Plan Kotuli to woda na młyn PiS? "Kampania wyjęłaby wszystkie demony"
Katarzyna Kotula zapowiedziała w TOK FM, że nie wyklucza referendum ws. związków partnerskich. - Nie podoba mi się w ogóle pomysł głosowania w plebiscycie nad prawami człowieka - tak samo nad związkami partnerskimi, jak i aborcją - mówiła w TOK FM Dorota Łoboda z Koalicji Obywatelskiej.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Ministra ds. równości Katarzyna Kotula zakłada "plan B" dla związków partnerskich, jeśli prezydent nie podpisze projektu o statusie osoby najbliższej;
- Nieoficjalną alternatywą, jak mówiła w TOK FM, ma być referendum;
- Do słów ministry odniosła się w TOK FM Dorota Łoboda z KO. Jak powiedziała wprost, "nie lubi tego pomysłu". "Nie mam też żadnych wątpliwości, że Rosja wjedzie natychmiast ze swoimi pieniędzmi, ze swoją dezinformacją i ze swoją mową nienawiści" - wskazała.
Polityczka zastrzegła przy tym od razu, że choć zawsze była przeciwko referendom w kwestiach praw człowieka, to "ma bardzo dobrze przebadany każdy elektorat, jeśli chodzi o związki partnerskie, umowę o statusie osoby najbliższej, umowę u notariusza. Jak podkreśliła Kotula, nawet wśród wyborców Konfederacji poparcie dla takich rozwiązań jest wyższe niż 60 proc., a w PiS przekracza 20 proc.
- Nie lubię tego pomysłu. Nie podoba mi się w ogóle pomysł głosowania w plebiscycie nad prawami człowieka - tak samo nad związkami partnerskimi, jak i aborcją - przyznała w TOK FM Dorota Łoboda, posłanka Koalicji Obywatelskiej, przewodnicząca Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektów ustaw dotyczących prawa do przerywania ciąży.
Dlatego, jak dodała, będzie zachęcała Katarzynę Kotulę, by porozmawiała z ambasadorem Australii, z którym ona sama rozmawiała jakiś czas temu. Przypomniała, że w Australii przeprowadzono referendum ponad 20 lat temu, bo wtedy wprowadzano tam regulacje dotyczące par jednopłciowych. - Ambasador powiedział mi, że lata temu kampania zohydzająca osoby LGBT była tak straszna, że niektóre osoby do tej pory noszą traumę po tym, co się wydarzyło i jak ohydnych rzeczy musieli o sobie słuchać. A przecież były to czasy przed mediami społecznościowymi i rozwojem internetu - dodała.
Teraz, podkreśliła, rodzi to dodatkowe zagrożenie, bo kampanie poprzedzające referendum byłyby "zasilane pieniędzmi ze Wschodu". - Nie mam żadnych wątpliwości, że Rosja wjedzie natychmiast ze swoimi pieniędzmi, ze swoją dezinformacją i ze swoją mową nienawiści - podkreśliła w rozmowie z Karoliną Lewicką.
"Kampania referendalna wyjęłaby wszystkie demony"
W ocenie gościni "Wywiadu politycznego" teraz należałoby się skupić "na legalizacji związków w formie parlamentarnej". - Przypominam to samo, co mówię przy okazji aborcji: referendum w Polsce nie zmienia prawa; nawet jeżeli Polki i Polacy opowiedzą się za związkami partnerskimi. A jeżeli chodzi o sondaże, to one są jednoznaczne: od bardzo wielu lat poparcie dla związków rośnie. Mimo to nadal musiałaby powstać ustawa, za którą musiałoby zagłosować Polskie Stronnictwo Ludowe i którą musiałby podpisać prezydent - dopowiedziała.
- A patrząc cynicznie i politycznie, PiS zależałoby na referendum? To byłaby woda na młyn dla Prawa i Sprawiedliwości? - chciała też wiedzieć prowadząca.
- Na pewno, z całą pewnością Prawo i Sprawiedliwość lubi odpalać wojny ideologiczne. Porzucili temat osób LGBT dlatego, że zobaczyli, że polskie społeczeństwo jest gotowe i otwarte i nie da się już podgrzewać tego tematu. Natomiast z całą pewnością kampania referendalna wyjęłaby wszystkie demony; znów - skwitowała w TOK FM Dorota Łoboda.
Źródło: TOK FM