PiS wyprowadzi ludzi na ulice? "Chodzi o większy bodziec". Ekspert podaje termin
Nowa władza przejęła ministerstwa i próbuje wprowadzać swoje porządki w Polsce. Jednak PiS nie ustaje w wysiłkach, aby cały proces nie przebiegał zbyt gładko. Tak jest chociażby w przypadku mediów publicznych. Minister kultury Bartłomiej Sienkiewicz wymienił – w sposób zdaniem wielu nie do końca zgodny z prawem – szefów TVP, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej. Wywołało to gniew polityków PiS, którzy ruszyli na "barykady", żeby bronić "swoich" mediów. Mając przy tym usta pełne frazesów o wolności słowa i demokracji.
- Program "Chaos plus" został już uruchomiony. Są emocje, aby zdestabilizować to, co się dzieje w Polsce. Widać, że to jest przemyślane, maski po prostu opadły - komentował w TOK FM dr Mirosław Oczkoś, ekspert ds. wizerunku i marketingu politycznego.
Jednak bój o media to zbyt mało, żeby wypełnić polityczne plany PiS. - To dość widowiskowe, ale mało ludzi, którzy te telewizję oglądali, albo zwolenników PiS, jest w stanie o to walczyć - ocenił gość Piotra Maślaka w "Pierwszym Śniadaniu w TOK-u". Dlatego, zdaniem dr. Oczkosia, odchodząca władza może szykować bardziej spektakularne kroki. - Musi być większy bodziec. Niestety zakładam, że Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego - która skądinąd nie istnieje prawnie - może nie uznać wyborów. I to jest ten plan na wyprowadzenie ludzi na ulice. W styczniu może być to realizowane - uczulał i ostrzegał gość TOK FM.
Mimo to, według Oczkosia, rząd Tuska musi "wytrzymać ciśnienie". – Nie dać się sprowokować. Jednocześnie musi być twardy, bo widzimy jak na dłoni, że PiS to nie jest normalna formacja polityczna. To po prostu parada oszustów i szajka. Działają w myśl zasady, że albo my, albo spalona ziemia. Zostawiają za sobą zatrute studnie i wycięte jabłonki – podsumował dr Oczkoś.