,
Obserwuj
Polityka

"Ambasadorowi Rosji proponowałem: wy bierzcie Krym, my Królewiec". Kącki rozmawia z konfederatami [FRAGMENT KSIĄŻKI]

oprac. tokfm.pl
6 min. czytania
09.07.2023 08:09
"Poszedłem do korwinistów i konfederatów. Na początek? Dużo cukru. A potem rozgrywki polityczne, intrygi, kochanki, noce na barze, nazistowskie piosenki. Wbiłem się w szeregi chłopców, którzy maszerują równo, zauroczeni wizją wolności totalnej. A jeśli na końcu tego marszu czeka nas Polska totalna, w której wolność będzie tylko dla wybranych?" - pisze reporter Marcin Kącki o swojej najnowszej książce "Chłopcy. Idą po Polskę", której fragment publikujemy.
|
|
fot. Jakub Włodek / Agencja Wyborcza.pl

Poniższy fragment pochodzi z książki Marcina Kąckiego "Chłopcy. Idą po Polskę", która ukaże się 12 lipca nakładem wydawnictwa Znak Literanova. W przedsprzedaży na Znak.com.pl.

Początek roku 2022 to tragedia dla Europy, a dla Konfederacji medialny dramat. Bo w zasadzie wygasła pandemia w śmiertelnym wydaniu i skończyło się straszenie szczepionkami czy maseczkami, zniknęły też plany filmowe w sanepidach i filharmoniach, a jeszcze Facebook zamknął ich profil, bo skala nonsensów, jakie Konfederacja wrzucała na profil, nawet Zuckerberga, który dzięki takim nonsensom stał się przecież miliarderem, przeraziła. Zachęcanie do polexitu też jakoś nie wyszło, a straszenie NATO i prorosyjskie czułości, no to już była dla nich katastrofa zupełna, gdy w lutym "Jego Ekscelencja Putin", jak pisał o nim i mówił Korwin, postanowił w swoim szaleństwie najechać Ukrainę. Byłem u Korwina kilka dni przed wybuchem wojny, gdy wojną już pachniało, ale Korwin prychał, uspokajał też "kościelną żonę".

– Pan też zaczyna? No niech pan przestanie… To blef, nie wejdą…

I zaczyna ciepło wspominać wizytę na tym Krymie podczas rosyjskiej aneksji w 2015 roku. Przyjmował go putinowski gubernator, od którego Korwin dostał tę wspomnianą już, kultową pamiątkę. Pokazuje mi zatem szafkę, na której prezent stoi, ale widzę tandetny puchar ze sklepiku z pucharami.

– Nie! To obok!

Uuuu, no to obok to stoi, proszę państwa, piękna drewniana skrzyneczka, w środku której jest żelazny gryf, symbol prorosyjskiego Krymu, z napisem cyrylicą "Rozkwitanie w jedności", a obok mapa Krymu jakby zrobiona z klejnotów. Korwin pojechał tam sobie, gdy Rosjanie anektowali Krym, jak mówi, by popatrzeć, porozmawiać, i nie zobaczył nic złego, a i ludziom wcale się nie podobało być pod Ukrainą, bo to Rosjanie i chcieli być pod Putinem.

– Bo przecież Putinowi można ufać jak matce – mówię.

– Panie! Ja kiedyś ambasadorowi Rosji w Polsce proponowałem: wy bierzcie Krym, Ukraina Bieszczady, a my Królewiec.

– Mieszkańcy tych regionów mogliby mieć małe wątpliwości.

– To by się ich przesiedliło.

– I co odpowiedział rosyjski ambasador?

– No to, co pan, że ludność miałaby wątpliwości.

– Dzisiaj też by pan to zaproponował jako na przykład szef MSZ?

– Dla mnie Królewiec jest ważny, żeby Rosji odebrać, bo nie mam ochoty mieć armii rosyjskiej wiszącej nad głową.

No ale Rosja napada na Ukrainę, więc dzwonię do Korwina.

– Nagrałem już film na YouTubie o tym, niech pan obejrzy, bo chyba wszyscy zwariowali – mówi mi jakoś przygaszony.

– Ten pod tytułem Czy Rosja zaatakuje Polskę?

– Taki tytuł!?

– To nie pan dał?

– Jezu, mój asystent Wilkosz daje takie…

– Będzie się klikać.

– Ale nieadekwatne do treści!

– Pana prognozy, jak by to powiedzieć, weszły na minę.

– Bo wszyscy mieli Putina za rozsądnego, a on oszalał! Trudno przewidywać, gdy politykę robi szaleniec.

– Pan go poznał?

– Stałem od niego raz pół metra, ale nie rozmawiałem. A wie pan, jest hipoteza, że on siedzi daleko od ludzi, bo to sobowtór… A może chory zakaźnie, a może śmiertelnie i żegna się z życiem, i chce odejść głośno.

– I co dalej?

– No skoro to wariat…

– Boi się pan?

– O rodzinę, tak. Nic nie rozumiem. To jakieś szaleństwo. Patrzę w internecie, czołg jedzie ulicą, rozjeżdża samochód. To jakieś nieudolne, nie wiem, o co chodzi… I dochodzą mnie słuchy z kół dobrze poinformowanych, że USA wypowie wojnę Rosji.

– I co wtedy?

– Koniec tego, co znamy.

Słyszę, że coraz bardziej rozbity.

– Boi się pan?

– Jak zrzucą siedem bomb atomowych na nas, to… Tego się boję. Schronu nie mam, ale piwnicę, a w niej zapas wina, głównie białe, węgierskie, a żona nakupiła wody na zapas. I tu opowiem anegdotę…

– Panie Januszu…

– Otóż… – Ale tam ludzie giną…

– No opowiem…

– Wie pan, ile mnie wysiłku kosztuje, by w tej książce napisać dwa poważne zdania? A pan mi ciągle nie daje szansy.

– Ale to nie ja zwariowałem, to świat oszalał!

Dla prorosyjskiej Konfederacji, nienawidzącej NATO, UE, USA, atak Putina, ucieczka Ukraińców do Polski i wielka solidarność Polaków przeciwko Rosji to szok, chociaż nie, to za słabe słowo. Można powiedzieć, że ich przekaz medialny zamienia się wtedy w labirynt błądzenia, dreptania, cofania i zaglądania przez ramię, co robi kolega.

No więc pierwszy komunikat Konfederacji po ataku Rosji mówi nawet o potępieniu inwazji, o współczuciu dla ofiar wojny, ale pojawia się też potępienie Zachodu, zwłaszcza Niemiec, oraz wezwanie Polaków do broni, także atomowej, zatem precz z pacyfistami, a pomagać trzeba nie Ukrainie, ale Polakom w Ukrainie, i uszczelnić granice. Zaczyna się więc niemrawe czołganie po elektorat. Winnicki, który na blogu kilka lat wcześniej ostrzegał przed "uzależnieniem Polski od Zachodu", teraz jakby próbował oswoić własny szok: "Kto wymachuje dziś Wołyniem, by nie pomagać kobietom, dzieciom, starszym i chorym uciekającym przed barbarzyństwem Moskwy, ten jest skur...", co Korwin, który mało empatycznie pisze wtedy o uchodźcach, odbiera jako atak na siebie, ale gdy go o to pytam, mówi, że ma grubą skórę. Na prawicowych forach Winnicki zostaje za swój wpis wykluczony z "kręgu patriotów", więc Braun i Korwin nie chcą popełnić jego błędu i nie przesadzają z nadmiarem humanizmu. Braun apeluje o dostęp do broni dla Polaków i ostrzega przed uchodźcami, by za bardzo granic nie otwierać, ale z każdym dniem się rozkręca: "Polacy są gorzej traktowani od Ukraińców", bo uchodźcy nie muszą pokazać testów na covid, przypomina też o Banderze "na ochłodę głów rozegzaltowanych" i "ulegających szantażom emocjonalnym". Choć Braun określa Polskę jako "kondominium niemiecko-rosyjskie pod tymczasowym zarządem żydowskim", to jeszcze przed wojną miał kontakty z Leonidem Swiridowem, dziennikarzem rosyjskiej agencji prasowej RIA Nowosti wydalonym z Polski za podejrzenie działalności szpiegowskiej, a w Moskwie udzielił Swiridowowi wywiadu dla kremlowskiego serwisu Sputnik.

Korwin nie pozostaje w tyle i wrzuca memy, że wojnę zaczęli Ukraińcy, bo "ostrzelali uznane przez Rosję republiki", a pisze to, bo "będzie walczył o Prawdę". Na YouTubie przekonuje, że Krym zawsze był rosyjski, a tylko podarowany Ukrainie, że mieszkali tam Rosjanie. Gdy pada słynne "idi na chuj" ukraińskich obrońców Wyspy Wężowej, a prezydent Zełenski odznacza ich pośmiertnie, Korwin w bohaterów niespecjalnie wierzy i na Radzie Liderów dochodzi do awantury, że takie wpisy spowodują odejście wyborców.

Po kilku tygodniach okazuje się, że obrońcy Wyspy Wężowej jednak żyją, zostali wzięci do niewoli, no to Korwin, choć go noga boli, leci na Radę Liderów i karmi się strutymi spojrzeniami tych, co mu wcześniej ubliżali.

– No i co?! Na moje wyszło! – krzyczy do słuchawki. – Wszyscy na radzie byli cicho! Wszyscy! Omijali temat! Przecież gdyby Jego Ekscelencja Włodzimierz Putin nie pomagał swoim, toby stracił w oczach Rosjan – tłumaczy mi Korwin wojnę.

Ale wobec fali krytyki, nawet w swoim obozie, Korwin wrzuca film na YouTube, w którym tłumaczy, że "skoro Rosja jest naszym sąsiadem, to jest potencjalnym wrogiem", że "powinniśmy się cieszyć, że Ukraina bije się z Rosją, bo to nasi potencjalni wrogowie, ale powinniśmy popierać słabszego, czyli Ukrainę".

W pierwszych dniach wojny, co warto odnotować, sympatię do Rosji okazują nie tylko korwiniści. Nawet lewica zachodnia idzie w narrację, że to Europa sprowokowała konflikt. Naomi Klein, kanadyjska pisarka i lewicowa działaczka społeczna, chwali analizy, z których wynika, że winne są Stany Zjednoczone, które "pchnęły NATO do ekspansji na Wschód, łamiąc gwarancje, które USA dały Rosji po zakończeniu zimnej wojny", czyli Rosja nie miała innego wyjścia, a sankcje wobec Rosji są zbyt intensywne. Owen Jones z lewicowego "Guardiana" oczekuje deklaracji od USA, że dla Ukrainy nie ma miejsca w NATO, a "rozszerzenie Paktu na Wschód po upadku ZSRR było niepotrzebne, lekkomyślne i prowokujące". Janis Warufakis, były grecki minister finansów, lewicowiec, także twierdzi, że drogą do pokoju jest wstrzymanie rozmów z Ukrainą na temat wejścia do NATO.

Ale wróćmy do Konfederacji, bo tu chaos narasta, jest apel, by nie pomagać Ukrainie militarnie, bo to wciągnie Polskę w wojnę z Rosją. Braun odcina się od przyjęcia Ukrainy do UE. Korwin przestrzega, że "sankcje zawsze szkodzą obydwu stronom", a tymczasem jego asystent Karol Wilkosz pisze na Facebooku w kontekście uchodźców: "Byłem głodny, a daliście mi jeść. Byłem przybyszem, a przyjęliście mnie", i podobnie jak Winnicki zostaje zaliczony do "kretynów" i "zdrajców". Braun przelicytowuje Korwina i zachęca do tworzenia patroli obywatelskich, do obrony przed uchodźcami, którzy wykorzystują wojnę, by najechać Polskę. Na odzew nie trzeba długo czekać, bo w Przemyślu i okolicach, na forach internetowych trwa polowanie na "ciapatych", którzy mają się ponoć wtapiać w tłum uciekających Ukraińców.

'Polska bez aborcji i LGBT'. Dlaczego coraz więcej młodych kobiet chce głosować na Konfederację?