Co Duda zrobi z Wąsikiem i Kamińskim? "Jakby było wygodne, że siedzą"
Skazani prawomocnym wyrokiem sądu byli szefowie CBA Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik od 9 stycznia przebywają w areszcie. Politycy w grudniu prawomocnie zostali skazani na dwa lata więzienia i zatrzymani na terenie Pałacu Prezydenckiego. Rodziny Kamińskiego i Wasika, politycy PiS-u i prezydent uważają, że ułaskawieni w 2015 roku przez Andrzeja Dudę (po skazaniu ich nieprawomocnym wyrokiem) powinni opuścić więzienia. P rezydent Andrzej Duda ogłosił 11 stycznia rozpoczęcie postępowania ułaskawieniowego. Na zastosowanie przez siebie aktu łaski się nie zdecydował, bo utrzymuje, że ten z 2015 cały czas jest w mocy.
Duda kluczy ws. Wąsika i Kamińskiego. Sienkiewicz kpi
Dlatego uwagę zwróciła jego wypowiedź dla "Super Express", w której Duda zapowiedział ułaskawienie Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. "Ja to zrobię, mając pełną świadomość tragizmu tej sytuacji. Również dla urzędu prezydenta Rzeczypospolitej. Z pełną świadomością" - stwierdził. Deklaracja wywołała rak duże zamieszanie, że głos zabrał szef Kancelarii Prezydenta Marcin Mastalerek. Jak napisał na platformie X, o akcie łaski nie ma mowy, bo trwa procedura ułaskawieniowa. "Nic się w tej kwestii nie zmienia" - podkreslił.
- Nikt nie wie, jaka jest wola i intencje pana prezydenta - komentował w "Poranku Radia TOK FM" min. Bartłomiej Sienkiewicz. - Jedno jest pewne: panowie Wąsik i Kamiński mogą wyjść z więzienia w ciągu 24 godzin od momentu, w którym pan prezydent ich ułaskawi. Nic nie stoi na przeszkodzie, by jutro ci panowie wyszli z więzienia - mówił szef resortu kultury i dziedzictwa narodowego.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty.
Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Wszczęta przez Andrzeja Duda procedura ułaskawieniowa może trwać tygodniami. - Tak jakby było wygodne, że oni tam siedzą. Ja tego nie bardzo rozumiem. Dziś jest moment na ułaskawianie i dziwię się, że pan prezydent nie chce z tego skorzystać -przyznał rozmówca Karoliny Lewickiej.
Przejęcie TVP to "rozpoznanie w boju"? "Nasi przeciwnicy tego nie rozumieją"
Prezydent Duda w wywiadzie dla "Super Expressu" mówił także o mediach publicznych. Zarzucił Koalicji 15 października, że "zamiast rozmawiać z prezydentem, przystąpiła do rozwiązań siłowych", które - jak mówił - są sprzeczne z prawem. "Co nie budziło żadnych wątpliwości od samego początku i zostało już potwierdzone przez sąd. Nie wiem, po co to zrobili? Może po to, by pokazać, że mogą siłą zburzyć porządek w Polsce?" - stwierdził.
Min. Sienkiewicz, odpowiadając prezydentowi, podkreślił, że media publiczne zostały przejęte w taki, a nie inny sposób, ponieważ "są współodpowiedzialne za śmierć ludzi". - Nazwisko Adamowicz i Filiks są symbolami tego, w jaki sposób te media działały. Żadna władza publiczna nie jest w stanie tolerować tego potoku szlamu i nienawiści, jakie tworzyły partyjne media w Polsce - argumentował polityk.
Jak dodał, premier Donald Tusk planuje utworzenie nadzwyczajnej komisji sejmowej w sprawie mediów publicznych. - Pan prezydent ma tam miejsce. Bo miejsce na tworzenie nowego ładu jest Sejm, a nie Kancelaria Prezydenta - mówił Sienkiewicz.
Przypomnijmy, że w drugiej połowie grudnia minister najpierw odwołał dotychczasowe zarządów spółek mediów publicznych. Potem Sienkiewicz - po zawetowaniu przez Dudę ustawy okołobudżetowej, która zawierała przepisy dotyczące finansowania telewizji państwowej - postawił TVP i Polskie Radio w stan likwidacji. Działania oparł na przepisach Kodeksu spółek handlowych. A to według Trybunału Konstytucyjnego, którym kieruje Julia Przyłębska, jest niezgodne z konstytucją.
Sienkiewicz pod ostrzałem PiS. Co dalej z mediami publicznymi? 'Mamy pacjenta po zawale'
Jak oceniła Karolina Lewicka, metody, jakich nowy rząd użył w celu przejęcia mediów publicznych, są mocno kontrowersyjne. Nie tylko według upolitycznionych sędziów i środowiska PiS-u, ale także wielu autorytetów prawnych i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. - Czy to było rozpoznanie bojem? - pytała.
Minister kultury bronił swoich decyzji. - Mam bardzo silne ekspertyzy, które mówią, że było to zasadne - przekonywał Sienkiewicz i dał do zrozumienia, że nie przejmuje się opinią TK. - To nie jest decyzja sądu, a wpis deklaratywny, stwierdzenie. Spółki są w likwidacji. Większość referendarzy w kraju nie widzi w tym żadnego problemu. Ten proces tak czy inaczej, się toczy - mówił gość TOK FM.
Szef MDiN ma też nadzieję, że sąd przyzna mu rację. - Starzy adwokaci mówią zwykle tak: "Ma pan absolutną rację przed sądem. Oznacza to, że oceniam wyrok 50 na 50". To są sądy i my to rozumiemy. Nasi przeciwnicy tego nie rozumieją - uważa minister kultury.
Co dalej z Pałacem Saskim? Minister Sienkiewicz w TOK FM: Jestem do tego przekonany