W Zgorzelcu Bąkiewicz grzmi o migrantach z Niemiec. A miejscowi? "Nie można mówić o strachu"
- Politycy PiS, Konfederacji i skrajnie prawicowi działacze organizują w zachodniej Polsce akcje "pilnowania" granic;
- Protestują przeciw 'celowemu podrzucaniu' migrantów z Niemiec do Polski;
- A czy sami mieszkańcy przygranicznych miejscowości się boją i włączają się w akcje prawicowych środowisk?
W zachodniej Polsce od kilku dni organizowane są tzw. obywatelskie patrole. Ich uczestnicy "pilnują" polskiej granicy i protestują przeciw "celowemu podrzucaniu" migrantów z Niemiec do Polski. - Te osoby - trudno to nazwać patrolami - próbują prowokować polskich funkcjonariuszy w mundurach (...) - skomentował Tomasz Siemoniak. Szef resortu spraw wewnętrznych zaapelował również do wszystkich, którzy chcą bronić polskich granic, by wstępowali do Straży Granicznej.
W akcję z "pilnowaniem" granic włączają skrajnie prawicowi działacze, jak Robert Bąkiewicz, ale również politycy PiS. Publikują w internecie informacje o przebywających w Polsce migrantach, którzy - według nich - są przewożeni z Niemiec niezgodnie z procedurami. Mariusz Błaszczak alarmował w niedzielę na portalu X: "Zachodnia granica Polski przestaje istnieć!". W podobnym tonie wypowiadają się liderzy Konfederacji. - Uzyskaliśmy informacje od Straży Granicznej, że polska strona nie weryfikuje w żaden sposób tożsamości i historii imigrantów przekazywanych nam przez Niemcy - powiedział w czwartek wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak.
Czy mieszkańcy przygranicznych terenów, a konkretnie Zgorzelca rzeczywiście mają powody do obaw? - Wydaje mi się, że nie można mówić o strachu. Bo nie ma tutaj miejsca, w którym migranci by na stałe przebywali. Jeśli się pojawiają, to albo przelotem, albo po odrzuceniu przez stronę niemiecką. Ale potem znikają - mówił w TOK FM Jacek Staszczuk z portalu zgorzelec.info.
Rozmówca Małgorzaty Waszkiewicz podkreślił, że akcje "pilnowania" granic i tzw. patrole obywatelskie w Zgorzelcu organizują przyjezdni, nie miejscowi. - Mam poczucie graniczące z pewnością, że inicjatorami tego nie są mieszkańcy Zgorzelca, tylko ludzie z zewnątrz. Czyli od pana Bąkiewicza i Ruchu Narodowego. Tutaj oddolnie nie widzę takich działań, na pewno nie w sprawach związanych z migrantami - stwierdził dziennikarz.
"Polskich służb nie widać w Zgorzelcu". "Działają dopiero, gdy mleko się wyleje"
W opinii Jacka Staszczuka mieszkańcy Zgorzelca chcieliby teraz przede wszystkim dwóch rzeczy. Po pierwsze: zniesienia kontroli na granicy z Polską, które wiele miesięcy temu wprowadzili Niemcy. - A po drugie, by polski rząd przestał być tak spolegliwy wobec strony niemieckiej w sprawie zawracania migrantów. Chodzi też o to, żeby był bardziej sprawczy, jeśli chodzi o działania służb u nas na pograniczu. Bo prawda jest taka, że ich nie ma, ich nie widać - ocenił.
'Polskiej granicy nie trzeba bronić'. Kierwiński: Jest lepiej chroniona niż za PiS-u
Jak dodał, również Niemcy mają pretensje do polskich służb za słabe pilnowanie naszej granicy. - Dam przykład: często niemiecka policja mówi o zatrzymaniach migrantów w pociągu transgranicznym, który wjeżdża do Görlitz ze Zgorzelca. Tamtejsi funkcjonariusze mają pretensję, że nasze służby nie przechwytują tych ludzi jeszcze w Zgorzelcu czy wcześniej - opisywał.
- Mam wrażenie, że nasi politycy i służby działają po fakcie. Starają się pokazać, że działają dopiero, gdy mleko się wyleje - podsumował gość TOK FM.