,
Obserwuj
Polityka

Przed nami superweekend. Co obiecają politycy? "Pocovidowe bajlando ma się ku końcowi"

oprac. MZ
3 min. czytania
23.10.2025 22:14

Przed nami dwie duże polityczne konwencje. Jednak zdaniem komentatorów nie powinniśmy się na nich spodziewać fajerwerków. - Klasa polityczna wreszcie się zorientowała, że to pocovidowe bajlando w finansach publicznych ma się ku końcowi i że zaczynamy wchodzić w proces mozolnego naprawiania finansów publicznych, gdzie na nowe 500 plusy miejsca po prostu już nie ma - mówił w TOK FM Tomasz Żółciak z money.pl. 

  • Przed nami polityczny "superweekend";
  • Odbędą się dwie duże konwencje, zarówno PiS-u jak i Platformy;
  • Czy możemy spodziewać się fajerwerków?

W piątek i sobotę w Katowicach odbędzie się dwudniowa konwencja programowa Prawa i Sprawiedliwości. Wydarzenie rozpocznie wystąpienie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Po nim przewidziano łącznie 132 panele dyskusyjne dotyczące m.in. bezpieczeństwa, spraw zagranicznych, wojska i zdrowia. Konwencja odbędzie się pod hasłem "Myśląc: Polska". 

Także w sobotę odbędzie się konwencja krajowa Platformy Obywatelskiej, gdzie zapadną decyzje ws. stworzenia nowego ugrupowania wraz z Nowoczesną i Inicjatywą Polską. 

- Zarówno impreza PiS-u, jak i Platformy to domknięcie pewnego etapu i można to odczytywać jako  nieśmiały pierwszy krok w marszu kampanijnym. Bo możemy sobie myśleć, że do tego 2027 roku to jeszcze tyle czasu, że w ogóle kto się przejmuje kampanią. Ale nim się wszyscy zorientujemy, to nagle się okaże, że jesteśmy w środku kampanijnego wiru - mówił w "Wywiadzie Politycznym" w TOK FM Tomasz Żółciak z money.pl. 

"Pocovidowe bajlando ma się ku końcowi" 

W jego ocenie jednak raczej nie powinniśmy się spodziewać zbyt wielu spektakularnych obietnic. - Bo od 2015 roku zmienił się paradygmat polegający na tym, że pieniądze zawsze się znajdą, zawsze będzie ktoś, kto nas nam pożyczy, by zrealizować spektakularne obietnice wyborcze. To samo widzieliśmy w 2023 roku także wykonaniu Donalda Tuska, który grał na to, żeby przelicytować PiS. Mniejsza o to, czy to jest realizowane. I teraz z PiS-u dochodzą sygnały, że fajerwerków się nie spodziewajmy, bo sytuacja w finansach publicznych na to po prostu nie pozwala - relacjonował rozmówca Karoliny Lewickiej.

Jak dodał, to samo słychać zresztą z Platformy. - Tak jakby klasa polityczna wreszcie się zorientowała, że to pocovidowe bajlando w finansach publicznych ma się ku końcowi i że zaczynamy wchodzić rzeczywiście w proces mozolnego naprawiania finansów publicznych, gdzie na nowe 500 plusy miejsca po prostu już nie ma - stwierdził Żółciak. 

Redakcja poleca

Dziennikarz dotarł jednak do ponad 500-stronnicowego dokumentu programowego PiS przygotowanego na tę konwencję. 

- Jeżeli ktoś mówi, że fajwerków nie ma, to ja bym się jeszcze dwa razy zastanowił, bo momentami fajerwerki tam są. Tylko pytanie, na ile to są fajerwerki, którymi strzelają prelegenci, którzy będą brali udział w panelach i lansowali pewne pomysły, a na ile to coś, co znajdzie się w programie PiS - zastanawiał się gość TOK FM.

"To przygotowanie na wojnę, która już się odbyła"

Zgodził się z nim drugi z rozmówców Karoliny Lewickiej - Andrzej Bobiński z "Polityki Insight". - Rozumiem, że to jest początek przygotowania do wyborów, natomiast jak na ten początek to rzeczywiście zostało wyprodukowane strasznie dużo papieru. Bardzo wiele słów zostało przelanych na ten papier, a do wyborów jeszcze jest dużo czasu i bardzo wiele rzeczy się zmieni - mówił.

Jak ocenił, czasy też się zmieniły. - Żyjemy coraz bardziej w rzeczywistości ekonomii uwagi i robienie olbrzymiej konwencji, gdzie rozmawia się o wszystkim naraz, jest 130 paneli... Dlatego zastanawiam się, co z tego zostanie. I nawet jeżeli tam są te fajerwerki, to pytanie, czy ktokolwiek je zauważy - powiedział analityk polityczny. 

Redakcja poleca

Według niego jest to więc "trochę przygotowanie na wojnę, która już się odbyła". - Teraz politykę się robi inaczej. I jedyne dobre, co może zostać dla PiS-u, teoretycznie, to jest wrażenie, że rzeczywiście toczy się poważna praca nad programem. Natomiast tak naprawdę niewiele z tego zostanie - stwierdził Bobiński. 

- Szczególnie, że bym się spodziewał, że jednak ta kampania wyborcza, ta prawdziwa kampania wyborcza, w tym 2027 roku będzie o czymś zupełnie innym. Myślę, że będziemy w rzeczywistości olbrzymiej polaryzacji, konflikcie, też napędzanym np. przez rozliczenia, procesy polityczne, poczucie, że sądownictwo jest albo nie jest odkręcane itd. Więc wydaje mi się, że te emocje realne, kampanijne będą inne. A że to jest właśnie sprawdzenie, wrzucanie, próba policzenia się bardziej i w obu przypadkach granie do wewnątrz, a nie na zewnątrz - skwitował analityk Polityki Insight.

Źródło: TOK FM