Sąd zdecydował ws. Wołodymyra Ż. Siemoniak w TOK FM: Nikt świadomie tego nie ukrywał
To nieprawda. Współpraca polskich i niemieckich służb była pełna - tak minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak odpowiadał w TOK FM na zarzuty płynące z niemieckich mediów. W tle sprawa Wołodymyra Ż., podejrzewanego o wysadzenie Nord Stream Wołodymyra Ż.
- Warszawski sąd okręgowy przedłużył - do 9 listopada - areszt dla Wołodymyra Ż., podejrzewanego o wysadzenie Nord Stream;
- Minister Tomasz Siemoniak w TOK FM podkreślił, że sąd wnikliwie bada sprawę, a ekstradycja wymaga uwzględnienia różnych kontekstów prawnych;
- Jak skomentował sugestie niemieckich mediów, że polskie władze opóźniały współpracę w śledztwie?
W poniedziałek warszawski sąd okręgowy przedłużył do 9 listopada areszt dla podejrzewanego o wysadzenie Nord Stream Wołodymyra Ż. Prokuratura przyjęła stanowisko, że istnieje prawna dopuszczalność, aby wydać podejrzanego stronie niemieckiej.
- Polski sąd chce się dłużej zapoznać z tą sprawą, wnikliwie ją rozpoznać. Ekstradycja w każdym przypadku jest złożonym procesem i trzeba różne konteksty uwzględnić - skomentował w "Wywiadzie Politycznym" w TOK FM minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak.
"Nikt świadomie tego nie ukrywał"
Mężczyzna był poszukiwany Europejskim Nakazem Aresztowania wydanym przez niemieckie służby. Został zatrzymany 30 września "w miejscu swojego zamieszkania" w Pruszkowie. Wołodymyr Ż. w lipcu ubiegłego roku wyjechał z Polski do Ukrainy. Według doniesień niemieckich mediów, opuścił Polskę samochodem z dyplomatycznymi ukraińskimi tablicami, za którego kierownicą siedział attaché wojskowy. Później miał przebywać w Niemczech, a następnie wrócić do Polski.
Prowadząca audycję Karolina Lewicka pytała, czy ministra nie niepokoi to, że osoba, za którą wystawiono Europejski Nakaz Aresztowania, opuszcza Polskę, po czym do niej wraca.
- Sąd będzie rozpoznawał, co w tej sprawie się wydarzyło i jak to się działo. (...) Jest wiele spekulacji. Bardzo dobrze sąd działa, że daje prokuraturze czas na dokładne zbadanie tej sprawy - odparł polityk. - Na pewno ten wątek, czemu wyjechał i ponownie przyjechał, będzie rozważony - dodał.
Według niemieckich mediów, w tym m.in. telewizji publicznej ARD, polskie władze przez kilka miesięcy blokowały współpracę z niemieckimi śledczymi w sprawie Wołodymyra Ż. Dodatkowo, miały ignorować sprawę zaginięcia nagrań z kamer monitoringu w porcie w Kołobrzegu, gdzie komando ukraińskie miało zawinąć wynajętym jachtem "Andromeda".
Jak zapewnił Tomasz Siemoniak, te doniesienia "to nieprawda". - Współpraca prokuratury, służb była w tym przypadku pełna. W wielu miejscach, gdzie jest monitoring, on się po prostu nadpisuje po jakimś czasie i tyle. Nikt świadomie tego nie ukrywał, ani nie niszczył. To nie jest tak, że wszystkie monitoringi tego świata trzyma się po wsze czasy - tłumaczył w rozmowie z Karoliną Lewicką.
Zapewnił, że także wydarzenia ostatnich kilkunastu dni pokazują, że Polska "współpracuje rzetelnie". - Jeżeli jest tak, że polskie służby otrzymują Europejski Nakaz Aresztowania, to działają. Natomiast ekstradycja jest kompletnie odrębną sprawą. I tyle - podsumował w TOK FM.
Wysadzenie Nord Stream
Do zniszczenia trzech z czterech nitek Nord Stream 1 i Nord Stream 2 przeznaczonych do transportu gazu ziemnego z Rosji do Niemiec doszło 26 września 2022 r. (ponad siedem miesięcy po wybuchu pełnoskalowej rosyjskiej agresji na Ukrainę) na głębokości około 80 metrów, na dnie Bałtyku. Według niemieckiej prokuratury osoby odpowiedzialne za zniszczenie gazociągu skorzystały z jachtu, który wypłynął z portu w Rostocku. Łódź mieli wynająć od niemieckiej firmy na podstawie fałszywych dokumentów tożsamości i z pomocą pośredników. Według śledczych nurkowie przymocowali do nitek rurociągów co najmniej cztery ładunki wybuchowe, a po akcji zostali odebrani przez kierowcę i przewiezieni na Ukrainę.
Źródło: TOK FM