Polski.

Zgodnie z warunkami przetargu radar miał pojawić się w Łodzi, ale znalazł się pod Poznaniem, na terenie lotniska Ławica, w niedużej odległości od hangarów z myśliwcami F-16 i sprzętem struktur NATO. - [Radar] trafił do Poznania na trzy testy po dwóch wcześniejszych testach fabrycznych. Takie są ogólnoprzyjęte procedury - potwierdza Marcin Hadaj, rzecznik PAŻP.

Usłyszała ukraiński akcent i wpadła w szał. 'Było już za późno'

W odpowiedzi na pytania Agencja precyzuje, że "decyzje o późniejszym dalszym testowaniu radaru zostały podjęte przez kolejnych prezesów PAŻP". W 2018 roku, kiedy odbywały się testy radaru w Poznaniu, "prezes Jaworska od dwóch lat nie pełniła już wcześniejszej funkcji" - czytamy w stanowisku. Następcą Jaworskiej-Maćkowiak został w grudniu 2016 roku nominowany przez polityków PiS Janusz Niedziela. Funkcję tę pełnił do lipca 2018.

"Rosyjskojęzyczny personel"

Potem pełniącym obowiązki szefa PAŻP został Janusz Janiszewski. - Dostałem informację wewnętrzną, że radar jest pod Poznaniem. I żebym się tym zainteresował, ponieważ personel, który go obsługuje, jest najprawdopodobniej pochodzenia rosyjskiego (?). Pojechałem na miejsce, gdzie ten radar okazał się być, a było to dosłownie 200 metrów od centrum zarządzania ruchem lotniczym na poznańskiej Ławicy. Okazało się, że rzeczywiście personel obsługujący testowanie radaru był rosyjskojęzyczny - mówi Janiszewski, który został zwolniony z agencji w 2022 roku w atmosferze skandalu wywołanego protestami kontrolerów lotów. Z poprzednikiem Janiszewskiego na tym stanowisku czyli - Januszem Niedzielą nie udało nam się skontaktować.

Radar był testowany w Polsce między początkiem września a końcem października 2018 roku. Wyniki okazały się niepomyślne i sprzęt został odesłany wykonawcy. - Okazało się, że urządzenie nie spełnia wymogów stawianych przez PAŻP - potwierdza rzecznik Agencji Marcin Hadaj.

Janusz Janiszewski twierdzi, że zainteresowała go sprawa personelu, który - jak mówi - miał być rosyjskojęzyczny. - Natychmiast zgłosiłem do funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, że taka sytuacja ma miejsce. Prosiłem o zainteresowanie się tym tematem. ABW podjęła działania w tym zakresie - nie pamiętam, po jakim okresie. Zostałem zaproszony na spotkanie, gdzie dostałem jasny przekaz werbalny, że istnieje ryzyko wypływu danych operacyjnych w wyniku przeprowadzonych testów i że jeden z współwłaścicieli firmy mieszka w Sankt Petersburgu, i jest obywatelem Federacji Rosyjskiej - opisuje w rozmowie ze mną Janiszewski.

Jak dodaje, od ABW miał dostać zwrotną, którą streszcza następująco: "Proszę w trybie natychmiastowym likwidować ten kontrakt, wycofać się z niego ze względu na ryzyko wypływu danych".

Wojna z pokładu AWACS. Odsłaniamy kulisy 'nowego oka polskiej armii'

Prokuratura śledztwo umorzyła

Zapytałem ABW o sygnały, które agencja miała otrzymać od Janiszewskiego i działania, jakie podjęła. Jacek Dobrzyński, rzecznik ministra-koordynatora ds. służb specjalnych, stwierdził: "Funkcjonariusze ABW - po uzyskaniu informacji o ewentualnych nieprawidłowościach - przekazali je do prokuratury, prokuratura zajęła się czynnościami".

Sprawę zakupu radaru badała Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Śledczy poinformowali mnie, że postępowanie dotyczące ewentualnego podpisania niekorzystnej umowy między Agencją a fińskim dostawcą zostało umorzone w 2019 roku. Prokuratura podkreśliła, że "radar faktycznie nie został nabyty przez PAŻP". Ponadto - w związku z odstąpieniem od umowy - "nałożono na wykonawcę karę umowną w kwocie 2.064.812,84 zł, zatrzymano jednocześnie niesprawne urządzenie do momentu jej zapłaty". Wątek rosyjskojęzycznego personelu nie był badany przez śledczych.

PAŻP, którym dziś znów kieruje Magdalena Jaworska-Maćkowiak, twierdzi, że odbiory i testy radaru na terenie Polski były prowadzone przez polski personel, ale - zgodnie z zapisami w przetargu - w testach mogli brać udział przedstawiciele wykonawcy. PAŻP utrzymuje, że nic nie wie o tym, by w testach brali udział rosyjskojęzyczni technicy.

- Radar był testowany w warunkach testowych, czyli w specjalnie wydzielonym systemie, bez żadnego kontaktu z systemem operacyjnym Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej - zapewnia Hadaj.

Ma to oznaczać, że ten, kto testował infrastrukturę radarową pod Poznaniem, nie miał dostępu do danych operacyjnych z polskiego systemu kontroli lotów. W czasie takich testów sprawdza się, czy urządzenie działa zgodnie ze specyfikacją zamówienia. Analizuje się jego skuteczność, zasięg, czułość i inne paramenty techniczne.

Litewska afera

NRPL AERO zajmuje się dostarczaniem infrastruktury radarowej wartej miliony euro, choć klientów ma głównie poza Europą. Firma jest zarejestrowana w Finlandii. Trafiła na czołówki mediów przy okazji afery na Litwie w 2017 roku. Dostarczyła wtedy urządzenia radarowe na najważniejsze lotniska w Litwie - w Wilnie, Kownie i Połądze. Jak informował litewski portal 15min.lt, firma była powiązana z Rosją, zaś litewskie instytucje - Ministerstwo Transportu i Żeglugi Powietrznej oraz Krajowe Centrum Cyberbezpieczeństwa - w związku z tymi zakupami "zidentyfikowały zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego".

Pytamy w PAŻP, czy przed rozstrzygnięciem przetargu ktoś sprawdzał ewentualnego dostawcę. "W przetargu na radar mobilny, zgodnie z przepisami prawa, wybrana została firma z terytorium Unii Europejskiej" - podaje agencja. Najwyższa Izba Kontroli, która w latach 2015-2018 pięciokrotnie kontrolowała PAŻP, ani razu nie sprawdzała kwestii zakupu tego radaru.