,
Obserwuj
Gospodarka

Kryptowaluty dołują. Pięć powodów, dla których kurs spada

Wojciech Kowalik
3 min. czytania
13.02.2026 11:41

Nieco w cieniu ostatnich spadków na srebrze i złocie, swój dramat przeżywa rynek kryptowalut, który kompletnie się załamał. Od szczytu jesienią ubiegłego roku, kiedy po gorącym lecie wzrostów bitcoin pobił rekordy wszech czasów na poziomie 120 tysięcy dolarów, osunął się już o niemal połowę, a spadki przyspieszyły w ostatnich tygodniach. Ethereum - druga co do wielkości cyfrowa waluta - straciła ponad 60 procent. Ale - co ciekawe - analitycy mówią, że tak naprawdę nic nie uzasadnia aż tak głębokiego krachu jaki zobaczyliśmy w ostatnich tygodniach.

Kryptowaluty gwałtownie tracą na wartości
Kryptowaluty gwałtownie tracą na wartości
fot. Nur Photo/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego bitcoin - od szczytu jesienią - stracił już prawie połowę swojej wartości?
  • Co tak mocno uderza w rynek kryptowalut?
  • Dlaczego to wcale może nie być koniec, a bitcoin może zmierzać jeszcze niżej i niżej?

Spróbujmy przyjrzeć się temu rynkowi bliżej. Rynkowi zdominowanemu przez największą z kryptowalut - bitcoin odpowiada za blisko 60 procent tego rynku, którego wartość w kilka dni obniżyła się o astronomiczny bilion dolarów, czyli o mniej więcej tyle, ile cała polska gospodarka.

Po pierwsze: te spadki to wynik cykliczności zapisanej w kodzie komputerowym bitcoina - tego typu zjazdy pojawiają się średnio co cztery lata, po tak zwanym halvingu, czyli zapisanym w kodzie zmniejszeniu możliwości wydobycia kryptowaluty.

Po drugie: dołożył się do tego ogólny rynkowy niepokój na fali korekty na metalach szlachetnych oraz spółkach technologicznych. Niepokój podsycany decyzjami Donalda Trumpa, które co jakiś czas są jak kubeł lodowatej wody na głowy inwestorów, którzy wtedy w popłochu wycofują się z ryzykownych aktywów. A kryptowaluty są jednymi z najbardziej ryzykownych, co zresztą pokazują w ostatnich tygodniach. Okazało się, że bitcoin to nie jest cyfrowe złoto i w czasach niepewności wielki światowy kapitał woli namacalną sztabkę złota od kodu komputerowego kryptowaluty.

Po trzecie: widać, że grube miliardy dolarów odpływają ze specjalnych funduszy opartych na bitcoinie. Tych samych, których pojawienie się ponad rok temu zapoczątkowało kilkumiesięczne szaleństwo na bitcoinie, które wyniosło go na historyczne szczyty. Teraz z tych funduszy zarządzono odwrót: w trzy miesiące odpłynęło z nich ponad 12 miliardów dolarów, a to dużo. A skoro ci więksi się z kryptowalut ewakuują, ciągną za sobą tych mniejszych i tu działa efekt psychologiczny.

Po czwarte: do tego dochodzi nowy rodzaj strachów: inwestorzy coraz bardziej boją się, że sieć bazowa bitcoina może zostać zhakowana, co doprowadziłoby do wyzerowania wartości bitcoina.

I po piąte -  wspomniany już Donald Trump. I tu zatrzymajmy się na dłużej. Bo kiedy Trump półtora roku temu, zanim został prezydentem, zwietrzył polityczny interes na kryptowalutach, zmienił o nich zdanie o 180 stopni. Dawno temu nazywał bitcoina "oszustwem", a po swojej wolcie obiecał uczynić ze Stanów Zjednoczonych "kryptostolicę świata". Naobiecywał więc inwestorom na tym rynku złote góry, ale na razie zostały z nich co najwyżej niewielkie pagórki. Bo z szumnie zapowiadanej strategicznej rezerwy bitcoinów i innych cyfrowych walut został ogryzek, a tak oczekiwane przepisy mające ten rynek regulować - utknęły. Chodzi o tak zwany Clarity Act, który Trump obiecywał podpisać do końca ubiegłego roku, mamy drugi miesiąc nowego roku, a ustawa nie wyszła nawet z senatu. Dlaczego?

Bo trwają tam przepychanki między branżą kryptowalut i bankami o kształt rozwiązań - każdy chce ugrać dla siebie jak najwięcej, bankowcy boją się, że pieniądze z trzymanych u nich lokat odpłyną do kryptowalut, branża krypto tylko na to liczy, a w grze jest może nawet 6,5 biliona dolarów. A to wszystko potęguje niepewność dla rynku, który nie wie, kto będzie go nadzorował, na jakich warunkach, co będzie dozwolone, a co nie.

I kiedy te wszystkie puzzle poskładamy razem, mamy obecny rynkowy obraz. Raczej w ciemnych barwach, bo choć przewidywanie przyszłości na tym rynku to jak wróżenie z fusów, to analitykom daleko do optymizmu. Bo dla bitcoina przewidują ciąg dalszy kryptozimy i dalsze spadki, nawet w okolice 40 tysięcy dolarów z obecnych mniej więcej sześćdziesięciu kilku. A to by oznaczało, że bitcoin może stracić jeszcze ze 30-40 procent i wylądować o jakieś dwie trzecie niżej niż w swoim szczycie jesienią ubiegłego roku. To doskonale podsumowuje cały ten rynek, na którym w moment można sporo zarobić, żeby chwilę później drugie tyle stracić.

źródło: TOK FM