Współpracę z Wajdą zaczął od... odmówienia mu. "Ale Andrzej się nie naburmuszył, nie obraził, jak to artyści często mają"
Gościem Cezarego Łasiczki w audycji "OFF Czarek" był Allan Starski, legendarny scenograf, pracujący m.in. przy "Człowieku z marmuru", "Człowieku z żelaza", "Dantonie", "Liście Schindlera" (otrzymał za to Oscara), "Panu Tadeuszu", "Pianiście" i "Pokołosiu" (za te trzy filmy nagrodzony Orłem).
- Nie wszyscy znają te mniej znane pana projekty i produkcje. Jedną z takich mniej znanych jest "Polska gęś w Niemczech" - powiedział Łasiczka.
- "Polska gęś w Niemczech?" - zdziwił się Starski. Po chwili roześmiał się: To pan opowiada o moich reklamowych osiągnięciach, to okres, kiedy nie pracowałem jeszcze w filmie.
Orzełki i kac na urodzinach
Później scenograf malował... orzełki na czołgach. - To był duży film, "Album polski". Zostałem rzucony na plan filmowy z dwoma malarzami, którzy nie mieli wody do farby, nie mieli narzędzi. Byłem strasznie ambitny i pamiętam, że byłem uwieszony do trzęsących się czołgów i malowałem na nich oznaczenia wojskowe: numery, orzełki - opowiadał.
- A dobrze jest mieć urodziny 1 stycznia? Bo myślę, że wszyscy przychodzą skacowani po sylwestrze - stwierdził prowadzący audycję.
- No właśnie słabo, tym bardziej, że moje drugie imię to Mieczysław, dlatego że 1 stycznia jest Mieczysława, właściwie dwa w jednym. I jeszcze na kacu? Słabo w sumie - mówił Starski.
Miłość do kina i Wajdy
- Moje szczęście prawdziwe to to, że zacząłem pracować z Andrzejem Wajdą. Wtedy pokochałem kino. Pokochałem Andrzeja wtedy, jak zrobił "Popiół i diament". To był film, który wywarł na mnie olbrzymie wrażenie - przyznał.
Ale współpraca nie od razu wystartowała. - Odmówiłem Wajdzie "Ziemi obiecanej", ale nie dlatego, że nie chciałem z nim pracować. Miałem swoje standardy, umówiłem się na dużo mniejszy film z Rysiem Berem. Byłem umówiony i nie włączyłem się do tej ekipy. Nie miałem tam propozycji samodzielnej pracy. To był olbrzymi film. Było trzech scenografów, ja miałem być jednym z nich w tym filmie i Andrzejowi odmówiłem - powtórzył Starski.
- Ale to też pokazuje, jakim fantastycznym człowiekiem - już nawet nie mówię: reżyserem - był Andrzej, bo się nie naburmuszył, nie obraził, jak to artyści często mają, tylko jak była następna okazja, to zaproponował mi najpierw przygotowania filmu o Chopinie. Ten film nie wyszedł - dodał. Jak zaznaczył, Wajda rzucił go potem na głęboką wodę i razem zrobili "Smugę cienia". - To był dobry test dla scenografa - zaznaczył Starski.
Film kostiumowy trzyma się mocno
- A czy ma pan takie wrażenie, że film historyczny, film kostiumowy umiera powoli? - pytał Łasiczka.
- Na szczęście jeszcze ciągle nie mam takiego wrażenia, natomiast rozumiem i wiem, że te filmy teraz, które są właściwie komputerowo robione - a to wyszło z tych gier komputerowych, chociażby tak jak "Wiedźmin" - i są coraz bardziej realistyczne, i coraz więcej tych dekoracji wspaniałych jest tworzonych komputerowo, mogą zagrozić tym przyzwoicie zrobionym filmom historycznym. Ale wydaje mi się, że jednak filmy historyczne ciągle przyciągają ludzi do kina. Chociażby przykładem tego jest tak u nas mocno krytykowany "Gladiator 2" - podkreślił scenograf.
- A co by pan tutaj w studio zmienił? - spytał na sam koniec rozmowy Łasiczka. - No wszystko właściwie - roześmiał się Starski. - Przede wszystkim kolor. Ja zawsze bym zmienił wszystko. Nie zmieniłbym oczywiście mikrofonów, pana siedzącego przed monitorem, ale wnętrze bym troszkę uspokoił - wyjaśnił.